niedziela, 22 kwietnia 2018

Życie wróciło do normy, czyli do codziennego patataj.

W obcych ogrodach zachwyt budzą obce magnolie (tu zdjęcia zrobione na spacerze z Joluśką po Mokotowie).

To co zobaczyłam budzi nadzieję -  budyniowa żółć tynkowa jest passé, króluje jasno szary tynk, ciemno-szara stolarka i czarne dodatki.

Mój ogród wygląda mniej zachwycająco. Dom też. Pojechałam go zobaczyć, ale zapomniałam klucza do furtki, nie wzięłam pod uwagę tego, że brama został zamknięta na kłódkę i musiałam przejść przez płot.

 Już nie te lata. Ręka rozwalona, spodnie rozdarte.

A poza tym remontowy standard, wszystko idzie w dobrym kierunku, ale nie tak szybko jakbym chciała. Powoli dociera do mnie, ogrom wyzwania jakie niesie z sobą urządzanie domu.

Na razie w tym tygodniu zamknęłam moją przygodę z wolontariatem. 


Ciekawe doświadczenie, sporo było na ulicy wspierającego uśmiechu, podobna ilość obojętności, tylko kilka osób coś tam nieprzychylnego pomamrotało pod nosem, nikt wprost nie zaprotestował. Tyle że już z daleka, jeszcze przed nawiązaniem kontaktu wzrokowego, łatwo przewidzieć, kto podejdzie i weźmie żonkila.  

W przerwie, po rozdawaniu żonkili, a przed koncertem, poszłam spotkać się z Gumisiem, który uczestniczył w nauczycielskich warsztatach samopomocowych. Oglądali film, Miejsce urodzenia Łozińskiego.


Film znałam, książkę czytałam. Aż trudno uwierzyć, że film nakręcono tak niedawno, ledwie 25 lat temu, niesamowite jak od tego czasu zmieniła się polską wieś.  A przecież taką jeszcze ją pamiętam. Z kolei prowadząca warsztat zwróciła uwagę na to, że dziś nakręcenie takiego filmu byłby bardzo trudne:  ludzie już nie są tak otwarci, odmawiają rozmowy nawet w prostych sprawach, a co dopiero w tak "ciężkich". 

Spotkanie na jakim byłam w tym tygodniu też kręciło się wokół tematu Zagłady.

Bardzo emocjonalny Jacek Leociak, opanowany i  tonujący emocje Grzegorz Dostatni. Wyjątkowo, książkę przeczytałam jeszcze przed spotkaniem. Kawał dobrej publicystyki. 

To nie jedyne spotkanie literackie na którym byłam. W ramach warszawskiego weekendu księgarń kameralnych wybierałam się na spotkanie z Magdaleną Kicińską, autorką Pani Stefy, ale przyszłam godzinę po czasie i wylądowałam na spotkaniu z Jarosławem Kamińskim, po którym zostałam jeszcze na spotkaniu z Włodkiem Goldkornem. 


Tylko Lola to moim zdaniem jedna z lepszych powieści przeczytanych w zeszłym roku, ale autor nie umiał jej zareklamować. Ma wyraźny kłopot z byciem osobą publiczną, na celebrytę się nie nadaje. Ale coś tam z niego prowadzący wyciągnął. Nie wiedziałam, że bohaterowie jego książki nie mieli swoich pierwowzorów. 

Bohaterem następnego spotkania był przeciwieństwem Kamińskiego. Świetnie radzący sobie z takimi sytuacjami obywatel świata, wieloletni redaktor działu kultury tygodnika „L’Espresso”. A mnie gdzieś w środku było szkoda Kamińskiego, jego nieporadności, tego że przyszło na spotkanie z nim tak mało ludzi. 

Dotarłam też wreszczie na Szarotki. Zachwyciłam się Gackową skarpetką:

Robienie tej skarpetki musi być to bardzo pracochłonne, bo zgodnie ze wzorem, druga skarpetka, która ma stanowić z nią parę jest robiona z tej samej wełny, ale innym wzorem. 

Przy okazji zrobiłam coś pozytywnego:

Wydziergałam fragment flagi, która ma być zawieszona 2 maja na skwerze Bartoszewskiego. 


dobry film

Lato 1993

Dawno nie widziałam tak dobrego filmu przedstawiającego świat widziany oczami dziecka. Powiedzieć, że nie jest przegadany to mało, dbając o realia - dzieci w tym wieku jeszcze nie potrafią mówić o tym co czują, Carlą Simón opowiada nam o tym głównie obrazem i scenkami, w których pada zaledwie kilka zdań. Ale jak! Tyle, że nie jest t film dla tych którzy lubią by na ekranie dużo się działo. 

Z tym, że na pewno na mój odbiór filmu  wpłynęło to, że przed pójściem do kina przeczytałam wywiad z reżyserką, Carlą Simón. Wiedziałam że w filmie opowiada o tym jak zapamiętała lato 1993 roku. Miała wtedy 6 lat, jej matka umarła na HiV (już wcześniej umarł jej ojciec) i musiała opuścić mieszkanie w Barcelonie i  zamieszkać na wsi z rodziną brata matki.  

Chodząc w ten ciepły weekend po Wwie co krok napotykałam na oznaki szaleństwa. Trwa wielka megafonowa ewangelizacja. Koło Dworca Centralnego dudniło, odmienianym przez przypadki imieniem Jezus. Z kolei w Ogrodzie Saskim  rozłożyła swoje stoisko parafia św. Augustyna. Do tej pory takie sekciarskie zeznania, o tym jak było komuś w życiu źle, jak błądził ale Bóg nie opuścił i pomógł uprawiały na ulicach niszowe protestanckie sekty.  

Jest aż tak źle?

piątek, 20 kwietnia 2018
Przeczytane 2018

Opowieść podręcznej Margaret Atwood

 
Władzę w Ameryce przejmują chrześcijańscy fundamentaliści. Dzięki Atwood można sobie wyobrazić jakby (będzie?) wyglądała Polska pod rządami  Ordo Iuris.
Główna bohaterka nie zdążyła uciec, gdy świat w którym żyła nagle zamienił się w koszmarną dyktaturę. Nikt nie wierzył, że przejmą władze (nie tylko to brzmi znajomo), a gdy pewnego dnia niespodziewanie zablokowano karty bankomatowe i nie wpuszczono do pracy było już za późno.W starym świecie miała dziecko z rozwiedzionym facetem, w nowym zmuszona zostaje do roli surogatki.     
To co trochę psuje wrażenie, to dopisane na końcu posłowie. Tak jakby autorka przeraziła się tego, że nie potrafiła zakończyć książki w jednoznaczny sposób i postanowiła się z tego wytłumaczyć. Ale i tak, ponieważ show must go on i za chwilę Showmax pokaże drugi sezon nakręconego na podstawie tej książki serialu.
 

Mikrotyki Paweł Sołtysik


Wszyscy chwalą te opowiadania – książka występuje w większości zestawień najlepszych książek w 2018.  

Ale mnie nie  zachwyciła.  Co więcej po miesiącu trudno mi nawet powiedzieć o czym te opowiadania były, poza tym, że były i pamiętam, że je czytałam. . Bardzo krótkie opowiadania o bardzo zwyczajnych ludziach i zdarzeniach. Napisane w dodatku tak zwykłym językiem, że nie wiem co obudziło w krytykach aż taki zachwyt.

 

Kochanek śmierci Borys Akunin


Akunin, więc stara Rosja i  Erast Fandorin. Tym razem przestępczy świat moskiewskiej Chitrówki. Boleśnie przewidywalne nie tylko losy bohaterów, ale i intryga, w którą są zaplatani, a to raczej trudno wartości kryminału nie podnosi. 

Na szczęście to Akunin, więc nawet jak nie zachwyca, to trzyma poziom. 

Przedziwne są twoje dzieła Panie Tatiana Polakowa


Bardzo kiepski kryminał. Prowincjonalne muzeum do którego przyjeżdża przysłany z Moskwy dyrektor. Przysłała go "góra", bez porozumienia z lokalnymi bonzami i nikomu się nie podoba. Większości tak po prostu i po ludzku, niektórym bo stanowi bezpośrednie zagrożenie prowadzenia dalszych ciemnych interesów.

Tyle że wdzięk snutej intrygi pasuje do produkcyjniaka sprzed pół wieku.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Tydzień porażek. 
W głębi duszy miałam nadzieję, ze jak wrócę z Indonezji i pojadę do Brwi zobaczę jak mój dom nabiera cudownej formy. Tymczasem na razie postępuje remontowa demolka i choć w koniec maja nigdy nie wierzyłam, chciałabym móc wierzyć w koniec czerwca.



Jest poprawiony strop, ocieplony dach i szkielety ścian na poddaszu. 


Doszłam do wniosku, że już na tym etapie muszę mieć coś więcej niż ogólną wizję, że ma być "ładnie" i zanim się poddałam, dwa wieczory starałam w dostępnych w necie darmowych programach zwizualizować mój dom. 
Skończyło się na Paincie. Po lewej stronie startowy pomysł na moją łazienkę. Od początku był kontestowany, bo podobno to nie jest najlepszy pomysł by prysznic był tuż obok okna. Ale potem okazało się, że tam gdzie planowałam prysznic, będzie poprowadzony z góry pion kanalizacyjny i trzeba "pogrubić" ścianę. Oznaczałoby to że prysznic byłby jeszcze bliżej okna.  Dzięki Joluśce znalazłam wyjście (szkic po prawej stronie)




Teraz z kolei zastanawiam się czy nad ogrzewaniem podłogowym - ma być w salonie i w kuchni, w mojej części chcę mieć grzejniki, ale może wyłączyć z tego łazienkę?
Bo te drabinki takie śliczne i może nie trzeba grzejnika w roli wieszaka?
  


Porażką jest tez mój telefon Xiaomi Redmi, które ostatecznie odmówiło konwersacji z kompem. Zawsze wprawdzie można gadać z nim przez chmurę, ale ja zdecydowanie preferuje kabel. Poczytałam sporo o tym na rożnych stronach. Jeden tutorial przeszłam punkt po punkcie, bardzo byłam z siebie dumna bo właczyłam tryb MTP. Ale nic poza tym.  Kolejny tutorial jaki znalazłam budzi repekt, ale na dzień dzisiejszy nie wiem jak go ugryźć. 

  1. Linki powinny trybic i kierować do właściwych postow, choć kopiowałem z tapatalka. 
  2. Ściągasz rom dla fastboota stąd: https://miuipolska.pl/forum/index.php… (drugi link, archiwum tgz - rozpakować dwukrotnie np. 7-zipem)
  3. Ściągasz MiFlash z pkt. 6. tego poradnika https://miuipolska.pl/forum/index.php…(Snapdragon-425-(4-rdzenie)-2/16-GB)-z-iBuygou#entry295158 - właściwy dla twojego systemu (32/64bit)
  4. Po rozpakowaniu systemu i zainstalowaniu miflasha odpal go. Zaakceptuj stery przy instalacji. Wybierz obraz systemu, podłącz telefon do komputera w trybie fastboot (vol- chyba i włącznik) i odśwież miflasha - powinien się, jak stery się zainstalują i będzie wszystko trybic, pojawić identyfikator telefonu.
  5. Zainstaluj global dev, skonfiguruj goZainstaluj twrp tak jak próbowałeś w adb w trybie fastboot jeśli chcesz
  6. Zainstaluj xiaomi.eu jeśli chcesz

Podreperowałam sobie ego tym, że zainstalowałam Joluśce Airboxa - też nie było łatwo, w dodatku na infolinii technicznej Orange uzyskiwałam sprzeczne komunikaty, co też nie pomagało. Ale zaczyna trochę być tak, ze sprzęty, które mają nam ułatwiać życie coraz bardziej nam je komplikują.

Na szczęście jest jeszcze życie towarzyskie. Bez tego człek by zwariował.



Bo cały czas sobie powtarzam:  Dobrze żyjcie. To najlepsza zemsta.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 324
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli