poniedziałek, 29 października 2018

W Brwi "dzieje się": są już wstawione drzwi, za chwilę w łazienkach będzie tylko brakować białego montażu i ruszy malowanie, pan stolarz wreszcie ogacił listwą występ sypialni na górze i pan szklarz może wziąć miarę na szybę, a pan kominkarz zaakceptował kompatybilność wystającej ze ściany rury z kupioną kozą.


Ja też nie próżnowałam i posegregowałam śmieci na dedykowane sterty:  "gabaryty"  i "kontener".


Mam coś dobrego do powiedzenia o naszym narodowym przewoźniku - LOT, jako jedyna linie obsługująca połączenie Wwa-Londyn, przyjmuje na pokład dzieci bez opieki już od 5 lat bez konieczności opłacenia opiekuna. Obawiam się, by szukając możliwości pokrycia kosztów obecnego strajku, zlikwiduje tę możliwość i tak jak inni, każe sobie płacić za opiekę. A wtedy spędzanie przerw szkolnych u dziadków przestanie być takie atrakcyjne.

Póki co wnuk znów przyleciał i wybrałam się z nim do Centrum Kopernika. Byłam tam kilka lat temu i niestety, ale nie zauważyłam by się rozwijali, jeżeli już to się zwijają, bo kilka urządzeń nie działało. Jeszcze chwila i przykryje ich kurz i podzielą los Muzeum Techniki.

Nie tylko w tym punkcie  mi się nie podobało: dzieci, za pełną aprobatą rodziców, wpychały się do kolejki i mój wnuk był wobec takich sytuacji bezradny. Tak samo gdy ustawiał sobie coś na planszy i dwa razy podszedł ledwie odrośnięty podlotek  bezceremonialnie "przejął" jego zabawki. Nie spotkałam się z taką sytuacja w Kidzanii, a w angielskim parku tylko raz i były to ... polskie dzieci. 

Bilety na Warlikowskiego kupiłam w ramach przerażenia, że a nuż, a jednak wygrają - nie miałam wątpliwości, że na ich liście proskrypcyjnej Teatr Powszechny był na pierwszym miejscu, Nowy na drugim.  

Wyjeżdżamy to luźna adaptacja sztuki Hanocha Levina Pakujemy manatki. Kiedy poprzednio Warlikowski wziął się za Levina i wystawił Kruma, było bardzo intelektualnie, teraz przez ponad trzy godziny, spokojnie nadążałam za akcją i nawet rozumiałam o czym reżyser chciał mi opowiedzieć.

Wyjeżdżamy, przeprowadzając się do innej dzielnicy tego samego miasta, przenoszą się do innego kraju, umierając ... a zanim sami nie wyjedziemy, żegnamy innych. W spektaklu w kolejnych, luźno związanych ze sobą scenkach, patrzymy jak "wyjeżdżają" bohaterowie sztuki. Nie stanowią zwartej grupy, spotykają się głownie na pogrzebach, ale każdy z nich zapada w pamięć, bo nie jest postacią tuzinkową i ma w sztuce swoje pięć minut (czyli zapadający w pamięć monolog).

Jak zawsze u Warlikowskiego, pokaz aktorskiej gry. A Agata Buzek wymiata.

Pierwsze po wakacjach spotkanie w Czytelni Polin. 

O istnieniu Józefa Rotblata wiem od niedawna. O ilu jeszcze takich osobach nie wiem?

A książka zapowiada się arcyciekawie, bo wszystko wskazuje na to, ze jego życiorys to nie materiał na film, ale na serial.

Dowiedziałam się o istnieniu mody na bullet journal. Z jednej strony idea mi bliska. Sama robię dziesiątki list, notatek,  których potem jak są potrzebne, nie mogę znaleźć. Więc na pewno warto je mieć w jednym miejscu. Z drugiej strony nie przekonuje mnie papier, a w bullet journal o to właśnie chodzi, by było analogowo, nie cyfrowo.  Przyświeca temu idea porządkowania całego swojego życia, tymczasem  ja systematycznie zapisuję jedynie terminy w kalendarzu Google  i przeczytane książki w Goodreads, a o Onenote, które idealnie nadaje się do digital bullet journal (znacznie lepiej niż polecany do tego Keeper Googla) przypominam sobie jedynie od czasu do czasu - ostatnio, po przyjeździe z Portugalii zrobiłam listę kosmetyków, o których muszę pamiętać pakując walizkę na wyjazd.  

Z pamiętnika wk ... konsumentki 

W tym tygodniu toczyłam boje z...

1. UPC - przedłużyli z mamą umowę na tych samych warunkach, ale potem się okazało, ze dodali jeden pakiet, za jedyne 5 zł. Nie są to wielkie pieniądze, ale poszło nie tylko o nie i o tzw. "zasady": nie uprzedzili, że każda, nawet najmniejsza zmiana warunków umowy przy jej przedłużaniu oznacza ponowne poniesienie opłaty aktywacyjnej

2. Solid Security - nie działał alarm, wezwałam technika, który stwierdził, że przyczyną było jedynie przypadkowe odłączenie zasilania sieciowego przez ekipę remontową i ponownie uruchomił znajdującą się na piętrze centralę podłączając za pomocą wypożyczonego od ekipy remontowej przedłużacza do kontaktu na parterze. Prowadzą z nimi korespondencję w tej sprawie, bo chcę się dowiedzieć, dlaczego po prostu nie przywrócił poprzednich ustawień. Jak zawsze z Solid, łatwo nie jest. 

3.  Amazon.it. - formularz wysyłki w firmie kurierskiej "nie przechodzi" bez podania osoby do kontaktu i numeru jej telefonu. A polityka Amazonu jest taka, ze tych danych nie udostępnia. I tak sobie o tym o włosku korespondujemy ....

poniedziałek, 22 października 2018
Google translate e fantastico!

Stacja Brwinów. Mazowieckie Przewozy Regionalne ogłosiły terminowe  zakończenie remontu, co w tłumaczeniu na "nasze" oznacza, że remont trwa dalej. Jak wszędzie, tak i tu zmieniają rzeczywistość na lepsze. Nie będzie już podjazdów na schodach i rowery, wózki, walizki trzeba będzie wnosić (zgodnie z projektem obok zamontują windę i będzie działała tak jak całe Mazowieckie Przewozy Regionalne, czyli "umownie").

Ale przynajmniej lud ułożył schodki i z peronu nie skacze się pod tory, a schodzi.


Za każdym razem Brwi wygląda coraz lepiej. Na dole są już panele. Na zdjęciu moja część, którą nazwałam Hobbiton:

Z pamiętnika wk ... konsumentki wersja international

Kindle zaniemówił, zero reakcji na prąd, na PC, na guzik restartu. Angielskojęzyczny Amazon.com odesłał mnie na Amazon.it gdzie kupiłam swojego ostatniego Kundla. A tam wszystko po włosku. Nie tylko strona, obsługa też. W dodatku reklamacji  nie można zgłosić mailem i do wyboru jest tylko chat albo telefon. Wybrałam chat i wszystko udało mi się załatwić. Bo wprawdzie słowa nie umiem po włosku, ale Google translate e fantastico!

Z tym że gdy po załatwieniu sprawy standardowo zapytali o ocenę, napisałam co myślę o zmuszaniu do składania reklamacji w języku którego się nie zna.

Zapiski z Wygnania Teatr Polonia

 

Bałam się tego spektaklu. Dwa dni wcześniej Kasia.Eire pojechała do Łodzi na Białą Bluzkę i wróciła zniesmaczona. Janda było nie w formie. Zapominała tekstu, śpiewała tak, że u widz czuł się zażenowany.

Zapiski z wygnania to też monodram. Ale tym razem Janda dała radę. Chociaż tak porywająca jak w Danucie W nie była. W każdym słowie widać było zmęczenie. I to nie grane, ale takie prawdziwe, prywatne. Sam spektakl to wierna adaptacja świetnej książki. Marzec 1968 oczami młodej dziewczyny z Wrocławia, która razem z rodzicami, przez Wiedeń i Rzym, osiedliła się na koniec w USA.

Myślę że Krystyna Janda powinna sobie dać już spokój ze śpiewaniem. Słucham teraz koncertu Joan Baez, rocznik 1941,  z czerwca tego roku z  paryskiej Olimpii. Więc są wyjątki. Ale Janda do nich nie należy

Po teatrze poszłam z Kasią.Eire i Mileną na kolację do Manekina. Przez cały dzień stoją przed tym lokalem kolejki, godzinę przed zamknięciem można dostać wolny stolik bez czekania. Nie wiem skąd aż taka popularność. Kultowy lokal w środku miasta w którym serwują jedynie piwo i wino bezalkoholowe.

Drugi i ostatni tydzień Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Wreszcie udało mi się trafić i obejrzeć film, który dostał główną nagrodę - albański film Delegacja


Rok 1990. Do Tirany przybywa europejska delegacja, która ma sprawdzić przestrzeganie praw człowieka. Na jej czele stoi szkolny kolega przetrzymywanego od 15 lat w więzieniu albańskiego opozycjonisty. Chce się spotkać ze swoim kolegą i władza, nie mając wyjścia postanawia mu to umożliwić. Wiezień ma zostać przywieziony do Tirany i przyjąć przewodniczącego europejskiej delegacji jak gdyby nigdy nic, w swoim domu. Ale realizacja tego planu napotyka na szereg trudności.

Dobry film, dobrze zagrany. Ale nagrodę Prezydenta Warszawy dostał moim zdaniem w dużym stopniu za właściwą "wymowę".  Ciekawe, czy jeżeli nastąpiłaby zasadnicza zmiana ekipy rządzącej Wwą, w przyszłym roku byłby WFF. A jeżeli nawet, to jakie film zdobyłby nagrodę Prezydenta. 

 

Dwa kolejne filmy to biografie. W obu przypadkach, opowiadają o wielkich karierach samouków, którzy w II połowie ubiegłego wieku przybyli w poszukiwaniu sławy do NY z amerykańskiej prowincji .  

 

Więcej od życia: Kevyn Aucoin

Film dokumentalny. Zanim go obejrzałam, nie wiedziałam się, że był ktoś taki jak Kevyn Aucoin. Był genialnym makijażystą, jedną z najważniejszych postaci świata mody lat 80-tych i 90-tych XX wieku. Gej i ćpun. Ale to ostanie trochę nie ze swojej winy. Cierpiał na uporczywe bóle kości, bo cały czas rósł - przez kilkanaście lat dorosłego życia urósł 20 cm. Odpowiadał za to guz przysadki, mimo że go usunięto, z nałogiem już sobie nie poradził i  jeszcze przed śmiercią znalazł się na bocznym torze.  

Ciekawa postać to i bardzo ciekawy dokument

 

Mapplethorpe

Fabularyzowana biografia. O Robercie Mapplethorpe trochę wcześniej już wiedziałam z książki Patty Smith Poniedziałkowe dzieci. Potem byłam na wystawie jego zdjęć w Tate Gallery.  Film uzupełnił tę wiedzę. Odtworzono wystawę, która musiała być mega ciekawa: do jego ostrych, przedstawiających homoseksualne sadomacho zdjęć dobrano do pary zdjęcia kwiatów. Sparowano tak celnie, że na jakimś poziomie metafory, oba przedstawiały to samo. 

Miałam z tym problem swój własny, prywatny problem: przeszkadzał mi grający Mapplethorpe  Matt Smith. Cały czas widziałam księcia Filipa z serialu Netflixa Królowa.  

Chyba nie ma już dzisiaj szans na takie, obrazoburcze kariery.

 

Euforia

Kolejny film o umieraniu na raka. Dwóch braci. Jeden, to świetnie urządzony rzymski król życia. Drugi, prowincjonalny nauczyciel Wszystko ich dzieli. Ale pewnego dnia, jeden musi zaopiekować się drugim. Nie na długo, bo diagnoza nie pozwala mieć nadziei. 

Większość tych filmów o odchodzeniu jest za ładnych. ten też. Jak na razie zapytana o to, który był "prawdziwy" przychodzi mi od razu na myśl 33 sceny z życia Małgorzaty Szumowskiej.

 

Zanim przypłynie prom


Film o współczesnej Kubie. Tak samo jak w Tramwaju w Jerozolimie sekwencja luźnych, nie związanych ze sobą  scenek, z tym że tu co jakiś czas reżyser wraca do bohatera, by pokazać co dalej zadziało  w jego życiu. Jak dla mnie  za dużo chaosu. W dodatku nie przemówiły o mnie komiksowe przerywniki

Po obejrzeniu ostatniego filmu na tegorocznym WFF, zameldowałam się pod Pałacem Kultury

Policja ostentacyjnie filmowała uczestników. Deja vu ...

niedziela, 14 października 2018
Zarządzanie przez chaos

Umawianie ekip jedna po drugiej cosik nie wychodziło: ci co mieli kończyć, robili sobie niezapowiedzianą przerwę, ci co mieli przyjść po nich, nie chcieli czekać a pomiędzy nimi ja w roli rozdartej wierzby, nie potrafiąca tego wszystkiego ze sobą pospinać. 

W tej sytuacji, zmieniłam strategię i realizuję autorski projekt zarządzania przez chaos.

I tak. zanim dogadam się z budowlańcami czy to co trzeba poprawić zrobione w ramach umowy, czy będą chcieli by za to dodatkowo zapłacić, równolegle do powolnej dłubaniny w łazienkach:


na górze położone zostały deski (po zrobieniu zdjęć, zostały przykryte papierem):

w najbliższy poniedziałek ma być ogarnięty chaos na parterze

i od wtorku będą układane panele. W tym tygodniu może zostaną też wstawione drzwi. 

Wszędzie zmiany, nawet i w ogrodzie. Poza pomalowaniem domu i płotu, sukcesywnie podcinane są sosny (jedna uschnięta została wycięta).

Niedługo minie rok, jak mieszkam kątem u mamy i tęsknie, zwłaszcza w weekendy,  do tego by znów zamieszkać w swoim domu. Z drugiej strony przeraża mnie myśl o dojazdach, z trudem wyobrażam sobie jak to można godzić z pracą.

Zwłaszcza, że tak jak można było przewidzieć, kolejarze remontu nie skończyli. Wejście na peron wygląda tak, że aby nie nadkładać sporej drogi, skacze się  - tak jak ledwo widoczny na zdjęciu po prawej stronie pan w brązowej kurtce - z murku (z wdrapywaniem gorzej)


Ale nie samym remontem człowiek żyje. 

Przyjechała Kasia.Eire. Wieczór w knajpie. Niedzielne śniadanie we Wrzeniu Świata


Lubię patrzeć na Wwę oczami Kaśki - od razu jest piękniejsza, zauważam rzeczy, które dla mnie są normalne, dawno mnie nie cieszą a powinny.

Są Szarotki

Wróciła do nas Ewa. Tym razem fascynuje ją nie wiklina, tylko ludowe, wypchane kaszą, laleczki. Podobno na przednówku często traciły życie 


A ja zakochałam się w tej chuście z Enterlacku

No i tradycyjnie moje filmowe święto


 

Wybieram te filmy długo, ale jakoś na wszystkie wybrane przeze mnie filmy bilety są do ostatnich minut przed seansem. Nie wiem dlaczego nigdy mi się nie udało "wstrzelić" w te filmy, na które polują inni

Film otwarcia Tramwaj w Jerozolimie



Ludzie wychodzili - nie wiem rozumiem dlaczego, może przeszkadzało im to że film nie ma akcji? Kilkanaście scenek z pasażerami jerozolimskiego tramwaju. Kobieta sobie nuci pod nosem, ktoś interpretuje zdanie z Tory, jakaś para się kłoci, ojciec zwiedza z synem miasto. Pełny misz-masz. Słowem przesympatyczna ballada filmowa

Zanurzeni

Kolejny film izraelski. Kibuc blisko toczących się działań wojennych. Czasy świetności ma za sobą, młodzi wyjechali, starzy żyją w rytm ogłaszanych nalotów.

Do tego kibucu przyjeżdżają bracia, by pochować ojca. Dwóch już brało udział w walkach, najmłodszy właśnie dostał kartę powołania. Gorzki film o traumie wojny, w cieniu której żyją mieszkańcy tego kraju. Gorzki film, bardzo w poprzek obecnym hurra patriotycznym pokrzykiwaniom.

W kinach pewnie tego filmu nie będzie. Z jedne strony szkoda. Z drugiej, gdybym była dystrybutorem też pewnie bym go nie kupiła.

Królowa strachu

Buenos Aires. Główna bohaterka, znana aktorka  przygotowuje swój monodram w teatrze. Z tym, że ze wszystkich osób zaangażowanych w przygotowanie tego spektaklu, ona jest najmniej w to wkręcona. W zamian przeżywa separację z mężem, lęk przed samotnym mieszkaniem w dużym domu, umieranie przyjaciela ...  

Kolejny film, który sprowadza się to obserwacji przez chwilę cudzego życia. Bez zakończenia: taśma się kończy i na widowni zapala się światło. Osoby przyzwyczajone do tego, że film jakoś się kończy - a do nich się zaliczam - odczuwają pewien niedosyt.  

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli