sobota, 10 czerwca 2006

Odcinek specjalny

Wczoraj (tzn. 9 czerwca) o godz. 19.57 Moniek urodził dzidzię:



Dzidzia rośnie i ma już jeden dzień:










niedziela, 04 czerwca 2006

Dobry dowcip

Młodzi opowiadają sobie takie dowcipy:

Jaka jest różnica pomiędzy Polską podczas okupacji, a IV RP?
Podczas okupacji rząd był w Londynie a naród w Polsce, a IV RP na odwrót.

A starzy w tej codzienności fruwają.

Zbyt wiele paraleli między tym co się zdarzyło w moim ogrodzie, a mitem o Ikarze to tu nie ma, w każdym razie nie trzeba było przypinać skrzydeł aby spaść - wystarczyło wejść na wysoką drabinę:



W dodatku lot na ziemię zakończył się nie na trawie, tylko na betonowym tarasie. Nie mam pojęcia jakim cudem to się dobrze skończyło i pamiątką po tym wydarzeniu jest tylko rozchlapana farba:


Ja przekraczam granice w dużo bezpieczniejszy sposób - umiem już się posługiwać wiertarką, sama zawiesiłam na ścianie kwiatek:


i lustro w łazience:


Ale albo to brak czasu, albo inne "cuś", ale gdzie się nie rozejrzę do finału daleko - "fuksjowy sweter" robię z tak grubej wełny:


że można by go zrobić w jeden weekend, a ja dziergam trzeci tydzień:


i końca nie widać (robota prosta jak drut - początkowo chciałam zrobić rękawy na pięciu drutach, ale niestety najgrubsze jakie można dostać to "5" ),


Nadal, nie zrażona deszczową pogodą, realizuję wobec kotów politykę "no mercy". Chyba się z tym pogodziły. Dziwi mnie tylko, że Heniek, zamiast na miękkich siedzeniach Toyoty, woli spać na twardej ławce:

I choć z natury jest leniwy, zrobił się z niego taki odważny kocur, że potrafi zwlec się z ławki i wybrać na krotki spacer po ogrodzie (inna sprawa, ze robi to tylko w tedy, gdy u Sraluchy nie ma "gości):

W ogrodzie skończyły się prace betonowe, ale ładnie nie jest. Mam nadzieję, że będzie jak zrobię ostatni "szlif", ale to dopiero po pomalowaniu domu i ogarnięciu ogrodu. Na razie jestem dumna z mojego rynnowego pomysłu :


Chociaż, już teraz jest mi przyjemnie, gdy posłucham co mówią ci, co na własne oczy zobaczyli jak wiele w Kalinigradzie się już zmieniło:


A na koniec wracając do dyskusji o feminizmie:

Kilka lat temu jedna z nas była w sytuacji naprawdę nie do pozazdroszczenia: kilka miesięcy po tym jak amputowano jej pierś, umarł na raka mąż, pieniądze jakie zostawił w dużej części poszły na opłacenie podatku spadkowego, a ona została z dwójką dzieci - jednym w miarę podrośniętym, drugim trzyletnim. Wtedy jeszcze naiwnie myślałam, że są sytuacje w których nie można sobie dać rady i że jest to właśnie jedna z takich sytuacji. Spotkałam się z tą ciotką w tym tygodniu*), która nawiązując do pytania "czy jesteśmy femistkami?", opowiedziała mi o tym, jak ją wówczas pocieszała Joluśka: Znalazłaś się naprawdę w tragicznej sytuacji. Ale pomyśl, on umarł i masz pewność, że nigdy z jego strony nie spotka cię nic złego. Będziesz mogła o nim dobrze myśleć, a i twoje dzieci zachowają go w pamięci jako dobrego ojca. Tymczasem popatrz na nasze historie, na to co przechodzimy z naszymi byłymi mężami, ojcami naszych dzieci....

*) zaręczam tych co nie znają dalszego ciągu, że gdyby Feniks go znał, na pewno nie aspirował by do bycia symbolem tego typu historii

Ostatnio przeczytałam gdzieś w necie wywiad z M. Olejnik i A. Kublik w którym określiły się jako "postfeministki". To określenie mi nie pasuje i dalej bezskutecznie szukam dla nas właściwej nazwy - jak mamy być zaszufladkowane, to przynajmniej niech to ma ręce i nogi.

niedziela, 28 maja 2006

Senne niedzielne przedpołudnie















Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli