niedziela, 02 lipca 2017

Nie pamiętam kiedy cały weekend spędziłam na lataniu na miotle, a raczej na grabiach. Nawałnice szkód wielkich nie poczyniły, ale z tych szyszek to bym chyba z hektar lasu zasadziła.



Za mokro by to spalić. Pewnie teraz już będzie sucho, bo zachęcona tym opadami wysiałam trawę, tam gdzie stał basenik wnuka:


Przez te sosny trawnika tu nie będzie, ale mogłoby być bardziej zielono. Silniejszy od tych sosen okazał się jedynie dąb.


Zasadziłam kolejny, ciekawe czy się przyjmie.

 

 Ale generalnie ogród i grzebanie w ziemi uważam za stracony czas.

Zwłaszcza odkąd wymyślono Netflix. Jak śpię u mamy, czasami włączam telewizor i jakbym nie skakała po kanałach, jeżeli już na czymś zawieszę oko, to jedynie na TVN24. Telewizja jest skazana na wymarcie, ale to co się ostatnio w Polsce zadziało, bardzo przyspieszy jej śmierć. Ci którzy przez te wszystkie zabawy z abonamentem od niej odejdą, nigdy już do niej nie wrócą: na zewnątrz jest zdecydowanie ciekawsza oferta. Jedyne co może trzymać przy telewizji to transmisje sportowe. Ale mnie to nie dotyczy. 

Obejrzałam trzy sezony Masters Of Sex i czekam na czwarty

Uczyłam się o nich na studiach. Pamiętam, że gdy wtedy czytałam o wynikach tych  badaniach, rozpalało moją wyobraźnię to, jak im się udało to zorganizować.  Ale o tym jest najwięcej tylko w pierwszym sezonie. Potem powoli coraz więcej jest o komplikacjach uczuciowych prowadzących te badania i ich bliskich i tym samym serial coraz bardziej przypomina inne tego typu snuje. Co nie znaczy że nie wciąga. Jako wisienka na torcie jest jeszcze stylistyka połowy XX wieku.

Ale żeby nie mieć poczucia straconego czasu, gapiąc się w ekran robię jednocześnie na drutach, aktualnie mam na nich moją pierwszą chustę robioną techniką mosaic knitting


W przerwach robię kolejne podejścia plisy kamizelki -jak dotąd wszystkie nieudane (po prawej jedna z tych prób).


Plisa ma a być w jednym kawałku, robiona na okrągło, ale cały czas nie jest to to, o co mi chodzi.

 

Jak na to jak długo nie było mnie w kinie, filmów dużo do zobaczenia nie mam.

Czerwony żółw został wybrany w ramach projektu Scope, w którym w tym roku nie brałam udziału. Robiłam tam za dinozaura - gdybym w tym roku brała udział w projekcie nie zagłosowałabym na ten film.


Ale młodym się ten film podoba. Bardzo prosta animacja Bez słów, nie przeładowana efektami dźwiękowymi opowieść o rozbitku, który rozpoczyna życie na bezludnej wyspie. Potem pojawia się kobieta i robi się z tego opowieść o życiu.Podobno jest to bardzo głębokie, jak dla mnie w jedynie w poziomie kabotyństwa.

Z pamiętnika wk ... konsumentki  

Irytacji we mnie moc. Ostatnio wpienił mnie brodzik. Bo ja tu się szykuję do remontu, myśląc jak by tu się wygodnie urządzić na starość, zrobić prosto i solidnie by łatwo było koło tego chodzić i na długo starczyło. A tymczasem jakość tych rzeczy jest taka, że chcieć można wprawdzie dużo, ale na nic nie można liczyć.  Myślałam, ze w niebieskiej łazience muszę tylko wymienić podłogę, a tymczasem po pięciu latach z brodzika odpryskuje lakier.

Brrr ...



poniedziałek, 26 czerwca 2017
Al-Kalina

Al-Kalina, czyli zrobione na Szarotkach twarzowe zdjęcie kobiety w pewnym wieku

 

Jeżeli chodzi o druty mam zwyżkę formy, czyli cały koszyk pomysłów, a czas pokaże jak będzie z ich realizacją.

Bo czasu brak - jest co robić. 


Za grosz nie ma we mnie wiary, że to coś da. Ale taki Marsz dla puszczy to też i piknik towarzyski, okazja do spotkania znajomych, posiedzenia wieczorem w jakiejś knajpie na chodniku i popicia wina.  

Rzutem na taśmę, w ostatni dzień zwolnienia wymieniłam w kuchni zlew. Blat to zbrojony beton, więc demolka była absolutna.

Na razie posprzątałam kuchnię

I po wielu latach mam wreszcie niecieknący, łatwy w utrzymaniu, nie zachodzący teiną zlew


Popsuł mi się telewizor, co oznacza koniec z oglądaniem Netflix'a na kanapie. Z uwagi na pomysły z abonamentem nowego telewizora nie kupię, dużego monitora też nie, bo są jakoś absurdalnie drogie (50 calowy telewizor można dostać już za tysiąc złotych, monitor tej wielkość i kosztuje 8 razy więcej).

A do sprzątania, czy prac w ogrodzie polecam takie trzymadełko, idealne do słuchania audiobooków.

czwartek, 22 czerwca 2017
Przeczytane 2017

dobra książka 

 Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk Paweł SmoleńskiBartłomiej Kuraś 

  

Bardzo ciekawy reportaż o jeszcze jednej, ukrytej pod dywanem, karcie historii. Trudno wpasować Goralenvolk (Kenkarty z literą „G” przyjęło około 20 procent ludności Podhala) do obowiązującej układanki, w myśl której Podhale to matecznik arcypolskości. 

Na Podhalu też obowiązuje zmowa milczenia. Nie jest to trudne: świadkowie tamtych zdarzeń już nie żyją a i tak, ci co mieli najwięcej do powiedzenia zniknęli zaraz po wojnie, lub zostali zabici. Autorzy stawiają pytanie na ile wykonanie natychmiast po wojnie, bez sądu, wyroku na Wacławie Krzeptowskim, nie było po części uciszeniem niewygodnego świadka.

Historię Goralenvolk można próbować odtworzyć  jedynie na podstawie dokumentów – tak zrobili autorzy i trzeba przyznać, ze zrobili to umiejętnie, bo książkę się dobrze czyta, nie jest „przeładowana” źródłami. Fajny przykład na pogmatwanie polskiej historii, w której często, jak mówi jeden z bohaterów: "wszystko jest pioruńsko trudne". 

W tle opowieść o góralskim znaku szczęścia, krzyżyku niespodzianym, który po wojnie był już tylko kojarzony ze swastyką i jako taki znienawidzony. Usunęli, czy ukryli go prawie ze wszystkich miejsc, ale np. został na kamiennym grobie Karłowicza. To nic, że zmarł w 1909 roku – sądząc z wygłaszanych przez turystów uwag, są przekonani, że mijają grób jakiegoś nazisty.


Wtedy. O powojennym Krakowie Joanna Olczak-Ronikier

 

W pewnym sensie kontynuacja książki W ogrodzie pamięci.

Po wojnie, matka i babką dostają pokój w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Cały dom zamieszkują literaci, nad nimi mieszka Gałczyński, przychodzi w odwiedziny Staff. Babka – wdowa po Jakubie Mortkowiczu wznawia działalność wydawnicza. Matka para się dziennikarstwem. Autorka, usiłuje, po wojennych przejściach (ostatnie dwa lata okupacji autorka spędziła oddzielona od rodziny w klasztorze) nadrobić stracone lata dzieciństwa.

Nostalgiczna opowieść o pierwszych latach powojennego Krakowa, która kończy się w momencie gdy nadciąga noc stalinizmu.

Ale też aż takiego wrażenia, jak W ogrodzie pamięci, ta książka na mnie nie zrobiła. 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli