poniedziałek, 17 października 2005
Małe jest piękne

Powoli przepoczwarzam się w wielorybicę. Z dietą totalna porażka, bo jedyne co przynajmniej na chwilę zagłusza we mnie tęsknotę za nikotyną, to kaloryczne małe co nie co. Jak nadal będę się tak "rozwijać", to za te obiecywane przez fanatyków niepalenia trzy miesiące i tak nie będę w stanie odczuć poprawy kondycji. Jak np. sprawdzę czy mam zadyszkę przy wchodzeniu po schodach, skoro takiej góry kilogramów nie będę w stanie wtargać nawet na jeden schodek?

To nie jedyne plany które wzięły w łeb. Pod koniec wakacji Gośka umówiła się ze mną, że od drugiej połowy października co drugi weekend spędzamy na szyciu patchworków. Teraz, gdy zbliża się listopad, mówi że najwcześniej znajdzie na to czas po drugim długim listopadowym weekendzie. Czekam coraz mniej cierpliwie (od dwóch tygodni razem z Muńkiem) bo jak to jeszcze dłużej potrwa to nie zdążymy do wiosny nawet z małą poduszką. A tymczasem ja zakochałam się w znalezionej tydzień temu na stronie http://patch77.free.fr/dearjane.htm, złożonej z małych, takich jak ten poniżej, przecudnej urody kwadracików:



ogromnej kapie:



Pozostaje mi tylko trenowanie małych form w drutowaniu. W tym tygodniu skończyłam rękawiczki:



i wg tego wzoru:



czapkę (bez ażurów, bo zamiast narzucać dodawałam przekręcone oczka). Ponieważ jak większość zrobionych na drutach czapek, nie jest zbyt twarzowa, zrobiłam jej zdjęcie na witrażowym stojaku:



Za dwa tygodnie w Kaliningradzie gmina bezpłatnie wywozi liście. W związku z tym miałam ambitne plany, ale wyszło tak jak zawsze. W sobotę musiałam jechać do Warszawy, a w niedzielę najpierw się wyspać, potem porozmawiać przez telefon a na koniec i tak spadł deszcz. Tym sposobem przez cały weekend nazbierałam tylko pięć worków:



Ponieważ grabienie liści nie jest tym co lubię robić najbardziej, starałam się robić jak najwięcej przerw - pretekstem była próba utrwalenia na zdjęciu bezmiaru heniutkowej głupoty. Ale nawet ktoś tak głupi jak Heniek, wie jak ważny jest wizerunek medialny i postarał się (jak widać z niezłym skutkiem), wyjść na kotka sprytnego i rezolutnego:




niedziela, 09 października 2005
Los Hobbita

Dawno dawno temu, dzięki mojej Sralci:


zrozumiałam skąd Milne wiedział o tym, że tygrysy potrafią się tylko wdrapywać na wysokie drzewa i są zupełnie bezradne gdy trzeba z takiego drzewa zejść. Kiedy zupełnie do tego nieprzygotowana Sralcia przeistoczyła się z dziewczynki w dorosłą kotkę, uciekając przed goniącymi ją kocurami


i tak jak Tygrysek, nie potrafiła z niej zejść.

Mnie z kolei przypadł los Hobbita (też za duża nie urosłam i mam szerokie stopy) - goniona przez Nazgule, w najbliższym czasie nie chcę ale muszę opuścić swoje Shire i udać się na spotkanie z tymi, co uosabiają dla mnie Mordor.

W związku z tym, w tym tygodniu aby do końca nie zwariować: byłam dwa razy w kinie i stałam się fanką Zelenki, jeden dzień spędziłam u Kaśki (dzięki czemu wiem, że wcale jeszcze nie mam tak źle), zrobiłam szalik:


rozpoczęłam malowanie płotu:


i porządkowanie ogrodu (na zdjęciu widać jak rozrosły się moje trójkapkowe winobluszcze):


I dalej nie palę - teraz gdy kończę ten wpis, licznik pokazuje:

2W 5D 1 h 18 s

niedziela, 02 października 2005
1W 5D 5 h 33 m 13 s

Tyle pokazuje w tej chwili (tzn. gdy piszę to zdanie) zainstalowany w moim komputerze licznik, który informuje mnie nie tylko o tym jak długo wytrzymałam bez papierosów ale ile ich nie wypaliłam (489) i ile na tym oszczędziłam (97,85). Słowem szukam motywacji gdzie tylko się da.

Pod wpływem piątkowej wizyty u Janki i podziwu dla formy w jakiej się znajduje, postanowiłam od jutra przerzucić się na dietę owocowo-warzywną. Jak szaleć to szaleć - razem z Osiem pół Felliniego było zapakowane Zwierciadło a w nim artykuł o trzytygodniowej kuracji oczyszczającej, której nie musi towarzyszyć głodówka. To wszystko zaczynam od jutra, bo jak coś planować to tylko "od poniedziałku" - zawsze można się łatwo wykręcić, wystarczy tylko sobie w odpowiedniej chwili przypomnieć, że niczego poważnego w poniedziałek się nie zaczyna.

Po skończeniu pierwszego kapuścianego kompletu,


miałam kilka dni przerwy w uprawianiu kapusty bo czekałam na zamówione w Niteczce wełny. Kupowanie w internetowych pasmanteriach ma i swoje minusy - kolor ceglany okazał się milanezowym różem a żółty cytrynową bielą. Na razie, razem z innymi włóczkami wykorzystałam je jako element dekoracji kominka:


A na koniec weekendu wyrosła, tym razem na mojej głowie, kolejna kapusta:




Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli