niedziela, 04 czerwca 2006

Dobry dowcip

Młodzi opowiadają sobie takie dowcipy:

Jaka jest różnica pomiędzy Polską podczas okupacji, a IV RP?
Podczas okupacji rząd był w Londynie a naród w Polsce, a IV RP na odwrót.

A starzy w tej codzienności fruwają.

Zbyt wiele paraleli między tym co się zdarzyło w moim ogrodzie, a mitem o Ikarze to tu nie ma, w każdym razie nie trzeba było przypinać skrzydeł aby spaść - wystarczyło wejść na wysoką drabinę:



W dodatku lot na ziemię zakończył się nie na trawie, tylko na betonowym tarasie. Nie mam pojęcia jakim cudem to się dobrze skończyło i pamiątką po tym wydarzeniu jest tylko rozchlapana farba:


Ja przekraczam granice w dużo bezpieczniejszy sposób - umiem już się posługiwać wiertarką, sama zawiesiłam na ścianie kwiatek:


i lustro w łazience:


Ale albo to brak czasu, albo inne "cuś", ale gdzie się nie rozejrzę do finału daleko - "fuksjowy sweter" robię z tak grubej wełny:


że można by go zrobić w jeden weekend, a ja dziergam trzeci tydzień:


i końca nie widać (robota prosta jak drut - początkowo chciałam zrobić rękawy na pięciu drutach, ale niestety najgrubsze jakie można dostać to "5" ),


Nadal, nie zrażona deszczową pogodą, realizuję wobec kotów politykę "no mercy". Chyba się z tym pogodziły. Dziwi mnie tylko, że Heniek, zamiast na miękkich siedzeniach Toyoty, woli spać na twardej ławce:

I choć z natury jest leniwy, zrobił się z niego taki odważny kocur, że potrafi zwlec się z ławki i wybrać na krotki spacer po ogrodzie (inna sprawa, ze robi to tylko w tedy, gdy u Sraluchy nie ma "gości):

W ogrodzie skończyły się prace betonowe, ale ładnie nie jest. Mam nadzieję, że będzie jak zrobię ostatni "szlif", ale to dopiero po pomalowaniu domu i ogarnięciu ogrodu. Na razie jestem dumna z mojego rynnowego pomysłu :


Chociaż, już teraz jest mi przyjemnie, gdy posłucham co mówią ci, co na własne oczy zobaczyli jak wiele w Kalinigradzie się już zmieniło:


A na koniec wracając do dyskusji o feminizmie:

Kilka lat temu jedna z nas była w sytuacji naprawdę nie do pozazdroszczenia: kilka miesięcy po tym jak amputowano jej pierś, umarł na raka mąż, pieniądze jakie zostawił w dużej części poszły na opłacenie podatku spadkowego, a ona została z dwójką dzieci - jednym w miarę podrośniętym, drugim trzyletnim. Wtedy jeszcze naiwnie myślałam, że są sytuacje w których nie można sobie dać rady i że jest to właśnie jedna z takich sytuacji. Spotkałam się z tą ciotką w tym tygodniu*), która nawiązując do pytania "czy jesteśmy femistkami?", opowiedziała mi o tym, jak ją wówczas pocieszała Joluśka: Znalazłaś się naprawdę w tragicznej sytuacji. Ale pomyśl, on umarł i masz pewność, że nigdy z jego strony nie spotka cię nic złego. Będziesz mogła o nim dobrze myśleć, a i twoje dzieci zachowają go w pamięci jako dobrego ojca. Tymczasem popatrz na nasze historie, na to co przechodzimy z naszymi byłymi mężami, ojcami naszych dzieci....

*) zaręczam tych co nie znają dalszego ciągu, że gdyby Feniks go znał, na pewno nie aspirował by do bycia symbolem tego typu historii

Ostatnio przeczytałam gdzieś w necie wywiad z M. Olejnik i A. Kublik w którym określiły się jako "postfeministki". To określenie mi nie pasuje i dalej bezskutecznie szukam dla nas właściwej nazwy - jak mamy być zaszufladkowane, to przynajmniej niech to ma ręce i nogi.

niedziela, 28 maja 2006

Senne niedzielne przedpołudnie















niedziela, 21 maja 2006

Chaos - ale mój - więc nie narzekam

Czas wielkich przeobrażeń trwa.

Nigdzie nie chodzę i prosto po pracy pędzę do domu na spotkanie z moimi nowymi znajomymi - panem Mirkiem i panem Zdziśkiem. Pracują powoli, bo po pracy, ale jak na razie nie mam powodu do narzekań. A znam ich dzięki Staśce, która o tym, że szukam powiedziała Zośce, która o tym, że szukam powiedziała ..... Na jesieni wchodzi na ekrany kolejny film Almodovara - wraca w nim, podobno w wielkim stylu, do tematu świata kobiet. Ale nie sądzę by te hiszpańskie cioteczki dorastały nam do pięt.

Tak wygląda teraz, mój niedawno posprzątany ogród:


Ten malowniczy krajobraz został wykorzystany jako tło w sesji zdjęciowej Mońka, który o ile dotrzyma wcześniej uzgodnionych terminów, już ostatni tydzień występuje w wersji dwa w jednym:

Zmienia się też zewnętrzny wygląd domu. Ale niestety, ponieważ kiedyś tam zaczął być malowany Tikurilą, trzeba to dokończyć tą samą, cholernie drogą farbą. Początkowo kombinowałam by pomalować podkładem tylko te fragmenty, które nigdy nie były pomalowane. Ale jak ma być dobrze, to niestety musi kosztować:


Między płotem a betonowym paskiem (zamiast prowadzącego do nikąd chodnika, mają być dwa betonowe pasy) nie będzie trawnika tylko dużo różnych różności, które sukcesywnie wsadzam:

Od momentu gdy sąsiad zza płotu zrezygnował z sadzenia roślinek po drugiej stronie siatki i pogodził się z tym, że jest tam psia bieżnia - Kiler przeniósł swoje zainteresowanie z płotu na iglaki i które teraz, mimo że ogrodzone, sąsiadowi padają. Za to moje roślinki zaczęły całkiem nieźle rosnąć.

Po krótkiej rekonwalescencji, Sralucha znów "przyjmuje" w ogrodzie. Przy okazji okazało się, że nawet w kociej agencji towarzyskiej obowiązuje ścisła hierarchia - gdy Srala w marcu obsługiwała swoich stałych klientów, dwa młode kocurki zza płotu mogły sobie co najwyżej "popatrzeć" i dopiero teraz mogą starać się o wpisanie na listę jej wielbicieli. Z tym że Srala jakoś dziwnie niechętna - to znaczy zaloty przyjmuje, a i owszem, ale gdy usiłują zrobić to, co widziały na wyświetlanym wiosną za płotem pornosie, przeraźliwie drze mordę.



Tu mała dygresja:

W sobotę była u mnie nie tylko Monika ale i Lucy, która po przeprowadzonej inspekcji wygłosiła (co nie ukrywam dla mnie ważne), te swoje słynne "w pyteczkę". Po ich wyjeździe, widząc jak czarny kot przepuścił na Sralcię kolejny atak, skomentowałam: ten czarny kocur, paskudny sk... usiłuję zgwałcić moją biedną, małą koteczkę ..... Okazało się, że dla malującego dom Pawła to co powiedziałam stanowiło kolejny dowód mojego spaczonego, femistycznego spojrzenia na świat. Gdy usiłowałam zaprotestować, nie tylko dowiedziałam się, że zarówno ja, jak i moje koleżanki, to feministki, ale zarobiłam jeszcze epitety "skrajna", "fundamentalna" i podsumowujące określenie "sufrażystka".

Ponieważ to któryś kolejny raz, ktoś wmawia mi, ze jestem jakąś tam -"istką", mam dylemat:
- poddać się i podobnie jak w tym znanym powiedzeniu, mimo że nie piłam, uznać że jestem pijana i pójść spać,
- czy dalej usiłować przekonywać świat, że nazywanie po imieniu otaczającej mnie rzeczywistości to tylko realistyczne podejście do życia, nie żaden "feminizm".

W domu nie ma zbyt wielkich zmian. Ale w końcu został powieszony okap:




i ponieważ wreszcie kupiłam wiertarkę, po raz pierwszy w życiu wywierciłam dziurę na kołek (na "moim" kołku wisi środkowa psia dupka):



Bo nie wiem czemu, ale przynajmniej chwilowo przestałam myśleć o sprzedaży tego domu. A skoro tak, to jeszcze będzie tu ładnie. I wierząc w to, tak jak przed rokiem, postawiłam na oknie skrzynki z wiszącymi pelargoniami:


Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli