poniedziałek, 05 lutego 2018

Pojechałam do Gdańska, w pakiecie był Moniek, chwila nad morzem, no i oczywiście Muzeum II Wojny Światowej.

Tego się nie da zwiedzić "za jednym razem". Byłam tam 5 godzin i zobaczyłam ułamek tego, co jest tam do zobaczenia, taki ogrom multimediów. Inna sprawa, że nie miałam ambicji by je wnikliwie śledzić: mój plan był taki, by tropić wprowadzane zmiany.

Zaolzie jeszcze jest. Nawet chyba nie było ingerencji w to, jak to jest opisane.

Ale już w tej najbardziej "wrażliwej" kwestii, zmiany walą po oczach.

Poniżej bardzo ciekawe zestawienie, siła polskiego podziemia nie wygląda w nim imponująco.

Samo podziemie tez bardzo jednoznacznie narysowane, na głównym planie AK, Po lewej stronie pachołki Rosji, po prawej niedemokratyczne NZS.


Przy okazji mało odkrywcza uwaga: każda władza lubi obiecywać, gorzej z dotrzymywaniem obietnic

I tak sobie chodziłam po tym muzeum, aż doszłam do ostatniej sali. Wszystkie paski TVP to przy tym dziele mały pikuś - film można zobaczyć na Youtubie, tytuł Niezwyciężeni. Co gorsze, sądząc po komentarzach na YT są tacy, którym się to podoba.

Po takim filmie, twórczość Beksińskiego to optymistyczna kolorowanka.

Na wystawie trochę zdjęć, ale nie opisanych, a szkoda. Oprócz tego sporo wydruków komputerowych oraz dostępny na YT film dokumentalny. I jako wisienka na torcie, film, który ogląd się przez okulary VR. Pierwszy raz miałam coś takiego na nosie. Bycie "w środku" obrazów Beksińskiego, to coś co się potem długo pamięta. Z powodu tych okularów cieszę się, że poszłam. 

W kinach okołooskarowy wysyp filmów. W Czasie mroku Anglicy przypominają sobie moment, kiedy zostali sami na placu boju, nie poddali się i zostali nagrodzeni dniami dumy i chwały. 


Churchill dochodzi do władzy i powoli przekonuje innych, że trzeba podjąć walkę z Niemcami. Jak zwykle w tego typu angielskich filmach, godna podziwu pieczołowitość w odtwarzaniu realiów epoki. Za tę rolę Gary Oldman może dostać Oscara. Tyle, że nic nie poradzę ale zdecydowanie do mojej wyobraźni przemawia Churchill z Crown, którego gra  John Lithgow,

Turysta - reżyserem tego filmu jest Ruben Östlund, ten od Squere. 

Ona, on i ich dwójka dzieci na pięciodniowym urlopie w alpejskim schronisku. W sytuacji zagrożenia on nie staje na wysokości zadania i chwilę później rozsypuje się ich małżeński bajkowy domek z kart. Ale że to szwedzki film, nie trzaskają drzwiami, tylko zaczynają rozmawiać, a widz uczestniczy w tej małżeńskiej psychodramie. Niezłe.

dobry film

Tamte dni, tamte noce

Gejowskie romansidło. Ale jakie! Tajemnica Brokeback Mountain może się schować. 

Lata osiemdziesiąte, północne Włochy, pełnia słonecznego lata. Do profesora badającego kulturę antyczną przyjeżdża z Ameryki doktorant. Pomiędzy nim, a synem profesora rodzi się uczucie. Przepięknie sfilmowany melodramat. Zagrany każdym mięśniem twarzy, przemyślany w każdym geście i słowie. O odtwórcy głównej roli, 22-letnim Timothée Chalamet pewnie nie raz jeszcze będzie głośno (za tę rolę jest nominowany do Oskara). 

Coraz mniej rozumiem rzeczywistość. To co się dzieje, ma to taką siłę, że aż trudno uwierzyć, że to wypadek przy pracy. 

 

Zastanawiam się, czy czasem to histeryczne wzmożenie, nie ma czasem przykryć nadchodzącego ekonomicznego bum. To, że stacjonarne sklepy padają jak muchy może być związane z dynamicznym rozwojem e-handlu. Ale gdy jest dobrze duże firmy budowlane, takie jak Skanska, nie przeprowadzają redukcji.  

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Osiołkuję. A jak osiołkuję, to nie pije tyle herbaty co zwykle

Raczej wino. I dużo jem. Okazji moc, bo życie towarzyskie kwitnie. I nawet zrobiłam zdjęcia, suto zastawionych stołów. 

Zachowałam w folderze bloxa tylko jedno

Reszta w telefonie i na dysku Googla. Ale teraz jestem w Gdańsku i siedzę przed kompem, który ma zepsute gniazdo USB. Nie podłącze więc do kompa telefonu i ich nie przegram. Mogłabym je przesłać poczta, ale ... nie pamiętam hasła do gmaila ani do outlooka   Czyli klops.

Zanim znalazłam się w Gdańsku, byłam w Polin na wystawie Krew łączy i dzieli. Wtedy w otaczającym mnie świecie panował jeszcze klimat radosnego boomu gospodarczego początku lat 70-tych ubiegłego wieku. Dopiero dzień później świat wokół mnie narzucił kostium  marca 68 roku

Dobra wystawa. Ale co z tego. Wolanie na puszczy.

Byłam też chwilę na spotkaniu zorganizowanym przez Barbarę Nowacka.

Na to spotkanie przyszedł młody chłopak, w sukience, białych kozakach, mocnym makijażu. Przynajmniej był wyrazisty. O innych nie mogę tego powiedzieć. Rządzący mogą spać spokojnie. Pozaparlamentarni też nie mają pomysłu na siebie.

Happy end

Film przypomina rozrzucone puzzle, z których na początku trudno coś skleić. Kamera wolno sunie pokazując pokazuje miejsce, w którym dopiero za chwilę coś się zdarzy, ktoś się pojawi. Na początku trudno zrozumieć dlaczego reżyser pokazuje nam dane miejsce, jaki jest sens toczonej na ekranie wymiany zdań.  Powoli pojedyncze puzzle zaczynają do siebie pasować, coś zaczyna się rozjaśniać. Jest to tak pozbawione akcji, że byli i tacy co wyszli z kina. Niech żałują, że nie dotrwali do ostatnich minut. To one przesądzają, ze film jest wielki. I dopiero wtedy staje się jasne, dlaczego czołówka filmu to swoisty test na wytrzymałość widza.  . 

The Florida Project

W motelu na obrzeżach Disneylandu, o przewrotnej nazwie Magic Castle mieszka społeczność wykluczonych.  Niczym kapitan statku stara się nad nią panować kierownik hotelu, który że mimo dużego ładunku ma empatii i zrozumienia, musi wyrzucać za burtę zalegających z czynszem. Czyli jeszcze jedna ballada filmowa o ludziach, którym się nie udało. 

Ale jest coś w tym filmie więcej, niż tylko kanoniczna sympatia dla ludzi z marginesu, Przede wszystkim niesamowita to gra dzieciaków. Są wakacje, puszczone luzem dokazują, przekraczając wiele granic, ale budzą ogromną sympatię. Gdyby były Oscary za rolę dziecięce, główna bohaterka byłby pewniakiem. 

 

 

Zgubiłam bilet miesięczny - przy odtworzeniu wymagają zdjęcia legitymacyjnego. Wniosek można też wypełnić on-line, Skorzystałam z tej możliwości ....  

z pamiętnika wk ... konsumentki

Jadę do Gdańska. W planie zwiedzanie Muzeum. Trzeba tylko kupić bilet Nie wiem dlaczego trzeba w tym celu założyć konto, ale niech tam . Zakładam ... program każe czekać na link aktywacyjny, nie przychodzi (uprzedzam pytanie - zawsze w takich przypadkach sprawdzam spam). Klikam, że nie dostałam, wypełniam pole antyspamowe, raz, drugi, trzeci. Hm. Widocznie Muzeum II wojny światowej nie lubi Gmaila. Bywa. Są tacy, co nie lubią Googla. Zakładam konto po raz drugi podaję adres mailowy o na Outlooku Sytuacja się powtarza. Nie mam biletu Dzwonię Pani mówi że muszę poczekać Czekam Nie na Godota, ale na link aktywacyjny Z tym samym skutkiem Ale moje dane osobowe system łyknął.

niedziela, 21 stycznia 2018

W tym tygodniu świat przeżywał Blue Monday, ja Blue WeekBo to wszystko nie tak i nie chodzi mi tylko o to, co ma mi do powiedzenia łazienkowa waga. Jeżeli nawet w życiu ważne są tylko chwile, to odczuwam istotny ich deficyt. Przytłacza mnie świadomość natłoku nie rozwiązanych spraw,  nie mam pieniędzy by zlecić komuś uwolnienie mnie od tych zadań, ani umiejętności i czasu by zrobić to samemu. Nie zauważyłam kiedy, ale coś się stało z moim domem. W salonie jeszcze niedawno utrzymywałam 20 stopni kominkiem, teraz nie daje rady nawet wydusić z niego 15 stopni. W kilku miejscach przecieka dach ...  I tak po kolei ze wszystkim.

Aby nie zwariować, jak tylko mogę staram się o tym nie myśleć. Ale nie zawsze mi to wychodzi. 

Szukając wytchnienia poszłam nawet na komedię romantyczną I tak cie kocham.

 

Tym razem przeszkodą jest to, że on jest Pakistańczykiem i jego rodzina, choć tak jak i on mieszka w Ameryce, wyklucza możliwość by związał się z kim innym, niż  z "porządną Pakistanką". Wszystko w tym filmie jest wprawdzie modelowo zgodne ze schematem gatunku, ale jego siłą nie jest akcja, tylko dialogi. Nie tylko pakistańska  rodzina ma zastrzeżenia, druga strona też, tyle że przestrzegając kodu politycznej poprawności, aż tak wprost tego nie artykułuje. Trudno nie zapamiętać dialogu przyszłych teściów z głównym bohaterem, który na pytanie: Jaki jest twój stosunek do 11 września? odpowiedział: Straciliśmy wtedy naszych najlepszych terrorystów. 

Kolejny, obejrzany w tym tygodniu film, daleki był od komedii romantycznej.

Bohaterem I kto mnie teraz pokocha jest 40-letni gej. Żyje w Londynie, ma HIV, śpiewa w londyńskim chórze gejów i tęskni za rodziną: mama, tatą i licznym rodzeństwem, którzy żyją w jednym z izraelskich kibuców. Nakręcili to bracia Heymannowie (ci od Mr.Gagi) i zrobili to naprawdę dobrze.

Chodzę - niczym poszukująca nastolatka - na spotkania gdzie dyskutuje się o filozofii.

Tym razem poczytałabym więcej, o tym o czym na tym spotkaniu Obirek tylko  wspomniał. Jego zdaniem, nie ma czegoś takiego jak "wartości chrześcijańskie", jest to kolejne puste określenie, którym służy do walenia po głowie swoich adwersarzy. To jak o tym mówił, skojarzyło mi się ze świetnym tekstem Agnieszki Graf, w którym zwróciła uwagę, że zaostrzenie ustawy aborcyjnej poprzedziła przegrana przez kobiety wojna o język.

Powoli przymierzam się do tegorocznej włóczęgi. Wiele przemawia za tym, by jechać nie z torbą, tylko z niewielkim plecakiem - zdecydowanie łatwiej wtedy wsiąść na skuter. A skoro tak, to mogę zabrać z sobą tylko to niezbędne. I tu pojawia się szereg pytań, między innymi: jaką zabrać ze sobą robótkę. Wstępnie zastanawiam się, czy nie wystartować wtedy z orenburskim szalem. Przy okazji Łada zwróciła mi uwagę, że książka na Amazonie jest niewiele droższa od sprzedawanych na Raverly wzorów - kupiłam w Book Depisitory, nie płaci się za tam przesyłkę.

 

Na Raverly zapraszają do przyłączenia się do wyzwania na rok 2018. Nie zapisałam się, ale poza Ronanem, który teraz powolutku dziergam, myślę jeszcze o zrobieniu w tym roku jeszcze dwóch kardiganów, np. tych: 


Czyli jak zwykle na początku roku - planów huk,, gorzej z czasem. Tym bardziej, że znów nie jestem pewna czy drugie podejście do Ronana nie uznać za kolejny falstart. Porównując ze wzorem oczka się zgadzają, a proporcje nie: rękaw za szeroki, a tułów za wąski  (po lewej stronie moje weekendowe stanowisko pracy).

Poszłam na Szarotki się poskarżyć, ale tak jak i przed, tak i po: w sumie decyzja należy do mnie.

Za tym by zacząć jeszcze raz przemawia jedno: prawie zawsze jak pomyślałam o spruciu, a tego jednak nie zrobiłam i tak na dalszym etapie do tego dochodziło.

Robiąc na drutach obejrzałam kolejny sezon Grace and Frankie. 

Bardzo lubię Jane Fondę i dlatego dałam radę mimo denerwującego dydaktyzmu i bardzo sztywnej, chwilami nawet żenującej, gry aktorów odtwarzających role ich byłych mężów.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli