niedziela, 09 października 2005
Los Hobbita

Dawno dawno temu, dzięki mojej Sralci:


zrozumiałam skąd Milne wiedział o tym, że tygrysy potrafią się tylko wdrapywać na wysokie drzewa i są zupełnie bezradne gdy trzeba z takiego drzewa zejść. Kiedy zupełnie do tego nieprzygotowana Sralcia przeistoczyła się z dziewczynki w dorosłą kotkę, uciekając przed goniącymi ją kocurami


i tak jak Tygrysek, nie potrafiła z niej zejść.

Mnie z kolei przypadł los Hobbita (też za duża nie urosłam i mam szerokie stopy) - goniona przez Nazgule, w najbliższym czasie nie chcę ale muszę opuścić swoje Shire i udać się na spotkanie z tymi, co uosabiają dla mnie Mordor.

W związku z tym, w tym tygodniu aby do końca nie zwariować: byłam dwa razy w kinie i stałam się fanką Zelenki, jeden dzień spędziłam u Kaśki (dzięki czemu wiem, że wcale jeszcze nie mam tak źle), zrobiłam szalik:


rozpoczęłam malowanie płotu:


i porządkowanie ogrodu (na zdjęciu widać jak rozrosły się moje trójkapkowe winobluszcze):


I dalej nie palę - teraz gdy kończę ten wpis, licznik pokazuje:

2W 5D 1 h 18 s

niedziela, 02 października 2005
1W 5D 5 h 33 m 13 s

Tyle pokazuje w tej chwili (tzn. gdy piszę to zdanie) zainstalowany w moim komputerze licznik, który informuje mnie nie tylko o tym jak długo wytrzymałam bez papierosów ale ile ich nie wypaliłam (489) i ile na tym oszczędziłam (97,85). Słowem szukam motywacji gdzie tylko się da.

Pod wpływem piątkowej wizyty u Janki i podziwu dla formy w jakiej się znajduje, postanowiłam od jutra przerzucić się na dietę owocowo-warzywną. Jak szaleć to szaleć - razem z Osiem pół Felliniego było zapakowane Zwierciadło a w nim artykuł o trzytygodniowej kuracji oczyszczającej, której nie musi towarzyszyć głodówka. To wszystko zaczynam od jutra, bo jak coś planować to tylko "od poniedziałku" - zawsze można się łatwo wykręcić, wystarczy tylko sobie w odpowiedniej chwili przypomnieć, że niczego poważnego w poniedziałek się nie zaczyna.

Po skończeniu pierwszego kapuścianego kompletu,


miałam kilka dni przerwy w uprawianiu kapusty bo czekałam na zamówione w Niteczce wełny. Kupowanie w internetowych pasmanteriach ma i swoje minusy - kolor ceglany okazał się milanezowym różem a żółty cytrynową bielą. Na razie, razem z innymi włóczkami wykorzystałam je jako element dekoracji kominka:


A na koniec weekendu wyrosła, tym razem na mojej głowie, kolejna kapusta:




wtorek, 27 września 2005

Samson (ten biblijny) miał włosy a ja papierosy

Już ósmy dzień na niczym nie mogę się, dłużej niż trzy minuty, skoncentrować. Bardzo mi to przeszkadza, ale póki co mój mózg uzależnia wznowienie dalszej współpracy od dostarczenia mu dziennej dawki nikotyny. Przez chwilę zastanawiałam się, czy go nie oszukać Tabexem lub Zybanem ale szybko skalkulowałam, że to na jedno wyjdzie - zamiast w kiosku, te same pieniądze wydam w aptece. I tak, ponieważ postęp w neurochirurgii nie zaszedł jeszcze tak daleko by wchodził w grę lokaut, nie pozostaje mi nic innego niż poczekać kto z kim wygra.

Z tego powodu, mimo wcześniejszych planów:

1. Nic nie zrobiłam ze stroną cioteczki.pl - poniżej pierwotna wersja strony:


i to co zrobił mój synek, gdy mu zwróciłam uwagę, że nie o to mi chodziło:

2. Skończyłam szalik, zrobiłam remanent we włóczkach (poniżej część mojej kolekcji) ale robienie na drutach, bez rutynowych przerw na papierosa, przerasta moje możliwości:

3. W ogrodzie nawet nie zaczęłam jesiennych porządków, w kuchni dalej nie ma światła, nie mam pomysłu jak i gdzie nareperować popsuty fotel a przez ostatni tydzień przeczytałam może 50 stron książki - o tym jak wszechstronny wpływ ma na moje życie nikotyna, można i dłużej ale na tym poprzestanę.

Ale dzieją się też i miłe rzeczy - od października poza witrażami, bawimy się w decopauge.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli