poniedziałek, 07 listopada 2005
Motel Kalinin-grad

Już drugi miesiąc nie mieszkam sama - ktoś znał kogoś komu nawaliła ekipa remontowa, ktoś inny kogoś kto musiał przyjechać parę razy do Warszawy, a nie stać go było na hotel. I jak to śpiewali poetkę: itede, itepe. I gdyby nie to doświadczenie, pewnie jeszcze długo nie zdawałabym sobie sprawy jak szybko oswoiłam swoją samotność hodując mnóstwo nawyków, które można trenować tylko siedząc samej w domu. A ponoć na starość człowiek już się tak łatwo nie zmienia.

Ale dzięki temu nie odczuwam tak braku ciotek, które gdy skończyło się lato, w zasadzie latają tylko blisko swoich domów i do mnie już im nie po drodze. Po części pewnie sama jestem sobie winna, bo nawet nie staram się zrozumieć sporej części moich równoleżnikowych sióstr, święcie wierzących w to, że żyją w tym zimnym kraju przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Bo gdyby tobołka z nimi nie włożono w dziób bociana - analfabety, co to był taki głupi, że nie umiał odczytać, że miejscem zrzutu miało być wybrzeże Morza Śródziemnego, nigdy by nie musiały nosić czapek, rękawiczek i węgla z piwnicy. I zawsze jest im zium-zium a ja jestem be, bo skoro mój przepiękny kominek tak jak piecyk z Teatrzyku Zielona Gęś:


potrafi wciąż tylko dymić i dymić, powinnam rozkręcić do oporu piec albo rozpalić na środku pokoju ognisko.

A mnie tak spodobało się sprzątanie ogrodu, że właśnie odkryłam, przyjemność ogrodowej krzątaniny i gonię w weekendy czas, póki jest jeszcze widno i można coś zrobić. Jest to o tyle bezpieczne, że zanim mi się znudzi, nadejdą jesienne słoty i moja nieobecność w ogrodzie będzie usprawiedliwiona.

Mój ogrodniczy zapał jest zaraźliwy i udzielił się nawet Mońkowi, który spędził u mnie weekend. Ach łza się w oku kręci. Moniek, który jeszcze nie tak dawno, napędzany jednym jogurtem dziennie, kicał o kulach z nogą w gipsie w takim tempie, że trudno było za nim nadążyć, teraz co kilka godzin zjada tyle co dawniej starczało mu na tydzień i dotleniwszy się w ogrodzie:


zasypia wczesnym wieczorem na kanapie. Podobno, jego maleństwo wygląda już jakoś tak i prawdopodobnie, jako 11-tygodniowy płód ssie kciuk i cichutko płacze:


Kapelutek czarownicy mi nie wyszedł - właśnie go sprułam i zaczynam od nowa. Ciasna czapka nie spadała wprawdzie z głowy ale się i nie układała a rondo, mimo że francuskim ściegiem, wyszło jakieś sflaczałe - nie będę przecież eksperymentować i krochmalić akrylowych czapek.

Na koniec, ponieważ w komentarzach dyskutują o zeschłych liściach, postanowiłam sama wprowadzić nowy wątek - czyli kilka zdań na temat dlaczego jestem genialna.

Przykład pierwszy:
Coś mi się zwaliło w blogu i komputer usiłował być mądrzejszy ode mnie, narzucając mi swoją ulubioną czcionkę Arial w wersji italic (zmienił nawet wygląd poprzednich wpisów). Ponieważ nie reagował na próby przywołania go do porządku w tzw. zaawansowanym edytorze, jedyną możliwością porozumienia się z nim, było pogadanie w HTML-u. Poprosiłam o pomoc na forum, ale mimo upływu godziny nikt nie odpowiedział na mój post. Zadzwoniłam do syna, a ten o dziwo
nie był on-line. W tej sytuacji zamiast pójść spać, kolejny raz udowodniłam sobie, że nie trzeba znać HTML by w nim gadać - wystarczy przeklejać metodą "prób i błędów" całe bloki i w końcu osiągnie się zamierzony cel. A strona cioteczki. pl czeka .....

wtorek, 01 listopada 2005

Sama jedna

tylko swoimi małymi rączkami:



dokonałam tego, że przez chwilę (do pierwszego podmuchu wiatru) mój ogród wyglądał tak:


niedziela, 23 października 2005
Rzecz o moich wesołych ciotkach

Pomysł na tytuł ściągnięty od Marqueza (przynajmniej taka korzyść z tego, że wydałam pieniądze na tak kiepską książkę).

Może ktoś lubi jesień ale ja nie.
Tylko nieliczne rośliny w ogrodzie jeszcze jako tako wyglądają:

104

Wprawdzie dalej ścinam jedną kapustę tygodniowo:


ale trudno mieć dobry humor gdy wstaję jak na dworze jest jeszcze szaro, wracam gdy już się ściemnia szybko przechodząc przez ogród i zamykając za sobą drzwi - słowem trochę smutno samemu.

Poskarżyłam się Lucy i zamiast współczucia dowiedziałam się, że sama jestem sobie winna bo nie kupiłam, wtedy gdy o tym mi o tym mówiła, hantelków. Teraz to pomóc może mi tylko fitness - gdy zacznę intensywnie ćwiczyć, wyprodukowane przez mój mózg endorfiny, w połączeniu z gwałtownym wzrostem poczucia zadowolenia z siebie sprawią, że świat będzie stał przede mną otworem i będę mogła zrobić ze swoim życiem co tylko będę chciała (przy czym wg Lucy ważne jest bym zanim cokolwiek zacznę, spisała na kartce czego naprawdę chcę, minimalizując w ten sposób ryzyko wpakowania się w następne tarapaty).

Ponieważ jakoś dziwnie nie lubię ćwiczyć fizycznie i wolałabym by te endorfiny pojawiły się pod wpływem tajemniczej siły psi a nie mojego potu, zadzwoniłam do Joanny. Ta z kolei powiedziała, że wprawdzie teraz nie ma czasu na to by ze mną "poprzebywać" ale jeżeli tylko chwilę poczekam, to za kilkanaście lat, jak obie pójdziemy na emeryturę, z dwiema innymi ciotkami - brydżystkami będziemy spędzać dowolną ilość czasu przy zielonym stoliku.

Opowiedziałam o tym wszystkim Gośce a ta od razu wyliczyła, że jak zbierzemy dwadzieścia ciotek i każda z nich będzie przez najbliższe 15 lat wpłacała 200 zł rocznie, to zebrane w ten sposób pieniądze wystarczą na urządzenie najbardziej odlotowego klubu wesołej ciotki-emerytki. Starałam się ostudzić jej zapał wyliczeniami ile ciotek powinno za te 15 lat paść na ptasią grypę (czy inną wykreowaną przez media i firmy farmaceutyczne i oczywiście przewidzianą przez Nostradamusa klęskę), by za wcześniej zebrane składki, te co przeżyły pandemię mogły przynajmniej troszeczkę poszaleć.

I w tej ogólnie posępnej sytuacji, z okazji zbliżającego się Halloween, zabrałam się za robienie zamieszczonego na stronie http://www.coatsgmbh.de/de/1/strboxhexenhut.html kapelutka czarownicy:


Początkowo robiłam według zamieszczonego na grupie robótki ręczne tłumaczenia, ale nic mi nie wychodziło. Teraz kombinuję patrząc na zdjęcie. Na razie wyszło całkiem śmieszne okrągłe rondo, ale ponieważ zrobiłam (tak jak we wzorze) dżersejem to zwija się zamiast sterczeć :


Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli