piątek, 19 maja 2017
Przeczytane 2017

dobra książka 


Rejwach Mikołaj Grynberg


Piękna książka. Trzydzieści bardzo krótkich (góra 4 strony) opowiastek, osnutych wokół rozmów jakie przeprowadził autor książki z polskimi Żydami. O tym jak oni (albo ich bliscy) dają sobie tu radę z byciem Żydem (albo z tym, że są tak postrzegani przez otoczenie).
W jego sposobie opowiadania jest coś, co wciąga tak, jak kiedyś wciągały opowieści snute przez Hannę Krall. Dziś podobnie do niego pisze Piotr Paziński, czy Mikołaj Łoziński. Ten sam nastrój zadumy. nienachalny i nieoczywisty sposób rysowania postaci.
Książka ma tylko jedną wadę – jest stanowczo za krótka.


dobra książka 


Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcin Wicha



Bardzo króciutka książeczka -  na jeden wieczór.Syn sprząta mieszkanie po zmarłej matce i wspomina ...Piękne epitafium,
Wiele zdań uruchamiających myślenie:


– Gdzie jest Piotrek? – pyta matka.– Przecież nie żyje.– Ale w takim momencie powinien być – mówi.

 

Poszliśmy z rodzicami na jakiś film historyczny, coś o błędach i wypaczeniach.– Czy dzisiaj też mogą zrobić takie rzeczy? – spytałem po seansie.– Nie – uspokoił mnie ojciec, a po chwili dodał: – Wymyślą coś nowego.

 

dobra książka 

Piękno to bolesna rana Eka Kurniavan

 

Synek mi to polecił określając to jako indonezyjskie Sto lat samotności. Coś w tym jest, bo książka ma niesamowity nastrój, wciąga od pierwszego zdania:

Pewnego niedzielnego popołudnia, w marcu, Dewi Ayu wstała z grobu, w którym przeleżała dwadzieścia jeden lat

Po wstaniu z grobu, Devi Ayu jeszcze w drodze do domu zaczęła się odsupływać z materii w jaka spowito jej ciało składając je do grobu, a po przyjściu do domu jej służąca Rossina przygotowała jej kąpiel. Dlaczego Devi Ayu postanowiła wstać z grobu, zrozumiemy gdy cofniemy się w przeszłość. Epicka opowieść o losie rodziny, w tle burzliwe wydarzenia XX wieku.

Jedyne co chwilami sprawiało mi trudność, to nadmiar egzotycznych imion, które za nic nie chciały mi się wryć w pamięć - w  pewnym momencie musiałam sobie pomóc rysując na boku schemat rodziny,


Zdarzyło się 1 września  Pavol Rankov




Słowacja 1 września 1938 rok. Trzech szkolnych przyjaciół - Czech, Węgier i Żyd  umawiają się, że zorganizują wyścig pływacki, najlepszy pływak zdobędzie prawo do chodzenia z dziewczyną w której cała trójka się kocha.W kolejnych rozdziałach dowiadujemy się co działo w życiu naszych bohaterów 1 września w następnych latach, rzez 30 lat, wrzesień, po wrześniu.

Dobra odtrutka na polską megalomanię i przekonanie o wyłączności na prawo do wojennej traumy.

niedziela, 14 maja 2017

Skończyłam kolejny Szal. Nazwałam go Nionr. 


Szal zrobiłam dla ciotki, którą znam już kilkadziesiąt lat. Zawsze kochała zielony.A teraz spojrzała na robiony dla niej szal i powiedziała, że czas wszystko zmienia i teraz zielony kojarzy jej się z ONR. Wzór to Garden of Alla Shawl (to już mój trzeci szal tym wzorem). Wszystkie z estońskiej kauni. Ale jak porządnie zblokowałam i zrobiłam przepisowe wykończenie, to wyszedł szal-otulacz, na chłodne wieczory.


Podreptałam do JCC na spotkanie z cyklu Hajnt, Nauka i religia, czyli jak pogodzić rozum z sercem

Dyskutowali: rabinka Maria Kordowicz, fizyk kwantowy Jan Chwedeńczuk, a nad wszystkim czuwał Tomasz Stawiszyński. Poszłam dla tego ostatniego, ale chyba jestem za stara na takie tematy.Spodobała mi się opinia rabinki, że jak najbardziej może sobie wyobrazić niewierzącego w Boga rabina. Ale zamiast pójść tym tropem i skoncentrować się na religii i tym jaki ma wpływ na życie społeczne (a przy okazji i na naukę), rozmowa potoczyła się w kierunku nie nadającym się do dyskusji i skoncentrowała się na Bogu.

 
Pożegnanie z Europą nie jest dobrym filmem. A szkoda.



Film to kilka epizodów z wojennych losów Stefana Zweiga, które składają się na opowieść jak radził sobie (a raczej nie radził) na emigracji. Z jednej strony rauty, przyjęcia, fety. Zachwyt Brazylią, do której nie dotarła wojenna zawierucha. Świadomość, że należy do wybranych, którym udało się uciec, zanim rozpętało się piekło. Z drugiej strony przerażające wieści z Europy. Lęk o bliskich. Niepewność jak potoczą się losy wojny. Pytanie, czy skoro nie może pomoc wszystkim, pomagać wybranym. A jeżeli tak, to którym?  Słowem temat na dobry film. Niestety reżyser mówi nam tylko tyle, że Zweig czuł się w tej sytuacji źle. Ale też można spojrzeć na ten film inaczej: jest taki jaka była sytuacja Stefana Zweiga. Patrząc w taki sposób, niespójność i nerwowość nie tylko, że przestaje przeszkadzać, ale jest jak najbardziej na miejscu.

dobry film 


Za to Martwe wody powalają.


Początek dwudziestego wieku. Wybrzeże północnej Francji. Rybacy. Zwariowani arystokraci. Ciapowaci policjanci. Rybacy nie tylko łowią ryby ale i letników, z którymi robią to samo co z rybami (czyli konsumują).Arystokraci wyszli z krzywego zwierciadła  Policjanci czasami fruwają jak baloniki.Słowem czysty surrealizm.Coś innego i ożywczego.Trochę z klimatu Monty Pythona.


Zulka wyciągnęła mnie na wystawę kapeluszy do Teatru Wielkiego.

Niektóre były cudne, niektóre cudaczne. Zdziwiło mnie tylko to, że większość to nakrycia głowy z baletu. Mało było strojnych kapeluszy operowych diw.


Tydzień zakończyłam Szarotkami.

I z następną robótką w torbie (kolejny szal) zaczynam następny tydzień. W poniedziałek spotkanie z autorką Ulicy cioci Oli. W środę w Powszechnym Szczerek - tu nie wiem czy się wyrobię.

niedziela, 07 maja 2017
Cudze chwalicie, swego nie znacie

Niedaleko mojego domu jest miejsce o którego istnieniu do tego tygodnia nie wiedziałam: Ogród rzeźb Juana Soriano.
Juan Soriano to meksykański rzeźbiarz, który przez ostatnie 33 lata swojego życia był związany z Polakiem, Markiem Kellerem. Po jego śmierci Keller stara się popularyzować twórczość zmarłego przyjaciela - jest bogatym paryskim marchandem, więc stać go na to, by udostępniać zwiedzającym otaczający jego dom park, w którym postawił rzeźby Soriano. 

Na terenie parku stoi też pawilon wystawowy – w 2012 roku można było tam obejrzeć kolekcję zdjęć Fridy Kahlo. Nie wiedziałam  tym miejscu to i nie widziałam wystawy. Na razie kupiłam wywiad - rzekę z Markiem Kellerem i postanowiłam się o nim coś dowiedzieć.

W Brwi też mamy ładny pak, tyle że bez rzeźb. Przypomniałam sobie o tym, idąc w sobotę na targ. Dawno, dawno temu, gdy jeszcze kolej nie odgrodziła się od świata zieloną ścianą ekranów, co tydzień mijałam parkowy staw i mówiłam kaczkom Dzień dobry. Teraz by je odwiedzać, musiałabym skręcać w bok w ślepą uliczkę. W tym tygodniu postanowiłam zobaczyć co u nich słychać.  Kaczek było tylko kilka, nie wiem dlaczego tak mało, zima nie była znowu taka mroźna. Przeszłam pod oknami Staśki, która wyniosła się do Broku. Uświadomiło mi to, że ja w tym Brwi parę epok już przeżyłam.

Gdyby nie Gabi, pewnie nie poszłabym na wystawę Dali kontra Warhol. 


Typowa objazdówka, ale moim zdaniem warta zobaczenia. Zaskoczyło mnie jak dużo jest do oglądania. Nie wiedziałam, że Andy Warhol zaprojektował tyle okładek do płyt winylowych - na wystawie zebrano wszystkie tego typu prace. Obrazów Dalego nie ma, ale jest sporo jego grafik. I jak ktoś nie ma pomysłu na prezent - kucharska książka Dalego (w zeszłym roku wyszła w wersji angielskiej, jest do kupienia na Amazonie)

Gabi namówiła mnie też by pójść na Podzamcze na pokaz „Powrót Bazyliszka” z okazji tegorocznej inauguracji Multimedialnego Parku Fontann. Tłum zziębniętych ludzi. W oddali na wytwarzanej przez fontanny ścianie wody mało widoczne obrazy. 

Zdecydowanie lepiej je widać w grafice Gugla.

Byłam tak nieznośna, że szybko poszłyśmy do domu
Teatralnie jadę po bandzie - po zeszłotygodniowej Klątwie w Powszechnym byłam w tym tygodniu na Naszych żonach w Syrenie. 

Sztuka, to klasyczna farsa.  Tyle, że o ile w Powszechnym był tekst, to w Syrenie aktorzy. Poszłam tylko dla nich i się nie zawiodłam.  Chodzili po scenie tak jak to drzewiej bywało, bez przyklejonej do ust elektroniki, a każda wypowiadana przez nich kwestia lekko wpadała do ucha. Gdy nagle Radziwiłowicz powiedział jakieś słowo, którego nie zrozumiałam, aż mnie zmroziło, ale chwilę późnej odpuściło: okazało się, że tak dziwnie brzmi imię jego żony.

W ogrodzie, który dzięki tej pogodzie jest cudownie zielony zalęgły się ślimaki. Targa mną ambiwalencja. Ładny jest. Dopóki wcina mlecze, nawet go lubię. Jak jest jeden nie mi przeszkadza. Ale będzie ich cała gromada, która będzie wcinać nie tylko mlecze.


Skończyłam Buraska wzór to (Color Affection):

I dalej dziergam dla Joanny zielonego skrzata (na zdjęciu u niej w domu gapię się w Szaleństwa króla Jerzego):

Z pamiętnika wk ....konsumentki

Solid Security dalej twierdzi, że brakuje im wpłaty za listopad 2011 roku, ale już nie w wysokości 147 zł, tylko 232 zł. Wyznaczyli mi też termin, do którego mam zaległa wpłatę uregulować. 

Nie otrzymaliśmy wpłaty na kwotę 232,95 zł za zaległą fakturę 2011/10/051638/SP/2. Proszę dokonać wpłaty do 2017-04-27.

Problem w tym, że mam świadomość, że oni wiedzą o tym, że jestem na nich skazana. Opanowali mój rejon, więc innym firmom nie opłaca się na nim żerować. A nawet gdyby, to przejście do innej wiązało by się z przerobieniem instalacji, czyli ze sporymi kosztami.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli