niedziela, 16 lipca 2006
Szlachetne zdrowie ...

Wprawdzie wygląda na to, że upały mamy za sobą, bo jak to drzewiej mówiono: od świętej Anki zimne wieczory i ranki, ale jak od tych temperatur rozbolała mnie noga, to mi przeszło dopiero po mega dawkach magnezu.

Z tym że, chociaż zdrowie mi wróciło, to nawet czytanie przez Izę na głos kupionej w zeszłym roku magicznej książeczki nie przywróciło mi ochoty do pracy w ogrodzie:



Generalnie, to od dłuższego czasu głównie mam plany. I jeżeli nawet zabieram się za coś do roboty, to raczej nie za to, co już od dawna tkwiło na mojej liście rzeczy do zrobienia.

I tak, myśląc o zbliżających się imieninach Anki zwróciłam uwagę, na tę bluzkę:

Informacje, jakie dostałam na jej temat na moim ulubionym forum, były niewystarczające, poszperałam więc na jej temat w necie i tak narodził się pomysł kolejnego bloga. Przy okazji postanowiłam, że tym razem, korzystając z samouczka spróbuję zrobić porządne CSS. Czas pokaże czy mi się to udało, ale i tak zabrało mi to cały dzień:

Mój kolejny blog

Dodatkowo, żeby raz na zawsze rozwiązać problem zwalających się formatów, w moim nowym blogu zrezygnowałam z podobnego do Worda edytora i postanowiłam pisać w tzw. „prostym edytorze”. W tym celu, metodą prób i błędów (poznanie podstaw html-u dalej figuruje tylko jako jedna z pozycji na mojej liście rzeczy do zrobienia), stworzyłam sobie w html gotowe szablony poleceń - nie mogę ich tu zademonstować, bo nie wiem jak zrobić by edytor (w tym przypadku, zarówno ten prosty jak i ten zaawansowany, zachowują się tak samo) traktował to jako cytat, a nie wiersz poleceń.

Ciekawostki z Gumisiowej Zagrody:

Upały tak dały Bubusiowi w kość, że przestał (przynajmniej na chwilę) uciekać przed wodą:



A Kaśka nie wiedzieć czemu, kolejny raz przechrzciła swojego wielkouszatka i już nie nazywa się Joda, tylko Skórka:


poniedziałek, 10 lipca 2006

Epitafium

Do krainy wiecznych kości odszedł Cezar - mieszkał przez chwilę w Kaliningradzie w zeszłym roku o tej porze (było o tym na blogu).

Jeśli jest niebo psie,

Skierujcie do niego mnie.

Znajdę tam jakieś drzewko z cieniem

I, otoczony anielskim skomleniem,

Odpocznę sobie we śnie.

 (…) 

Więc jeśli jest niebo psie

Gdzieś jest, czy ja wiem gdzie?

Gdzieś, gdzie prócz psów, nie spotkasz się z nikim,

To ja odnośne poproszę czynniki:

Skierujcie do niego mnie.

Ludwik Jerzy Kern

niedziela, 09 lipca 2006
Stoliczki

Jak nie było to nie było, a w tym tygodniu pojawiły się aż trzy.

Jeden kupiony za 70 złotych na Allegro (uprzedzam cioteczkowe komentarze - zabrałam lampę z kominka, bo w najbliższym czasie zamierzam go uczynnić):



Drugi, który wprawdzie już dawno temu dostałam od Joanny, ale który dopiero teraz przywiozłam:


Może teraz służyć do rozlicznych celów:


I trzeci, który kupiłam po to, by skoro już można zjeść w kuchni i na dworzu było to możliwe:



Razem z plastikowym stołem, kupiłam też leżak i parasol, ale niestety taras na którym stoją, zamiast basenu graniczy z perzownikiem, który kolejny już w tym sezonie raz, zamieniłam w ugór. Poza otrawnikowaniem (czego na zdjęciu nie widać), trzeba (to akurat widać): pomalować taras i skrzynkę z licznikiem, zrobić próg w balkonowych drzwiach i umyć okna (przydały by się też jakieś kwiaty).

W tej sytuacji, bez żalu wyrzuciłam stary plastikowy stół, przy którym w dawnych czasach spędziłam niejedne święta (przy okazji uwieczniłam na zdjęciu mój nowy pomysł na wykorzystanie szyszek):


i wystawiłam na "zmarnowanie" jamnikowaty stolik z dużego pokoju - (historyczny mebel, bo już tylko on pamięta poprzednich właścicieli tej działki):



który zdaniem Heńka, jest znacznie wygodniejszy od połamanej ławki:



No i tak sobie czekam, kabotyńsko deklamując pod nosem kiedy przyjdzie podpalić mój dom, dom w którym mieszkam ....
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli