piątek, 06 kwietnia 2018
Indonezja - cz.I

Na Bali poleciałyśmy Qatar Airlines. Polecam: jedzenie w samolocie dają takie samo jak wszędzie, czyli paskudne, ale za to wino jest bez ograniczeń.

Na lotnisku w Doha przylatujących wita ogromny, ruchomy bilboard. Można na nim obserwować grupę poruszających się ludzi - każdy z nich po kolei  zbliża się do pierwszej linii, staje i po pewnym czasie zawraca, ustępując miejsca kolejnej postaci. W tym jak się poruszają jest coś, co robi wrażenie.  

Już pierwsze chwile po przylocie do Denpasaru dały nam przedsmak tego co będzie. Przyjechał po nas synek z kolegą i na tylnich siedzeniach ich skuterów musiałyśmy zmieścić nie tylko nasze pupy w "Kim Kardashian size", ale i jeszcze większe od nich plecaki. Nagrodą był cudowny hotel w oddalonej o kilkanaście kilometrów od lotniska nadmorskiej miejscowości Canggu. 


Spędziłyśmy w nim trzy dni, chłonąc atmosferę hipsterskiego miasteczka (poszłyśmy nawet na jogę) i obserwując przygotowania rdzennych mieszkańców do najważniejszego święta Bali, Nyepi. 


W ramach tych przygotowań przez miasteczko przechodziły kolejne procesje. Obrzędy odprawiano też na plaży, dokąd przyniesiono posągi bóstw, przypominało mi to trochę zaślubiny z morzem; kolejne posągi zanoszono na sam brzeg morza i po odprawieniu rytuałów z powrotem odnoszono w głąb plaży. W trakcie tych ceremonii niektórzy z uczestników nagle wpadali w trans, z boku wyglądało to tak, jakby opętał ich zły duch. Potem okazało się, że byłyśmy w błędzie, to nie zły duch w nich wstępował, ale dobry, a ludzie wokół nie wyrażali współczucia tylko podziw (prawdopodobnie i zazdrość, że to nie ich, a innych spotkał taki zaszczyt). Gdy dowiedziałam się o co w tym wszystkim chodzi, pomyślałam, że może być i tak, że co bardziej bezczelni udają że wstąpił w nich dobry duch, zdobywają w ten sposób uznanie w swojej grupie. 

W dzień święta Nyepi Bali zamiera, tego dnia na ziemię schodzą złe duchy i gdy zobaczą wyspę pogrążoną w kompletnej ciszy i ciemności, pomyślą że jest wymarła i na kolejny rok zostawią ją w spokoju. Bezwględny wymóg zachowania ciszy dotyczy też turystów, dlatego razem ze znajomymi mojego synka, zamknęłyśmy się w wynajętej willi nieopodal Canggu.

Tak jak i w poprzednim hotelu, tak i tu łazienka nie miała sufitu i kąpiąc się można było obserwować niebo. Miłe to, ale niestety nie wykonalne w naszym klimacie. A szkoda. 

Wymóg ciszy w dzień święta Nyepi jest bardzo skrupulatnie przestrzegany. Tyle, że byliśmy przygotowani na to, że nie będzie netu, łączności ze światem, mamy być cicho i nie możemy wyjść poza ogrodzenie domu. Ale na to, że zapuka policja religijna i wymusi zgaszenie światła, już nie. 

W wigilię święta Nyepi, w pobliskim miasteczku odbyła się parada Ogoh-Ogoh. Młodzi z każdej z okolicznych wiosek przygotowali swojego potwora i demonstrowali swoje dzieło, niosąc je na bambusowych platformach stając do rywalizacji, który z nich jest straszniejszy. 

Podobno na koniec potwory powinny zostać spalone, ale kiedy kilka dni później jechałam przez Bali, co krok widziałam potwory które przeżyły święto Nyepi w dobrym zdrowiu.

W następnym odcinku - co jeszcze zobaczyłyśmy na Bali (przewidziany jest jeszcze odcinek o Jawie). 

wtorek, 20 marca 2018
Przerwa

Urlop bez kompa to i bez bloga. Wracam po Świętach

IMG_20180320_115348

niedziela, 11 marca 2018

Panowie dopiero się rozkręcają ... Na razie nie muszę jeszcze myśleć o tym, że kiedyś będzie to trzeba posprzątać, 

Jak już byłam w Brwi odstałam godzinę na poczcie i odebrałam listy polecone. Nie uwieczniłam na zdjęciu miny jaką miałam, gdy jak tylko przyjechałam z powrotem do Wwy, dostałam sms zawiadamiającego o kolejnej przesyłce. Następnego dnia znów do Brwi (a była to sobota, którą zarezerwowałam na zakupy) znów pojechałam do Brwi, odstałam kolejną godzinę na poczcie ... Tyle, że przy okazji za 5 zł kupiłam na targu grzałkę, rzecz w Wwie dostępną jedynie na Allegro. 


Zgłosiłam się jako wolontariuszka do Akcji Żonkile.

Pomyślałam, że siwy łeb studzi emocje, a może są ludzie którzy z obawy przed agresją uliczną wycofali się ... Byłam w błędzie, podobno w tym roku mają rekordową liczbę zgłoszeń. Na razie jedno popołudnie spędziłam na bardzo fajnym szkoleniu integracyjnym. Przy każdym stole siedziało 6 przypadkowo dobranych  osób, w bardzo różnym wieku, które szybko zaczęły działać jako zespół. Dawno się tak dobrze nie bawiłam, przez bite trzy godziny nie wyjęłam drutów i może z dwa razy sprawdziłam komórkę ...

Mieszkam teraz niedaleko Polin i jestem bardzo otwarta na ich ofertę. Na spotkanie z Grynbergiem przyszły tłumy.

Miło się słucha mądrych ludzi (spotkanie prowadziła Barbara Engelking, fragmenty czytał Włodzimierz Press). Taka jeszcze "nie przejęta" wyspa normalności. 

Na spotkanie z Sabiną Barel nie dotarłam. Byłam jedynie na Dworcu Gdańskim.

Zważywszy na to co się dzieje i przeciwko czemu protestowano, nie było dużo ludzi ludzi. Tym bardziej, ze pogoda dopisała, a na liście organizatorów było sporo organizacji pozarządowych. Na koniec puszczono piosenkę Wojciecha Młynarskiego Tak jak malował pan Chagal. Smutno się robi w takich chwilach z bezsilności.

Nie dotarłam też na Szarotki. Miałam zamiar poradzić sięco robić z Ronanem. Nie podoba mi się brioche stich w moim wykonaniu. To jest wykończenie, powinno być lepsze niż cała reszta, a jest gorsze.

Na podróż biorę Funchal Mobious

Synek mnie poprosił bym kupiła prezent dla jego znajomej. Przy okazji kolejny raz przekonałam się, że męska pomysłowość jak za pomocą religii zatruć kobietom nie zna granic: np. muzułmanki nie mogą sobie malować paznokci dowolnym lakierem, jednym z nielicznych dozwolonych jest jeden z lakierów Inglota. Na ekranie komórki wyświetliła mi się wiadomość od synka kup lakier Inglota H20, poszłam, prozę o taki lakier, a pani pokazuje mi całą paletę barw. Pytam synka jaki mam kupić, nie potrafił powiedzieć więcej, niż to że ma być "ładny". Tym samym kryterium musiałam się kierować kupując chustę.

Nić widmo 

Anglia tuż po II wojnie światowej. Bardzo trudny charakterologicznie facet - właściciel domu mody i zakochana w nim młoda kobieta. Ładnie nakręcone, dobrze zagrane romansidło. Nic poza tym. Nie wiem za co te oskarowe nominacje.

Jestem najlepsza, ja Tonya

Historia życia łyżwiarki Toni Harding, bohaterki jednego z większych skandali świata sportu lat 90-tych.  Życie miała tak ciekawe, że żaden scenarzysta takich zakrętów życiowych sam z siebie nie byłby zdolny wymyślić.

Ciekawe, dowcipne, z iskrzącymi dialogami, nieźle zagrane - raził mnie jedynie brak dublerki: kilkunastoletnią Tonię gra dwudziestokilkulatka i siłą rzeczy nie robi tego wiarygodnie, ale raptem trwa to kilka minut. Tyle, że ... większość problemów Toni miało źródło w jej pochodzeniu - "bardzo ubogi" kapitał kulturowy, uniemożliwiał  odnalezienie się i uzyskanie akceptacji elitarnego środowiska łyżwiarstwa figurowego.  A mnie, odkąd żyję w świecie w którym jak to ktoś trafnie określił "peryferie przejęły centrum", takie historie przestały zupełnie wzruszać.

Lady Bird

Za stara jestem na takie filmy. Film o dojrzewaniu. Ameryka 2002 rok. 17-letnia dziewczyna chodzi do ostatniej klasy katolickiego liceum w Sacramento i myśli jak by tu się wyrwać na drugi koniec Ameryki. Bez finezji. I jak dla mnie za szybkie tempo - może się starzeję? Gra tutaj chłopak, który zagrał w Tamte dni tamte noce - w tym filmie ma tylko ładną buzię, nie domyśliłabym się, że potrafi też i grać.   

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli