niedziela, 31 grudnia 2017
Przeczytane 2017

Moje tegoroczne wyzwanie czytelnicze na Goodreads, tak samo jak w ubiegłym wynosiło 52 książki.  Przeczytałam 54 (w 2016 roku: 56), czyli rok do roku, 2 książki mniej, ale za to 1200 stron więcej - nawet tu wychodzi, że książki są coraz grubsze.

 

Statystyki nie kłamią: tego roku z nosem w książce nie spędziłam:  w 2017 roku po raz pierwszy zdarzyło się tak, że częściej słuchałam, niż czytałam (jak na tę liczbę audiobooków, moje druciane osiągnięcia są więcej niż skromne). No i w zasadzie nie wychylałam się poza swój krąg kulturowy:


Nie było też dla mnie zaskoczeniem to, że częściej sięgałam po książki kupione chwilę wcześniej. Odłożone na półkę, szybko przykrywa kurz zapomnienia, z 54 przeczytanych książek, 40 kupiłam w 2017 roku. Poza jedną książką - Ginekologami, cały mój top 2017  to książki, które zaczęłam czytać zaraz po tym jak je kupiłam.

 

dobra ksiażka

Jak zawsze


Naszych bohaterów, Grażynę (77 lat) i Ludwika (81 lat) poznajemy gdy świętują 50-rocznicę wieczoru, kiedy po raz pierwszy uprawiali seks - po przeczytaniu tego, jak każde z nich się do tego przygotowywało, byłam już pewna, że kilka następnych wieczorów spędzę śledząc ich dalsze losy. A są niezwykłe -  następnego dnia rano budzą się w Warszawie 1963 i mając pełną świadomość przeżytego już razem życia, zaczynają je od nowa. Ludwik jest żonatym psychologiem, Grażyna jego pacjentką. Daleki powojenny świat wygląda podobnie (zimna wojna, blok wschodni i zachodni), tyle że Polska nie jest w bloku radzieckim, ale jest sprzymierzona z Francją. 

Książka w dużej części poświęcona temu co dzieje się wokół Grażyny i Ludwika, temu, że co by się po drodze w Polsce nie zadziało, na koniec wychodzi tak w tytule, czyli "jak zawsze". 

Zgiełk czasu

Książka występuje w wielu zestawieniach najlepszych książek 2017 roku. Ale też była przedmiotem ożywionej dyskusji na łamach Tygodnika Powszechnego, gdzie bardzo mocno zjechano jej tłumaczenie, w opinii Doroty Kozińskiej, tłumacz napisał inna książkę, dużo gorszą od oryginału.  Bardzo to możliwe, bo czytając Zgiełk czasu nie miałam wrażenia, że mam w ręku arcydzieło. z tym, że też coś więcej niż powieścidło - przede wszystkim ciekawy temat.

Książka dzieli się na trzy części, W każdej z nich opisane są kolejne epizody (rok:  1936; 1948 i 1963) "przeczołgania" przez system radziecki Dymitra Szostakowicza. Przeżył, nie był więziony, ale był tak samo złamany, a może nawet i bardziej, niż ci, którzy zaznali bezpośredniej przemocy.

Świetny obraz sparaliżowanego ze strachu artysty, którego tchórzostwo, w obliczu tego czego doświadcza, jest w pełni zrozumiałe.

Makuszyński o Jednym takim, któremu ukradziono słońce 


Tak jak zawsze u Mariusza Urbanka: dobrze napisany, ubarwiony anegdotami biogram. "Trudne" momenty pominięte, albo - jak się nie da - zamknięte w kilku zdaniach. Taki sposób pisania biografii narzuca - przynajmniej ja tak mam -  duży dystans do opisywanej postaci. Pewnie, że zdarza się i tak, że nie ma materiałów źródłowych pozwalających przybliżyć złożoność postaci, odpowiedzieć na kilka pytać, postawić jakieś hipotezy.  Tyle, że w takiej nie ma sensu przystępować do pisania biografii. 

Zero

Kolejna (po Blackoucie) katastroficzna wizja Marca Elsberga. Tyle, że tym razem autor snuje wizję, nie z gatunku "co będzie gdy ...", ale pokazuje jak może być wykorzystywany już istniejący sprzęt.  Okulary z dostępem do Internetu, pozwalające  w czasie rzeczywistym, za pomocą funkcji rozpoznawania twarzy,  identyfikować napotykane osoby a następnie szybko prezentować jej pełne dossier oraz rozpowszechniane za pomocą mediów społecznościowych aplikacje, pozwalające modyfikować zachowania ... nasz dzisiejszy świat, żadne s-f.  Dość przerażająca wizja

Słuchałam Zero, gdy zaterkotała komórka. To aplikacja Google+ przypominała mi, że  22.30 odjeżdża ostatni autobus z Brwi do Warszawy ...  Google, dzięki geolokalizacji uznał, że mimo późnej pory znajduję się poza domem (wg. niego mieszkam w Warszawie), a ponieważ kupuje bilety za pomocą aplikacji Skycash, wie że korzystam z autobusów. Ale mimo tego, Że wiem skąd miał taki pomysł, to trochę mnie to wtedy zmroziło.

Jaka piękna samotność

Przeczytałam, bo napisał to mój kolega. Gawęda Polaka na obczyźnie (Australia, rok 2000). O swoich twórczych niemocach, patchworkowych związkach, rodzinnych historiach, wszystko skąpane w niepowtarzalnym klimacie domów przedwojennej inteligencji.

Dla mnie ciekawe, bo pamiętam tamten dom na Żoliborzu, znam niektóre z osób występujących na kartach tej książki (o mnie też jest jedno zdanie). Ale na ile może to być ciekawe dla osoby z zewnątrz, trudno mi powiedzieć. 

Wszyscy powinniśmy być feministami

Skoro Chimamanga Ngozi Adichie pisze świetne książki, to i potrafiła zgrabnie napisać płomienny wykład. Ale to co miła do powiedzenia, to oczywista oczywistość. Kupiłam na prezent z uwagi na tytuł i przy okazji przeczytałam.

 

A w nadchodzącym roku, poza tym że tak jak w poprzednim. zapiszę na Goodreads, że przeczytam 52 książki mam zamiar przeczytać 6 książek po angielsku i 6 "dla rozumku".

poniedziałek, 25 grudnia 2017
Święta

Święta polegają na jedzeniu, którego - tak jak zawsze, zrobiłam za dużo

Zapisałam sobie w OneNote, czego powinnam kupić mniej - tak by ryby faszerowanej wyszedł jeden półmisek, a nie dwa itd. Jeżeli w przyszłym roku będę robiła święta, będzie  jak znalazł. 

Zdecydowanie większą frajdę sprawia mi robienie prezentów. Wnuk od kolejnych setów Lego ma rodziców. Ponieważ teraz pochłania kolejne tomy sagi How do I train my dragon,  zrobiłam mu na Polnej smoczy kubeczek:


- przy okazji podpatrzyłam fajny prezent na kubek: kobieta przede mną zrobiła kubki z nadrukiem dziecięcych rysunków.

Pojechałam na koniec świata - gdzieś na granicy Ursusa i Piastowa odebrać pościel (jak dowiedziałam się o jego miłości do smoków, było już za późno na kuriera):


Z grą planszową popełniłam falstart - wnuk już taką grę ma, ale za to z zestawem do hodowania smoków trafiłam w dziesiątkę.

Plastikowe akwarium, które w nocy się świeci, ikra rybek w kształcie smoków (pewnie jakieś miniaturowe koniki morskie), pipeta do sypia pokarmu i laseczka  go bełtania wody, mądrze nazwanego "napowietrzaczem". Namówiła mnie na ten zakup, dziewczyna mająca syna w wieku mojego wnuka. Dawno mu nie zrobiłam takiej frajdy. Inna sprawa, że ci co to wymyślili, mają łeb do interesu. Paczka pokarmu dla smoków (czyli rybek) kosztuje w sklepie internetowym 43 zł.

Ostatni tydzień roku, to czas podsumowań. Na początku przypatrzyłam się swoim dziewiarskim osiągnięciom. W porównaniu do zeszłego roku, mam się czym pochwalić. Ale tylko dlatego, że poprzedni rok był wyjątkowo kiepski - 2 kamizelki, 2 czapki i para rękawiczek - w sumie 5 sztuk Na tym tle łatwo zabłysnąć.

W tym roku popełniłam trzy kolejne Kilimki:

5 chust:


i dwa "cusie"

Technicznie zrobiłam krok do przodu - po raz pierwszy zrobiłam coś techniką enterlac (szal + czapka), mosaic knitting (szal) i w misiowym swetrze rękaw contiguos.

Odkryłam też ciekawe mety na wełnę:  Holstgarn Sprongwools. Z taką wełną mogę pomyśleć o kardiganach. Na razie powoli przyrasta na drutach sweter z Holsta. 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Idą święta. Kolejny raz nic nie wyszło ze wcześniej składanych obietnic i zamiast kupić wszystko wcześniej w necie, latam po sklepach. 
Zupełnie przez przypadek dowiedziałam się o  nieprawdopodobne użytecznym rozwiązaniu.   Kiedyś, kiedy zimą było zimno, bigos można było wstawić do komórki. Teraz, wstawiany do lodówki zajmuje sporo miejsca, a i bez tego, w ten jeden, świąteczny tydzień w roku, ledwo się w niej mieszczę. Problem rozwiązały plastikowe torebki - bigos zapakowany do pudełeczek zajął by w zamrażalniku dużo więcej miejsca. 



Poza rytuałem świątecznych przygotowań,  byłam na kolejnym Allenie.




Coney Island, lata 50. ubiegłego wieku. Cudowny jazzowy podkład. Kate Winslet marzy o lepszym życiu, nie o takim w którym jest kelnerką, żoną operatora karuzeli (Jim Belushi). Jej wyobraźnię rozpala młody ratownik (Justin Timberlake). Wszystko zaczyna się mocno komplikować gdy pojawia się, uciekająca przed mężem gangsterem, córka Belushiego z pierwszego małżeństwa.

Film ratują aktorzy. Ale trudno zrozumieć, dlaczego Allen narzucił sobie takie tempo - kręcąc film raz do roku, nie ma najmniejszych szans na dopracowanie dialogów, a to zawsze było głównym atutem jego filmów.
Szkoda, bo jednak Blue Jasmine sprzed kilku lat stanowi dowód, że ciągle jeszcze stać go na więcej.


Dalej dokumentuje kolejowy remont -  koparki odjechały, nie wiem czy to czasem nie oznacza zimowej przerwy. Mam  nadzieję, że UE nie wstrzyma wypłaty środków na ten projekt.




Jeżeli chodzi o jutrzejsze nominacje, mam takie historyczne skojarzenie: 

Kaligula może i był szalony, ale to że mianował konia senatorem, było prawdopodobnie racjonalnym działaniem - chciał upokorzyć senatorów i pokazać im co o nich myśli. Z kolei oni, biorąc udział w tej paradzie, dobrze się z tym nie czuli. 

W tym tygodniu z przyjemnością też odnotowałam, że Agnieszka Graff w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim w TokFm zauważyła to samo co ja, tzn, to że akcja #metoo może łatwo zostać wykorzystana jako powrotna furtka do purytanizmu. W sobotnim Plusie Minusie Michał Szułdzrzyński popełnił tekst, w którym usiłuje dowieść, że akcja  #metoo pokazała, że feminizm jest dla kobiet ślepą uliczką - prawdziwe wyzwolenie oferuje kościół katolicki. Szybko idą.

Zrobiłam w końcu zdjęcie skończonego Kilimka 11 Noro. 

Jeszcze nigdy tak nie było, bym miała w szafie cztery czapki - w tym jedną jeszcze z zeszłego roku. 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli