poniedziałek, 10 kwietnia 2017
We własnym sosie

Tydzień w miłym towarzystwie.

Najpierw we własnym. W niedzielę coś mnie zaniepokoiło, w poniedziałek pognałam do lekarza (2 wizyty + badania), ale tak na wszelki wypadek postanowiłam zarejestrować to i u "państwowego". 45 minut w kolejce i najbliższy termin na koniec lipca. I tak dobrze, że udało mi się wypertraktować opcję: obcy lekarz na koniec kwietnia. Wszyscy wiedzą, że tak będzie działać pigułka dzień po na receptę. To nowa rzeczywistość. Ze starej dalej  nieustannie dziwi to, że w tych kolejkach nikt nie czyta, słucha, czy nawet i dzierga. Kolejka stoi pogrążona w ciszy i ożywa jedynie gdy ktoś usiłuje ją ominąć.  

Dostałam kapkę zwolnienia, więc chwilę posiedziałam w wiosennym, słonecznym, Brwi. 

W środę, w wypełnionej po brzegi sali kina Muranów był pokaz filmu Rodeo - przypomnienie najważniejszych wydarzeń ostatnich 18 miesięcy. Film ma być udostępniony na Youtube, jak już go wstawią, warto  zobaczyć.

 

Po filmie dyskusja z czwórką polityków jak "wypisać" PIS


Gdy na koniec Pacewicz zadał pytanie, czy politycy opozycji nie będą potrafili wykorzystać nadarzających się okazji i wszystko spier ..., większość sali (ja również) podniosła rękę na znak, że tak. Nie musiałam słuchać tej dyskusji, by być o tym przekonana. 

Za to sala  była ciekawsza. Sporo znanych twarzy, mądrych ludzi, wielu z nich interesuje się polityka. Pytania zadawał m.in. Krzysztof Łoziński, Stanisław Tym. Nikogo na takim poziomie w polityce nie ma, po żadnej ze stron.

W czwartek u Warlikowskiego było spotkanie z Hanną Krall, ale zamiast tam, wylądowałam w Polin na wykładzie Marcina Zaremby Pogromy i napaści na Żydów w Polsce. 

  

W dużej auli było zajętych z 1/3 miejsc. Jak dla mnie wykład był zbyt "popularnym" poziomie. Niestety niewiele się z niego dowiedziałam, a też znowu wcale nie aż tak dużo wiem na ten temat.

Ruszyłam z ogrodem. To co wyłania się po zgrabieniu, to skrzyżowanie klepiska z perzowiskiem i w żadnym wypadku nie zasługuje na nazwanie tego trawnikiem.

Kwiaty pod płotem już przekwitają, jak babcia z bajki wiążę z brzozowych witek pączki chrustu, na tarasie posadziłam pierwsze zioła

Jest  tym wszystkim, dająca spokój monotonia pór roku. Im jestem starsza, tym bardziej to odczuwam. 

W niedzielę miał być brydż, ale kart było jak na lekarstwo, bo na miejscu zostałyśmy zasypane nieprzebraną liczbą worków z ciuchami.

Kilka godzin przeglądania 


Po co ludzie gromadzą tyle rzeczy nie wiem. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie minimalizm. Wprawdzie i tak byłam najbardziej asertywna, bo wyszłam tylko z 3 workami, podczas gdy inne ciotki miały ich przynajmniej dwa razy więcej. Ale te 3 worki też trudno nazwać minimalizmem.

niedziela, 02 kwietnia 2017

Jak już przestanie być zimno i w Brwi robi się bardzo przyjemne, to i tak nie mam jak się tym cieszyć, bo choćbym nie wiem ile czasu mu poświęciła, ogród zawsze będzie uważał, że to za mało. Na razie wygrabiłam 2/3 grodu z igieł i mam serdecznie dość. Z tyłu głowy mi się kołacze, że powinnam wypryskać Miniszkiem na liściaste, przynajmniej trochę powyrywać perzu, nawieźć, posadzić trawę i podlewać by wyrosła. 

Więcej Brwi, mniej Wwy oznacza również zawężenie programu kulturalnego.

W tym tygodniu było ostatnie spotkanie w ramach Filozofii w Zimowym Ogrodzie. Tym razem gościem Tomasza Stawiszyńskiego był prof. Mikołejko

Tematem rozmowy był fanatyzm. Rozmowa im się nie kleiła, moim zdaniem prof. Mikołejko nie był w formie. Punkt dla niego - 10 kwietnia, 3 godziny po w wywiadzie radiowym widział groźbę powstania religii smoleńskiej. 

Siedziałam naprzeciwko nich, wprawdzie nie w pierwszym rzędzie, ale "na widoku" Pod koniec, odpowiadając na pytania z sali, Mikołejko się zaperzył broniąc swojego prawa do mówienia wprost co myśli o innych. Jako przykład dał studentki na wykładzie, które sprawdzają coś w komórce, kręcą się itp. A jak przez całe spotkanie robiłam na drutach. 

Mój Color affection ma roboczą nazwę Buras affection i to nie dlatego, że na zaprzyjaźnionym blogu przeczytałam, że brąz z czernią nie chodzi. Ten brąz nie jest brązem, a szary ma za dużo z niebieskiego. Ale już tyle zrobiłam, że zrobię do końca.


Na półce czeka wełna na następny szal

 

Moonlight

Tak jak to często bywa, gdy nastawię się na coś świetnego - wyszłam z kina rozczarowana.

Dojrzewanie chłopaka ze slumsów południowych Stanów. Syn ćpającej prostytutki, odstający wrażliwiec, całe dzieciństwo dostaje bęcki, a gdy wreszcie już jako nastolatek oddaje, ląduje w więzieniu. Tam staje się twardzielem  Słowem historia jakich wiele, tyle że w tym filmie bohater pod młodzieńczą wrażliwością, a potem grubą skórą ex-więźnia ukrywa swój homoseksualizm.

Może nie miałam nastroju na taki film. Bo tyle jest zły, ale nie jest tak dobry jak o nim mówią.

 

Ostatnie dni miasta

Film taki sobie, ale zapada w pamięć, bo obok tego o czym opowiada, przechodzimy każdego dnia.

Dzisiejszy Kair. Spotykają się w nim przyjaciele, którzy na co dzień zajmują się kręceniem filmów dokumentalnych, dziennikarstwem. Porozjeżdżali się po świecie. Jeden z nich opuścił Bagdad i ma status uchodźcy w Niemczech. Drugi uważa, ze Bagdad to jego miejsce na ziemi i nie wyobraża sobie by z niego wyjechać itd... Ich świat się rozpada i mają tego pełną świadomość. 

Taka nostalgiczna sentymentalna ballada filmowa. 

Z pamiętnika wk ....konsumentki

Odezwali się:

Szanowna Pani, Pani saldo wykazuje zaległość w kwocie 147,60 zł Firma Solid Security, będzie dochodzić tej należności lub okazania potwierdzenia wpłaty. Księgowanie do najstarszej zaległej należności odbywa się na podstawie: Art. 451 § 3. W braku oświadczenia dłużnika lub wierzyciela spełnione świadczenie zalicza się przede wszystkim na poczet długu wymagalnego, a jeżeli jest kilka długów wymagalnych - na poczet najdawniej wymagalnego. Wobec powyższego należność w kwocie 147,60 zł pozostaje wymagana.

Pytałam radcy prawnego - mam 100% racji. Nie można w 2017 roku ściągać długu z 2011 roku, w dodatku takiego o którym nie było wiadomo w 2016 roku.

Ale też mam graniczące z pewnością  przekonanie, że w sądzie przegram. Ja bez adwokata, bo za 150 zł się nie opłaca, a oni z prawnikiem  ...

poniedziałek, 27 marca 2017

Doszłam do wniosku, że samo zarzucanie, że to wszystko trochę w poprzek doktryny która głoszą, to za mało. Zaczęłam się dokształcać. Na przykład w tym tygodniu szukałam odpowiedzi, czy na wszystkie grzechy można uzyskać rozgrzeszenie. Byłam przekonana, że tak. Co najwyżej niektóre musi odpuścić biskup, czy w wyjątkowych przypadkach papież. Ale nie. Jest grzech, którego nawet i papież nie odpuści.

„Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12, 31n.).   

Poza tym jest wiosna. Z trudem się ją zauważa, bo otaczająca głupota powala. Na fejsie zamieściłam screen z Twittera i wydawało mi się, że mój komentarz wyrażający zdziwienie, że Polak i Murzyn występują pojedynczo, a Arabów trzeba do tego całej bandy, nie można inaczej odczytać jako sarkazm. 

Ale doszliśmy do takiej ściany, że nawet o tym można dyskutować, podobno nawet w tym wyraża się wyższość naszej kultury!

Więc jakoś tak mi się porobiło, że wiosnę zauważam, ale się nią nie cieszę tak jak dawniej. 


Tym bardziej, że zanosi się na to, że już drugi rok nie będę miała nikogo do pomocy w ogrodzie. Jak żyć? Szlag mnie trafia, widząc ile mam do zrobienia. Może to i zdrowe, ale jak dla mnie zbyt czasochłonne.

Wolę czytać. I robić na drutach. Byłam na Szarotkach. Powoli przestajemy być kameralną grupą dziergaczek. To wszystko przez fejsa. Za chwilę będzie nas tak dużo, że nie zmieścimy się w żadnym z udostępnianych nam lokali. Trochę żal "tamtych" Szarotek.

Jola pokazała jak robić sznurki z wełen i zademonstrowała zrobione przez siebie urządzenie do skręcania sznurków. Dwie deseczki połączone na tyle luźno haczykami, że można nimi kręcić i zaczep (taki, by po skręceniu możliwe było zdjęcie wełny). 

 

Najpierw skręca się go tym ustrojstwem, potem pozwala mu się "dokręcić" samemu.


Przechodząc między stołami zauważyłam, że furorę robią szydełkowe, bardzo kolorowe torebki,  tzw. mochile.


Ale mnie urzekła kamizelka, są to dwa zszyte z sobą prostokąty z pozostawioną przerwą na ręce.

 

Cudo. 

Kiedy ja to wszystko zrobię? 

Mr Gaga

Mr Gaga to opowieść o izraelskim tancerzu, Ohada Naharina, który stworzył własny język tańca (tytułowy Gaga)

Bardzo dobry film dokumentalny, ale też zostawił we mnie dużo pytań – przeszkadzało mi to, że opowiadaną historię, trzeba wielokrotnie kleić domysłami. Trochę zrozumiałam, jak przeczytałam o tym jak ten film był robiony – trwające wiele lat pochody, by namówić bohatera na ten film, dopiero urodzenie dziecka rozmiękczyło jego opór i nieoczekiwanie udostępnił swoje archiwum.

Zaszokowało mnie to, że Ohad Naharin tak na serio zainteresował się tańcem w wieku 22 lata - zgłosił się na przesłuchanie i został przyjęty do wiodącej w Izraelu szkoły tańca. Nie chodził do żadnej szkoły baletowej, tylko lubił tańczyć i miał bardzo giętkie ciało. Potem pojechał do NY tańczyć w najlepszych zespołach świata. I tak zaczęła się jego kariera. Tyle, że pochodził z artystycznej rodziny, więc to że wżyciu będzie żył sztuką miał wdrukowany już jako dziecko.  

Captain Fantastic

 

Ojciec sześciorga dzieci żyje z nimi w dzikich odstępach amerykańskich lasów. W dzień funduje im hardcorową szkołę przetrwania, wieczorem wlewa do ich głów ogromne dawki wiedzy.

 Ich matka jest w szpitalu, chwilę później umiera. Jadą wiec na drugi koniec Ameryki, by wziąć udział w pogrzebie.

Czyli kolejny film: konsumpcjonizm vs. dzika wolność. Ale nie tylko, też i o przeżywaniu żałoby, wychowywaniu dzieci, które nawet jak jest wpajaniem wolności sprowadza się do tresury.

Ciekawy (mimo, że amerykański!). Świetne postacie dzieci, niektóre sceny i dialogi powalają. Ale całości czegoś brak. A może ja się zestarzałam i widzę więcej odcieni szarości? Z tym, że chociaż sympatie w wyraźny sposób są po stronie „anarchistycznej”, nie odmawia się też racji drugiej stronie.

 

Pokot

 

Ekranizacja książki Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych.

Moniek na fejsie napisał o tym filmie "życie zaczyna się po 60-tce. Coś jest w tym na rzeczy. Jedyne co mi w tym filmie się nie podobało, to zakończenie. Z drugiej strony gdyby nie było baśniowe, człek by zupełnie załamany z kina wyszedł, taki prawdziwy to o naszej rzeczywistości ten film. 

W moim pojmowaniu świata, nie ma czegoś takiego jak „opętanie przez szatana” Ale gdybym w to wierzyła, tak określałabym ludzi, którzy znajdują przyjemność w zadawaniu bólu i cierpienia. Więc podzielam sprzeciw Holland/Tokarczuk przeciwko polskiemu macho; wersja „myśliwy”.

 

Jesteśmy w ciąży

Przemiła, rodzinna, komedyjka obejrzana w ramach Tygodnia Kina Hiszpańskiego. O pokoleniu które ciążę traktuje jako kolejny, realizowany w życiu projekt. 

Myślę że w ciągu dwóch dni zapomnę, że byłam na tym w kinie.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli