niedziela, 29 października 2017

Będą mi robili chodnik - może i wyleją drogę asfaltem?


Powinnam się cieszyć, ale ... każdy kij ma dwa końce. Jak jest chodnik, na właścicielu posesji spoczywa obowiązek odśnieżania.

Zajrzałam na dworzec. Coś tam jednak robią


W starym BUW-ie wydawnictwo Więź, z okazji wydania książki Między prawem i sprawiedliwością,  zorganizowało spotkanie z Adamem Strzemboszem.

Adam Strzembosz nigdy nie był bohaterem mojej bajki, ostatnią rzeczą którą można o nim powiedzieć, to że jest liberałem.  Ale odmóżdżenie poszło tak daleko, że suweren nie reaguje, nawet gdy tacy jak on usiłują go ostrzec. Jego zdjęcie pod pałacem prezydenckim w konkursie na zdjęcie-symbol ikonę dobrej zmiany nie zdobyło by pierwszego miejsca, ale bezdyskusyjnie zasługuje  na wyróżnienie.  

Gdy wchodził, sala przywitała go na stojąco długo bijąc mu brawa. Tak samo chwilę później został przywitany Bodnar, który na to spotkanie przyszedł ze sprawozdawcą ONZ, Diego Garcia-Sayan. Pewnie nie ja jedna na sali miałam poczucie deja vu. 

Od "nich" też ktoś przyszedł. Zadał kretyńskie pytanie, które w jego mniemaniu miało skompromitować profesora. Łatwo sobie poradził z odpowiedzią - każdy chciałby mieć tak przytomny umysł w wieku 86 lat. 

A w niedzielę byłam na koncercie zorganizowanym w poczekalni dworcowej w Grodzisku Mazowieckim.13 kobiet śpiewających, pieśni zaklęcia - na miłość, na zdrowie, dobrą podróż itp. Głownie a'capella, czasami przy akompaniamecie wiolonczeli i akordeonu, 

 

By nie zwariować, ludzie szukają odskoczni. Ale muzyka ludowa niziny środkowo-europejskiej do mnie nie przemawia. Nawet jak jest tak ciekawie i  tak świetnie zaśpiewana.

Na druciarskich blogach pisze się o "stasiu"(od angielskiego stash). Może nie mam tego dużo, ale też nie tak by szuflada była pusta. Słoiki  z kłębkami po przeszłych robótkach to rzecz oczywista, wyszłaby z nich niejedna czapka, czy rękawiczki,  Ale nie mam też pomysłu na to, co zrobić z wełen, których mam tyle dużo, że spokojnie starczyłoby na coś większego.


Na razie biję się z myślami, robić coś z tych wełen na siłę, czy kupić sobie kolejne kłębki. 

A posiadaczom Androida polecam IQ Mission,

poniedziałek, 23 października 2017

Pożegnałam piękną polską jesień na Suwalszczyźnie

A teraz będzie podle i ponuro nie tylko w całym naszym okupacyjnym życiu, ale przez najbliższe `kilka miesięcy również i w przyrodzie.


Za każdym razem gdy tam jestem, odwiedzam knajpkę w Suwałkach i każdemu kto tam będzie, polecam.

A na WFF

dobry film 

Świadectwo

Trochę przypadkiem trafiłam na ten film - żaden z wyświetlanych o tej porze nie wydawał mi się bardziej warty od pozostałych obejrzenia i do ostatniej chwili zastanawiałam się na który z nich wybrać. I jak to często w takich sytuacjach bywa - był to najlepszy z obejrzanych w tym roku przez mnie na WFF filmów. 

Wielowarstwowy film o kolejnych pokoleniach Holokaustu. Główny bohater, pracownik Yad Vashem, Joel, usiłuje znaleźć miejsce pochówku  200 Żydów, zamordowanych wiosną 1945 roku przez mieszkańców austriackiego miasteczka. Ma na to mało czasu, jeżeli nie przedstawi w wyznaczonym przez sąd terminie odpowiednich dowodów, na polu gdzie prawdopodobnie znajduje się grób, powstanie osiedle mieszkaniowe. Łatwo mu nie idzie, bo milczą zarówno mieszkańcy austriackiego miasteczka jak i ci co przeżyli.  Nie tylko życie zawodowe głównego bohatera to materiał na film. Jego życie osobiste też.

Film nie urzeka obrazem - jest to debiut fabularny reżysera i czuć rękę dokumentalisty. Ale nie w tym jest siła tego filmu. Poza wartką akcją jest też całe mnóstwo zapadających w pamięć scen. Nie tylko one robią wrażenie. Również i całość. 

 

Urodziny

17102203

Kolejny film z gatunku "rodzina siada do stołu". Tym razem rodzina przygotowuje się do co rok hucznie obchodzonych urodzin dziadka. Jubilat ma 94 lata, kiedyś był szefem rumuńskiej bezpieki. 

Takich filmów było już wiele, ale ponieważ pojawia się nowy watek: religia i poczucie, że feta bez księdza się nie liczy, z przyjemnością obejrzałam.  

 

Nie patrz na mnie

17102204

Główny bohater, popularny aktor argentyńskiego serialu postanawia spróbować swoich sił w Ameryce. Ma obiecaną rolę nielegalnego imigranta w jednej z amerykańskich produkcji, ale szybko okazuje się to obietnicą bez pokrycia. 

Gorzki film o nielegalnej imigracji. Marzeniu o odniesieniu w Ameryce sukcesu. Fajny, miło oglądający się snuj.  

 

dobry film

Błogosławieni

17102201

Współczesna Algeria. On lekarz ginekolog, robiący pokątne aborcje, ale który nie wyobraża sobie życia poza krajem Jego marząca o wyjeździe żona, coraz bardziej dusząca się w coraz mniej demokratycznej atmosferze. Ich pamiętający czasy gdy wierzyli, że nigdy nie oddadzą wywalczonej wolności przyjaciele, tak samo jak oni przerażeni kierunkiem w jakim zmierza ich kraj. Ich nastoletnie dzieci w fazie buntu. 

Słowem bardzo aktualny film. Nie tylko w Algerii.

Święte powietrze

17102202

Najbardziej oblegany film, z tych które wybrałam, widzowie siedzieli na schodach.

Mieszkaniec Nazaretu, Kopt, postanawia zrobić interes życia, handlując świętym powietrzem.

Co w tym śmiesznego? Skoro handluje się świętym powietrzem z Fatimy, równie dobrze można i świętym powietrzem z Nazaretu.  

Nico, 1988

Odtworzenie dwóch ostatnich lat niemieckiej modelki, aktorki i piosenkarki, jednej z muz Andy’ego Warhola, która sławę zdobyła jako wokalistka The Velvet Underground. 

W filmie wyrusza na swoją ostatnia trasę. Zbliża się do 50-tki, ale nadal prowadzi mocno "alternatywny" styl życia. Film dla osób zainteresowanych historią rocka. 

Z pamiętnika wk... konsumentki

Fragmentu z moich maili do administracji domu 

Myślę że pomysł by siedzieć w domu i czekać na fachowca przez 7 godzin jest mocno nie z tej epoki. W tych godzinach ludzie pracują, a nikt nie będzie brał specjalnie w tym celu wolnego dnia. Nie mówiąc już o tym, że to że ten fachowiec przyjdzie nie jest takie oczywiste.W wyznaczonym przez firmę dniu, jej pracownik się mocno spóźnił i było wg. niego już zbyt późno by brać się za kolejną wymianę. Czy ta firma robi to za darmo, że może nas tak lekceważyć i nie szanować naszego czasu?

Informuję, że w wyznaczonym "ostatecznym" terminie, tj. 12 października br., także nie doszło do zamontowania wodomierza. Tym razem umówiony na wymianę wodomierzy pan (również spóźniony) oświadczył, że nie zamontuje liczników, ponieważ nie została zdemontowana spłuczka. Nikt wcześniej nie informował mnie, że demontaż spłuczki leży w mojej gestii. Co więcej to był ten sam pan, co za pierwszym razem który wówczas nic nie mówił o konieczności zdemontowania przez lokatora spłuczki, tylko o tym, że nie wziął ze sobą odpowiednich narzędzi. 

poniedziałek, 16 października 2017

Skończyłam mój pierwszy szal techniką robiony techniką mosaic knitting. Wzór to Laurielle. Robiłam z szetlandu BC Yarn.

 

Co bym zmieniła?

 Niepotrzebnie wiernie poszłam w narzuconym we wzorze kierunku – lepiej by wyglądało odwrócenie kolorów, tzn. na górze biały ścieg francuski, na dole zielony ażur. Ale kolorystycznie idealnie pasuje mi do zielonego prochowca, więc jak najbardziej może być.

 W Muzeum Azji i Pacyfiku byłam na czymś, o czym nawet w polskiej Wikipedii nie ma - przedstawieniu tradycyjnego teatru irańskiej. W materiałach Muzeum ten teatr nazywał się t'azie i głupi Pan Gugiel usuwał apostrof i wychodziła mu wspólnota taize. Ale tak poprawna nazwa to Ta'zieh (Tazieh).

 

Generalnie chodzi o to, ze islam w Iranie wchłonął starą perską tradycje i wyjątkowo jak na niego toleruje teatr. Wg. angielskiej Wikipedii wspólnym tematem jest perski epos narodowy Shahname. Zapowiadający przedstawienie powiedział, że opowieści krążą wokół losów wnuk Mahometa, Alego i jego krewnych (znak czasu?).

 Pod wieloma względami przypomina to operę. Ale tam w Iranie gdzie jest wielka scena, wspaniałe dekoracje, dziesiątki (czasami i tysiące) aktorów. Tu było trzech mężczyzn mówiących i zawodzących w nieznanym dla mnie, obco brzmiącym języku. I tak naprawdę najlepszy z tego był poczęstunek.

 A i tak nie przebił tego, który był dostępny w niedzielę pod Muzeum Polin – na konferencji karmili „konferencyjnie” więc razem z Anitą zerwałyśmy się na przepyszny poczęstunek serwowany przez chasydów z okazji Święta Szałasów.

 

 Z butami w kwiatki dalej czekam. Karzę się w ten sposób za mój trudny do opanowania apetyt. Zamiast chudnąć, jesiennie się zaokrąglam i przestałam dobrze wyglądać w kupionych w TXK markowych dżinsach Ralp Laurenta (to pierwszy przypadek w moim życiu by mi się coś takiego udało). Ostatnia przyjemność jaką sobie w tym tygodniu zrobiłam to pierścionek kupiony na Giełdzie Minerałów. Poszłam tam, bo pozazdrościłam jednej z moich ciotek „artystycznego pierścionka” - srebro, kamień i prostota (zdjęcie nie do końca oddaje jego urodę). Niestety na giełdzie były głównie imitacje pierścionków zaręczynowych księżnej Diany i z ponieważ bardzo nie chciałam wychodzić z pustymi rękami, kupiłam ten z niebieskim oczkiem:

 

W tym roku musiałam zredukować liczbę dni festiwalowych do pięciu.

 

Pierwsze dwa filmy celnie ustrzelone

Nie wracaj z księżyca to opowieść o miasteczku na amerykańskim południu. Lata pięćdziesiąte, właśnie upadła tam fabryka, będąca głównym pracodawcą dla tamtejszych mężczyzn. Ci, nie mogąc sobie znaleźć pracy, opuszczają swoje rodziny, często potajemnie i z zaskoczenia – co jest nazywane tytułowym „wyjazdem na księżyc”. Opowiedziane jest to z perspektywy nastolatków, których ojcowie porzucili ich i ich matki. Gdyby nie brak komórek i mediów społecznościowych, opowieść jak najbardziej współczesna.

 

Nie przegadana, ładnie sfilmowana, dobrze zagrana. Ale nawet jak ktoś ją kupi, to będzie chyba klapa. Patrząc na sukces botoksu, kino artystyczne chyba tez zejdzie u nas do festiwalowego podziemia.

dobry film

Podobnie z kolejnym filmem, Wyznanie.

 

Do malowniczo położonej, jak to w Gruzji leżącej na uboczu wsi, przyjeżdża nowy batiuszka, razem (trochę tak jak u Cervantesa) z jowialnym, w typie „chłopek-roztropek”, służącym.

Od początku jest jasne, że nowy pop nie szedł prosta drogą do seminarium, ma za sobą studia reżyserskie, potem dowiadujemy się na czym polegało, wyczuwalne już od pierwszych kadrów jego poplątane, poprzednie życie.

By nawiązać kontakt z nieufnie do niego nastawionymi mieszkańcami zaczyna wyświetlać filmy. Zaczyna od „Pół żartem, pół serio”. Wieś łatwo podchwytuje, ze jedna z mieszkanek jest bardzo podobna do Marlin Monrore. Przecudowny snuj, na tle przecudownej gruzińskiej przyrody.

 

Jestem Rosa

 

Jeszcze przed rozpoczęciem WFF byłam na rodzinnym snuju, mającym coś z telenoweli, ale dużo lepiej zagranym. Moim zdaniem zarówno tytuł, jak i oryginalny plakat dużo lepiej oddawał charakter filmu i zachęcał do pójścia do kina.

Tytułowa Rosa, to trzydziestokilkulatka na zakręcie. Niby wszystko w życiu płynie spokojnym, leniwym przewidywalnym torem, Gdy nagle dowiaduje się od matki, że jest owocem pozamałżeńskiego romansu jej matki. Ta informacja siła rzeczy robi na niej wrażenie, ale powoli zaczyna się też chwiać piramidka stabilnych do tej pory jej życiowych klocków.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli