niedziela, 21 stycznia 2018

W tym tygodniu świat przeżywał Blue Monday, ja Blue WeekBo to wszystko nie tak i nie chodzi mi tylko o to, co ma mi do powiedzenia łazienkowa waga. Jeżeli nawet w życiu ważne są tylko chwile, to odczuwam istotny ich deficyt. Przytłacza mnie świadomość natłoku nie rozwiązanych spraw,  nie mam pieniędzy by zlecić komuś uwolnienie mnie od tych zadań, ani umiejętności i czasu by zrobić to samemu. Nie zauważyłam kiedy, ale coś się stało z moim domem. W salonie jeszcze niedawno utrzymywałam 20 stopni kominkiem, teraz nie daje rady nawet wydusić z niego 15 stopni. W kilku miejscach przecieka dach ...  I tak po kolei ze wszystkim.

Aby nie zwariować, jak tylko mogę staram się o tym nie myśleć. Ale nie zawsze mi to wychodzi. 

Szukając wytchnienia poszłam nawet na komedię romantyczną I tak cie kocham.

 

Tym razem przeszkodą jest to, że on jest Pakistańczykiem i jego rodzina, choć tak jak i on mieszka w Ameryce, wyklucza możliwość by związał się z kim innym, niż  z "porządną Pakistanką". Wszystko w tym filmie jest zgodne ze schematem gatunku, ale jego siłą nie jest akcja, tylko dialogi. Nie tylko pakistańska  rodzina ma zastrzeżenia, druga strona też, tyle że przestrzegając kodu politycznej poprawności, aż tak wprost tego nie artykułuje. Trudno nie zapamiętać dialogu przyszłych teściów z głównym bohaterem, który na pytanie: Jaki jest twój stosunek do 11 września? odpowiedział: Straciliśmy wtedy naszych najlepszych terrorystów. 

Kolejny, obejrzany w tym tygodniu film, daleki był od komedii romantycznej.

Bohaterem I kto mnie teraz pokocha jest 40-letni gej. Żyje w Londynie, ma HIV, śpiewa w londyńskim chórze gejów i tęskni za rodziną: mama, tatą i licznym rodzeństwem żyjących w jednym z izraelskich kibuców. Nakręcili to bracia Heymannowie (ci od Mr.Gagi) i zrobili to naprawdę dobrze.

Chodzę - niczym poszukująca nastolatka - na spotkania gdzie dyskutuje się o filozofii.

Tym razem poczytałabym więcej, o tym o czym na tym spotkaniu Obirek tylko  wspomniał. Jego zdaniem, nie ma czegoś takiego jak "wartości chrześcijańskie", jest to kolejne puste określenie, którym służy do walenia po głowie swoich adwersarzy. To jak o tym mówił, skojarzyło mi się ze świetnym tekstem Agnieszki Graf, w którym zwróciła uwagę, że zaostrzenie ustawy aborcyjnej poprzedziła przegrana przez kobiety wojna o język.

Powoli przymierzam się do tegorocznej włóczęgi. Wiele przemawia za tym, by jechać nie z torbą, tylko z niewielkim plecakiem - zdecydowanie łatwiej wtedy wsiąść na skuter. A skoro tak, to mogę zabrać z sobą tylko to niezbędne. I tu pojawia się szereg pytań, między innymi: jaką zabrać ze sobą robótkę. Wstępnie zastanawiam się, czy nie wystartować wtedy z orenburskim szalem. Przy okazji Łada zwróciła mi uwagę, że książka na Amazonie jest niewiele droższa od sprzedawanych na Raverly wzorów - kupiłam w Book Depisitory, nie płaci się za tam przesyłkę.

 

Na Raverly zapraszają do przyłączenia się do wyzwania na rok 2018. Nie zapisałam się, ale poza Ronanem, który teraz powolutku dziergam, myślę jeszcze o zrobieniu w tym roku jeszcze dwóch kardiganów, np. tych: 


Czyli jak zwykle na początku roku - planów huk,, gorzej z czasem. Tym bardziej, że znów nie jestem pewna czy drugie podejście do Ronana nie uznać za kolejny falstart. Porównując ze wzorem oczka się zgadzają, a proporcje nie: rękaw za szeroki, a tułów za wąski  (po lewej stronie moje weekendowe stanowisko pracy).

Poszłam na Szarotki się poskarżyć, ale tak jak i przed, tak i po: w sumie decyzja należy do mnie.

Za tym by zacząć jeszcze raz przemawia jedno: - prawie zawsze jak pomyślałam o spruciu, a tego jednak nie zrobiłam i tak na dalszym etapie do tego dochodziło.

Robiąc na drutach obejrzałam kolejny sezon Grace and Frankie. 

Bardzo lubię Jane Fondę i dlatego dałam rade mimo denerwującego dydaktyzmu i bardzo sztywnej i chwilami nawet żenującej gry aktorów odtwarzających role ich byłych mężów.

czwartek, 18 stycznia 2018
Przeczytane 2018

O tyranii Thimothy Snyder


Napisany w 2016 roku, po wygranej Trumpa esejo-poradnik, 20 porad jak bronić demokracji przed zakusami tyranów.

 1.  Nie bądź z góry posłuszny
 2.  Broń instytucji
 3.  Strzeż się państwa jednopartyjnego
 4.  Weź odpowiedzialność za oblicze świata
 5.  Pamiętaj o etyce zawodowej
 6.  Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi
 7.  Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny
 8.  Wyróżniaj się
 9.  Dbaj o język
10. Wierz w prawdę
11. Bądź dociekliwy
12. Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje
13. Uprawiaj politykę w sensie fizycznym
14. Chroń swoje życie prywatne
15. Wspieraj słuszne sprawy
16. Ucz się od ludzi z innych krajów
17. Nasłuchuj niebezpiecznych słów
18. Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój
19. Bądź patriotą
20. Bądź tak odważny, jak potrafisz

Czyta to się bardzo szybko, kolejne rozdziały stylem przypominają panelowe wystąpienia (autor jest profesorem Yale). Sporo odwołań do Polski, o której Snyder dużo wie, właśnie go wyautowali z rady naukowej Muzeum II wojny  światowej.
Na mnie spore wrażenie zrobił następujący, przytoczony przez niego fragment z czołowej gazety niemieckich Żydów, „Der Israelit”  z  2 lutego 1933 roku:

Nie zgadzamy się z poglądem, jakoby Hitler i jego poplecznicy, posiadłszy teraz władzę, której tak długo pożądali, mieli wprowadzić w życie krążące [w nazistowskich gazetach] sugestie; nie odbiorą oni nagle niemieckim Żydom praw konstytucyjnych, nie zamkną ich w gettach ani też nie wystawią ich na mordercze zapędy zawistnego motłochu. Nie mogą tego uczynić, gdyż ich władzę ogranicza wiele istotnych czynników [...] i z pewnością nie zdecydują się podążyć tą drogą. Atmosfera panująca w mocarstwach europejskich skłania do refleksji etycznej skutkującej samodoskonaleniem, nie zaś do ponownego przyjęcia wcześniejszych postaw z czasów opozycyjnych.

Dla tych, którzy nie pamiętają PRL-u, lektura obowiązkowa.

Wyjście z Egiptu Andre Aciman


Poprzedni rok zaczęłam od przeczytania przecudownej historii rodzinnej Zając o bursztynowych oczach. Ten też od nostalgicznej żydowskiej ballady, tyle że tym razem o żydach sefardyjskich.
Narrator wspomina lata 60-te, gdy jako dziecko, razem z liczną rodziną mieszkał w Aleksandrii. W tamtych latach najstarsi członkowie jego rodziny wspominali czasy gdy mieszkali w Konstantynopolu. A że historia lubi się powtarzać, kiedyś wyrzuceni z Turcji, po dojściu do władzy Nasera doświadczyli tego samego w Egipcie.
Przepięknie opisany świat, którego już nie ma.  Zamieszkały przez galerię arcyciekawych, często mocno dziwacznych postaci.

Kolej Podziemna. Czarna Krew Ameryki Colson Whitehead



Książka została wyróżniona nie tylko przez krytyków, mi.in. National Book Award 2016, Pulitzer 2017 ale i przez czytelników, m.in.  Goodreads Choice Award. Ale za co to wszystko, pozostaje dla mnie tajemnicą.
Może to przez ten deszcz nagród oczekiwałam czegoś aj-waj i stąd to rozczarowanie?. Bo jest to jedynie sprawnie napisana powieść o dziewiętnastowiecznej Ameryce widzianej oczami czarnych niewolników. Wprawdzie w tej opowieści wygląda to wszystko zupełnie inaczej niż w Przeminęło z wiatrem, ale z tym mitem chyba już dawno się rozprawili. A może nie i stąd popularność tej książki?

niedziela, 14 stycznia 2018
Falstart

Ostatnio usłyszałam sporo komplementów, że jak na swój wiek świetnie wyglądam i takie tam ... Dopiero waga powiedziała mi prawdę. To co mi miała do powiedzenia, zrobiło na mnie takie wrażenie, że na Szarotkach nie wzięłam ani jednego słodkiego kęsa. Odkryłam też co tak zajadam - brak czasu!

Nie mam nawet czasu czytać książek. Dojazdy z z Brwi, trwały na tyle długo że warto było wziąć do ręki książkę. Teraz jak jeżdżę od mamy, trudno mi się skupić w zatłoczonym autobusie. O tym, że w reaktywowanym w tym roku klubie czytelniczym ŻiH będzie rozmowa o Judaszu Amosa Oza wiedziałam kilka dni przed spotkaniem. Zdołałam wgrać go sobie na Kindla, przeczytać już nie.

 

Sądząc z dyskusji, warto przeczytać tę książkę. Chociaż wszyscy uczestnicy spotkania zgadzali się z tym, że Opowieści o miłości i zmroku do pięt nie dorasta.  

Gdybym była na emeryturze miałabym więcej czasu na wszystko, na książki też. Ale jest to ruch w jedną stronę i jako taki budzi mój lęk. Na podstawowe wydatki starczy. ale na wymianę sprzętów już nie koniecznie. Taka sytuacja jak dzisiaj - laptop, który mam u mamy ledwo dyszy, jest na tyle stary, że chyba nie opłaca się go reperować. W kolejce czeka pralka ... I tak po kolei ze wszystkim. 

Na razie zaskarżyłam do sądu wyliczony mi przez ZUS kapitał początkowy. Z uwagi na wcześniejsze urlopy wychowawcze, do podstawy wyliczenia kapitału początkowego muszę mieć wliczone lata  93-94. Całkiem dobrze wtedy zarabiałam, mam nawet świadectwo pracy, tyle że ZUS go nie uznaje: nie ma dwóch pieczątek i nie jest tam podane, że pracowałam na pełny etat. Mam też kopie Pit-ów, ale urzędy skarbowe - to oczywiście przypadek - skrupulatnie zniszczyły archiwa czasu transformacji.


Gdzieś w archiwach ZUS pewnie jest dokumentacja mojego ubezpieczenia, ale ZUS nie ma żadnego interesu by ja odnaleźć. Świadomość, że miliony innych są w takiej samej sytuacji jak jak, nie pomaga. W tej potyczce jedyne co ewentualnie uda mi się wywalczyć, to uznanie faktu, że pracowałam, wtedy policzą mi wynagrodzenie minimalne i jeszcze będą uważali że zrobili mi łaskę. Tego państwa nawet jak się bardzo chce, nie można lubić. 

A bez laptopa nie ma Netflixu. W tym tygodniu obejrzałam jeden całkiem miły film Blue Jay. Amerykańska prowincja. Po latach  przyjeżdża do niego dawna mieszkanka i spotyka swojego chłopaka z tamtych lat. Spędzają dzień wspominając swoją młodość. Takie słodkie romansidło. Po obejrzeniu dwóch sezonów The Affair, obejrzałam i trzeci Dobry do robienia na drutach, bo nie trzeba się koncentrować. Chyba każdy serial po dwóch sezonach siada i kolejne sezony robione są trochę na siłę. Ten sezon reżyserowała Agnieszka Holland, ale ręki mistrza tu nie widać. czysta komercja. 

 

 

 dobry film

Party


Angielska komedia - czego chcieć więcej.

Pani domu została ministrem i urządza z tej okazji kolację dla najbliższych przyjaciół. Niby wszyscy się cieszą, ale ... miodzio.

Square


Zbierałam się do tego filmu jak do jeża bo, nie wierzę w istnienie dobrych komedii, które trwają 2 godziny 22 minuty. I miałam rację. Gorzej, to nie tylko nie jest dobra komedia, to nie jest również dobry film. Chociaż kilka momentów ma świetnych.

Szwecja (chyba, w każdym razie Skandynawia). Dyrektor muzeum sztuki współczesnej, młody, przystojny, bogaty król życia przygotowuje kolejną ekspozycję. To jak się do tego zabiera, co o tym mówi, jakie rady daje mu agencja PR jest dla reżysera okazją by wyszydzić nie tylko sama sztukę, ale i cała „szczytność” jaka jest przy okazji do niej dopisywana. Nasz bohater, dyrektor muzeum, też jest do bólu poprawny politycznie, ale głownie dlatego że starannie omija sytuacje kiedy by musiał to sprawdzić w praktyce. Gdy zostaje do tego zmuszony, nie zdaje tego egzaminu. Tyle, że ponieważ jest inteligentny, zdaje sobie z tego sprawę i dobrze się z tym nie czuje.

Ot i cały film. Gdyby był godzinę krótszy, byłby nawet niezły. A tak jest męczący. Czekając jak skończą się niektóre sceny przeglądałam komórkę. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 318
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli