niedziela, 20 sierpnia 2017
Zasada NNPD

NPPD - czyli nigdy nie dojadaj po dziecku. Złamanie tej zasady, plus wcześniejszy powrót do alkoholu (np. wczorajsze dwie butelki wina to 1000 kcal) kosztowało mnie 4,5 kg to przodu. Boli. Tym bardziej, że już witałam się z gąską i byłam w połowie drogi do wciśnięcia się w stare Lewisy. Z drugiej strony mam spory problem z zastosowaniem się do zasady NNPD, bo jak wiele osób wychowanych przez osoby, które przeżyły wojnę, nie do przeskoczenia jest dla mnie wdrukowana przez babcię zasada NNWJ (nigdy nie wyrzucaj jedzenia).

Mój wnuk, podobnie jak kiedyś mój syn, kocha zwiedzać. Pojechaliśmy więc do Malborka zobaczyć największy na świecie zamek z cegieł.

Spędziliśmy też tam popołudnie w Dinoparku, o którego istnieniu dowiedziałam się od wnuka.

Wprawdzie trochę już wyrósł z ruchomych makiet smoków i dinozaurów (pamiętam jego zachwyt gdy zobaczył makietę T-rexa w National History Museum, ale za to bardzo mu się spodobało odkopywanie w piaskownicy szkieletu dinozaura.

Po powrocie z Malborka wnuk był tak nakręcony na dalsze zwiedzanie, że gdy dowiedział się że w Wwie jest Zamek Królewski, koniecznie chciał go zobaczyć, Nie zraziło go to, gdy uprzedziłam go, że to raczej pałac, nie zamek i okazało się, że to ja go nie doceniłam - chodził ze słuchawkami na uszach i sadząc z przez niego dodatkowych pytań, uważnie tego słuchał.

Następnym razem umówiliśmy się na zwiedzanie Krakowa i Wieliczki.

Jak już byliśmy na Starym Mieście poszłam z nim na lody koło Barbakanu. A tam szok. Upał, środek lata, a lodziarnia pusta.

W spadku po wnuku została mi na komputerze fajna darmowa gra, City mania. Na początku nie wiedzieliśmy co i jak i dokupywaliśmy żetony, ale potem, jak połapaliśmy się co i jak, zrozumieliśmy, że nie jest to konieczne. Polecam. Ciekawe czy uda mi się od tego odspawać - jak na razie czarno to widzę, wnuk wyjechał, a druty i Kindle dalej leżą odłogiem.


Od jutra wdrażam powrót kolejny plan naprawczy. Ale już teraz powoli wtapiam się w rzeczywistość alternatywną. Bo dzieje się w niej wiele i ciekawie.

W sobotę byłam na świetnym spektaklu: Wbrew swojej woli, Grupy Supermarket.

Dwa monodramy. Pierwszy na podstawie Spowiedzi Całka Perehodnika, drugi na kanwie historii Alexa Kurzema, białoruskiego żydowskiego siedmiolatka, który cudem ocalały z rzezi swojej rodzinnej wioski, został przygarnięty przez dowódcę komanda Waffen SS, został najmłodszym żołnierzem III Rzeczy, gwiazdą niemieckich filmów propagandowych ... itd. Gdy po wyjściu gadaliśmy o tym co zobaczyliśmy, niektórym przeszkadzało to, że drugi monogram miał momenty kabaretowe, przez co "przyćmił" grozę opowieści Perehodnika. Ale jeżeli chodzi o mnie wyszłam zachwycona tym jak to było zrobione i jak zagrane.

Spektakl odbył się w ramach obchodów 75-rocznicy likwidacji otwockiego getta.

W rzęsistym deszczu odsłonięto tablicę, złożono wieńce na pamiątkowym kamieniu w w otwockim lesie. miejscowych było bardzo mało. Chyba nie tylko dlatego, że padał deszcz.

A Gumisia widać światło w tunelu - remont jest na tyle opanowany, że mogę się już tam na weekend zwalać. 


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Nie opublikowałam tekstu w zeszłym tygodniu i nawet po tak krótkim czasie widzę, że ten nieopisany tydzień trochę się mi w pamięci "zatarł". Bo chociaż ten blog nie aspiruje do bycia dziennikiem, to regularność publikowania kolejnych odcinków pośrednio wymusza na mnie "podsumowanie tygodnia". Najwyraźniej brak takiego podsumowania przyspiesza przykrywanie wszystkiego mgłą niepamięci. A może mylę skutek z przyczyną? Bo od dłuższego czasu wszystko idzie nie tak. Przemyka mi przez głowę czasami myśl, że powodem odczuwalnej utraty kontroli nad własnym czasem jest zastąpienie komputera komórką (i neurotyczne przeglądanie Twittera). To, że z trudem, ale jeszcze nad tym wszystkim panuję zawdzięczam temu, że ostatnio byłam na kilku zwolnieniach i mogłam sporo czasu spędzić ze słuchawką w ręku, odnosząc kilka sukcesów.
Ale zanim się ogarnę - wstępnie mam tego dokonać na jesiennym, trzytygodniowym turnusie sanatoryjnym w Krynicy Zdroju - zdobywam kolejne sprawności jako babcia. Na razie ciągle jeszcze żyję z wnukiem w kompatybilnych światach. Tu i tam jest Netflix. Jak okazało się, że nie zabrał ze sobą swojego ukochanego audiobooka, szybko został kupiony na Amazonie. Ale ciekawe jak długo jeszcze? Gdy wylądowałam późno wieczorem na Heathrow, do bramek dla legitymującymi się paszportami UE podchodziło się bez kolejki, pozostali byli skazani na długie stanie. Mijając ten tłum pomyślałam, kiedy znów będę musiała stać razem z nimi. Na razie, jeszcze jako część Europy, pewnie po części z powodu przeszłych doświadczeń zawodowych - porównuję systemy edukacyjne.
I tak gdy przyszło do liczenia punktów po skończonej grze odkryłam, że mój wnuk jest uczony matematyki tak samo jak mojego ojca uczono w gimnazjum Marianów i jak później uczył mnie i moje dzieci. Czyli liczenia po cichu w pamięci, bez paluszków, bez kartki i ołówka i innych zbędnych pomocy naukowych.
Nie wiem czy w szkole Tomka są tablice multimedialne, ale patrząc na  to, jak na co dzień stosują stare sprawdzone rozwiązania, nie zdziwiłabym się, gdyby ich nie było. Na przykład czytanie książek: jest dzienniczek, w którym rodzice "rozliczają" się z przeczytanych przez dziecko książek.



Z kolei jak byłam z nim w British Museum zobaczyłam mądrze prowadzoną politykę historyczną. Tomek sporo wie o historii Anglii między innymi dzięki takim książkom. 

I uprzedzając komentarze - Tomek ma swoje mocne strony, ale nie jest żadnym wzorowym uczniem, ma przeciętne oceny. Tyle, że patrząc na niego (i jego kolegów) nie widzę by posyłanie czteroletnich dzieci do szkoły było zbrodnią. Ps. jak opowiadam o tym Gumisiowi, ona potwierdza bo podobnie opowiada Patrycja o angielskiej szkole swoich siostrzeńców.  
Byłam też w Kidzanii. Wnuk ma jakieś dziwne ciągoty. Od razu zaciągnął mnie tam gdzie mu się poprzednio najbardziej podobało, czyli do dentysty. Operował też psa i jeździł karetką pogotowia. Jeden z jego pradziadków był lekarzem - więc kto wie?

Poza tym piekł ciasteczka (w tej grupie był jedynym chłopcem) i pisał reportaż (wcześnie musiał zebrać na mieście "materiał".

Na koniec założył konto w banku - pod koniec, ponieważ nie miał wystarczającej sumy pieniędzy, która uprawniałaby go do założenia konta, zarabiał jako kurier.


To co mnie zdziwiło, to ogromna przewaga dzieci kolorowych, z tym że podejrzewam że byłam jedyną, która na to zwróciła uwagę. W Kidzanii, czy w londyńskim parku wszystkie dzieci bawią się razem. Pocieszające, że są jeszcze wyspy normalności. Na marginesie: patrząc na pracowników Kidzanii zastanawiałam się, gdzie jest jeszcze gorzej? Co 20 - 30 minut powtarza się tę samą sekwencję. Ile razy można mówić to samo? Do tego dziecięcy gwar + głośna muzyka.
Zanim zostałam z wnukiem, przez dwa dni zwiedzałam angielski interior - nigdy wcześniej nie wyściubiłam nosa poza Londyn (Oxford czy Windsor się moim zdaniem w tej konkurencji "nie liczy").
Byłam w Battle


Byłam w Hastings


Ale najbardziej "poczułam angielską prowincję, gdy szłam lokalną drogą z Battle na camping, na którym mój wnuk razem ze swoimi rodzicami spędzał weekend w namiocie na hipsterskim campingu, bez prądu, ciepłej wody itp.  

Ojej jak tam jest ślicznie! Idzie się drogą i wokół tylko zieleń Te same widoki gdy jedzie się przez Anglię. Szosa, a wokół zieleń. Nad tym krajem ani przedtem, ani teraz nie latały srające betonem ptaszyska. 

Tylko te kamienne plaże nie budzą zachwytu. Po prawej stronie zdjęcie mew w rozmiarze mumbo-jumbo. Na każdym kroku wiszą ogłoszenia by ich nie karmić, a co jedna do grubsza.

W 300-letnim hotelu George Herculesa Poirot na śniadaniu nie spotkałam, może dlatego że nie serwowano śniadań. Za to w Hastings spałam w hotelu z widokiem na morze.

Z pamiętnika wk ... konsumentki  

Poczta w Brwinowie. W telefonie były trzy awiza, ale pani wydała mi pięć listów poleconych (w skrzynce nie było ani jednego awiza, więc wiedziałam tylko o tych w telefonie). Ale wiedziałam,  że powinien być jeszcze jeden - kupiony w necie kabel do ładowania Fitbita. Pani w zaparte twierdziła, że takiej paczki nie było. Odszukałam numer do sklepu gdzie kupiłam kabelek, poprosiłam o numer przesyłki i przekazałam pani w okienku. W tej sytuacji przyparta do muru, musiała przyznać mi rację po długim poszukiwaniu nawet udało mi się ją odebrać. Nawet nie mogę zwalać to na IV RP, bo i w tamtej demokratycznej, poczta w Brwi działała tak samo.

 

Trudno to nazwać ożywioną dyskusją (gdyby nie powiadomienia na mail, nie widziałabym o tych komentarzach).  Ale jak trzeba mieć zrypany beret, by zaśmiecać net komentarzami do archiwalnych wpisów. Chyba, że muszą się sprawozdawać z "wykonania". 

poniedziałek, 31 lipca 2017

Kolejna cykliczna impreza - imieninowy spływ kajakowy nie wyszła. Kiepski ten rok - cały czas coś nie wychodzi - inna sprawa jaki ma być, skoro pierwszą towarzyską imprezą była stypa?  

I tak dobrze, że sytuacja z mamą została na tyle opanowana, że weekendy mogę spokojnie spędzać w Brwi. Obsztorcowana przez Gabi siedzę na tarasie. Tyle że ona na swoim ganku z książką, ja z elektroniką. 


Nie wyszło mi też na innym froncie. Miała być piękna bawełniana bluzeczka na motywach wybranego przez Łosia obrazu Miro:

A wyszedł pasztet.


A Gumiś po zrobieniu tyłu mówił: Ładne będzie tylko wtedy, jak będzie szerokie ...

Co wiem:

  • Bawełna jest ładna tylko jak się "leje" - nie tylko trzeba robić cienko (do tej zasady się zastosowałam), ale i obszernie. Żadnych obścisłości. 
  • Każda bawełna przez to ze jest sztywna, jest wredna, to że ta z której robiłam się nie rozdwaja, oznacza tylko tyle że nie jest takim szajsem jak bawełna Dropsa.  Nie ma co liczyć że po praniu się wyrówna, wręcz przeciwnie, wszystkie błędy będą jeszcze bardziej widoczne.

 

  • Należy unikać szwów. Nie umiem robić od góry contiguosem, a nie chciałam reglanu. Zamiast nauczyć się contiguosa, wybrałam tradycyjny sposób "od dołu" i poległam. 

 I tak pojadę do Lądka z pustymi rękami.  

Zanim się w ten weekend poddałam, obejrzałam na Netflixie kolejny serial.

Dokument: po wielu latach uczennice katolickiej szkoły w Baltimore usiłują odpowiedzieć na pytanie dlaczego pod koniec lat sześćdziesiątych zamordowano ich nauczycielkę, siostrę Katty. Tej sprawy nie udaje im się wyjaśnić, ale przy okazji ujawniają skalę skandalu pedofilskiego, w którym głównym bohaterem był szkolny psycholog (ksiądz) i jak kościół katolicki latami to tuszował.

Nie tylko dobry film, ale dający też sporo do myślenia. O mechanizmach wypierania złych wspomnień i o podcinaniu przez kościół gałęzi na której siedzi. Trudno zrozumieć na co w takich przypadkach liczą.  

Z pamiętnika wk ... konsumentki  

Wk.. mnie Microsoft. Taki niby światowy gigant a help-desk dla klientów tylko w dni robocze w godzinach pracy. I też tylko chat i telefon, żadnych maili, wszystko chyba po to by nie było śladu składanych reklamacji.

A mam powód. Kiedyś dostałam od córki Office 2013, potem dopłaciłam 150 zł i stałam się właścicielką Office 2016. I wszystko może byłoby i cacy, gdyby nie to, że razem z Lumią dostałam roczną subskrypcję Office 365. Po roku od zakupu telefonu zaczęli się dopraszać o opłacenie licencji na Office 365 i wyświetlali mi tę wiadomość za każdym razem, gdy na domowym kompie odpalałam Office. skontaktowałam się z nimi na chacie, wyjaśniłam, że nie jestem zainteresowana 365, bo mam Office 2016 i wydawało mi się, że zrozumieli. Tak uspokojona ignorowałam to, że na moim kompie dalej namolnie przypominali mi o konieczności opłacenia subskrypcji Office 365. Czas pokazał, że to był błąd. W weekend siadłam do kompa, bo mam coś do roboty a tu siupryza - odłączyli mi Office 2016 - mogę tylko edytować dokumenty. 

Jest to o tyle dziwne, że domaga się subskrypcji również gdy usiłuję odpalić Publishera, a on nie wchodzi w skład Office 365.

A jak sobie jeszcze pomyślę, że gdy sobie spałam (albo siedziałam na tarasie), oni wleźli do mojego kompa, to ogarnia mnie jeszcze większy, konsumencki wk ...  

Niedługo "mój czas z wnukiem". Na kilka dni mam go też zawieść do Anglii, gdzie on będzie na swojej imprezie a ja będę nocować nieopodal w hotelu, który ma 300 lat i gdzie mam nadzieję spotkać na śniadaniu Herculesa Poirot

Po raz pierwszy na własne oczy zobaczę angielski interior.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli