niedziela, 15 maja 2005
Hurra !

Pozbyłam się jednego wraka:



Stara brama, przez którą został wytoczony, przestała już być potrzebna i nic nie stoi na przeszkodzie by pomyśleć o ogrodzeniu.

Sukces z mercedesem był mi bardzo potrzebny - byłam bliska załamania, gdy zobaczyłam po tych deszczach bujną zieleń chwastów w ponurym zakątku ogrodu (nawet sterta liści zaczęła żyć swoim życiem i powoli porastać chwastami). Ale przypomniałam sobie, że tam gdzie przez dwa lata stał wrak mercedesa, została goła ziemia. I wpadłam na moim zdaniem genialny pomysł, by po odchwaszczeniu kolejnego kawałka ziemi, przykrywać go folią malarską:


wtorek, 10 maja 2005

Kolejny majowy weekend

W sobotę doczekałam się nareszcie przyjazdu Gośki. Jak zawsze zrobiła w ogrodzie bardzo dużo, bardzo pożytecznych rzeczy, a w dodatku znalazła jeszcze czas by ugotować mi obiad na dwa dni.

Odarła mnie też ze złudzeń. Do tej pory byłam święcie przekonana, że to zielone co rośnie przed domem, to odmiana może rachitycznej, ale jednak trawy. Niestety jest to zwykły perz.



W niedzielę, pod pretekstem kupienia końcówek do węża ogrodniczego, pojechałam z Beatą i Staśką wydawać pieniądze na kolejne roślinki.

Kupiłam kolejny krzaczek:



Ten pies za płotem to Kiler. Ma już dwa lata a nadal zachowuje się jak szczeniak. Jego największym marzeniem jest mieć towarzysza zabaw i jest już tak zdesperowany, że proponuje to nawet moim kotom. „Kilerem” to on może będzie, ale dla moich rosnących przy płocie krzaków (krzaki na jego działce są starannie przed nim odgrodzone). Pewnie będę musiała zrobić to samo.

Kupiłam też dwie funkie:



Kot to Heniutek, zdecydowanie najgłupszy z kotów jaki kiedykolwiek ze mną mieszkał. Ostatnio i tak coś „drgnęło” - po dwóch latach wreszcie zrozumiał, że jest kocurem i zaczął sam, tzn. z własnej woli, wychodzić na dwór.

Beata kupiła mi rododendrona:



Przed posadzeniem rododendrona, usunęłam rosnący tam perz. Zajęło mi to tyle czasu, że na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie odperzenia całego ogrodu. Na razie kupiłam plastikowe barierki i mam zamiar odgrodzić nimi odchwaszczone fragmenty ogrodu i ponury zakątek (póki co nic nie rośnie, nawet perz).

Ten duży rododendron ma mniejszego kolegę, którego dostałam na jesieni od Lucy. Miał rosnąć na balkonie mieszkania, które miałam kupić po sprzedaży tego domu. Te wystające kikuty z tyłu po prawej stronie, to pnąca różą w prezencie od Gośki.



A teraz coś z zupełnie innej beczki:

Do końca tygodnia musze się zdecydować na jeden z tych gontów bitumicznych:




A ponadto nie mam pomysłu co zrobić z tą białą skrzynką:



Przy czym nie wchodzi w grę przeniesienie:


- na płot (samo uzyskanie zgody na tzw. przyłącze kablowe kosztuje
ok. 1 600 zł, a to dopiero początek kosztów),

- w róg po drugiej stronie tej ściany budynku (jest tam już instalacja
gazowa),

- na inną ścianę budynku (w myśl obowiązujących przepisów, musi
być widoczna z ulicy).

sobota, 07 maja 2005

Długi majowy weekend

W piątek skorzystałam z tego, że Kaśka z Gośką i Jurkiem jechali samochodem w moim kierunku i wpadliśmy do Liroy - Merlin'a po pergole. Nic z tego nie wyszło, bo zamiast jak wynikało z ulotki reklamowej ceny 30 zł, kosztowały 70 zł. W tej sytuacji postanowiłam, że powojniki na razie "dostaną" sumaki:


Umówiłam się z nimi, że jak się ładnie przyjmą to w nagrodę kupię im bardziej reprezentacyjne drabinki, a jak im się nie będzie u mnie podobać, to przynajmniej nie wpędzą mnie w zbędne koszty

Zamiast pergoli kupiłam w Liroy-Merlin kilka bylin i zwisające pelargonie. Wysadziłam je do skrzynki i postawiłam na jedynym parapecie, który jest szerszy niż 15 centymetrów:


Zabrałam się też za rekultywację najbardziej ponurego kawałka ogrodu. Na początek usunęłam las sumaków.

Krajobraz przed:


I po (z lewej strony widać drewnianą, a więc mało atrakcyjną dla złomiarzy klapę od szamba, którą dostałam od Staśki i z trudem, ale doniosłam do domu):


Zaczęłam przekopywać ten kawałek ogrodu, ale idzie mi to dosyć opornie i w tym tempie nie skończę wcześniej niż w lipcu. W dodatku w ziemi jest jeszcze masę gruzu i powoli, tym razem koło bramy, rośnie kolejna sterta do wywiezienia.

W niedzielę przyjechała do mnie Monika i zrobiła z nasion, które otrzymałam od Ireny, "rabatkę Moniki":


Do czasu aż coś z tych nasion wyrośnie, najbardziej imponująco wygląda samosiejka na środku drogi:


Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli