poniedziałek, 24 lipca 2017

Życie w ciekawych czasach jest bardzo męczące.

Zawładnął mną Twitter. Chyba już za dużo ludzi obserwuję, bo cały czas spływają nowe twity. Oszczędzam za to, na czytaniu obszerniejszych wypowiedzi - nie widzę nikogo, kto byłby mądrzejszy od innych. Wszyscy płyną we mgle. Nikt dzisiaj nie wie, czy to co się dzieje przyniesie zmianę za miesiąc, czy dopiero za kilka lat. Tyle, że przynajmniej już jest jasne, że zmiana ante portas. 

Wyłożyli się koncertowo. Wyjściem byłaby zmiana I sekretarza, pozamiatali by sytuację w ciągu jednego dnia. Na szczęście to akurat nie wchodzi w grę, więc gdzieś tam dojrzewa polski Zapatero.


Tylko czy oni stworzą nową jakość, jak na hymn wybrali piosenkę mojej młodości?

Przez tę cholerna politykę, życie upływa między palcami. Nie wiadomo nawet, czy będą w tym roku imieninowe kajaki. 

W kinie byłam raz


Sala była pełna. Z jednej strony film o niczym - 1,5 godziny niesamowitych zdjęć Istambułu z kotami w roli głównej, pięknych ale  nie w estetyce National  Geographic Z drugiej strony mimo braku fabuły, film wciąga, więc jest w nim jednak coś niesamowitego.

A że nie słyszałam o zakładach bookmacherów, podaję swój typ; dwie ustawy zostaną podpisane, ta o SN wyląduje w TK (wiem, że nie jestem oryginalna).

niedziela, 16 lipca 2017
Zawsze może być gorzej

Dopadła mnie choroba mamy - dobrze nie jest. Ale też, jak na razie, jest nadzieja że to tylko stan przejściowy. W jeden dzień - na wizytę + leki, wydałam 1/2 przeciętnej emerytury i się zastanawiam skąd oni biorą to poparcie?

W każdym razie o kręgosłup trzeba dbać, bo nawet mnie zdziwiło jak oczywiste było dla pani doktór z poradni bólu, że z powodu kręgosłupa można wyć z bólu. Kolejny raz obiecałam sobie, że zadbam o swój - jak na razie swoje dbanie ograniczam do krioteriapii, o ćwiczeniach, które są tu podstawą tylko myślę.

W tym tygodniu na Wołoskiej, gdy wracałyśmy z kolejnej krio, Gumiś na szpitalnym trawniku znalazł grzyba:

Szłam przed nią i oczywiście go nie zauważyłam.  

Przez chorobę mamy zrobiłam się mniej ruchliwa. Dotarłam na spotkanie Filozofii Ogrodzie, ale nie wyglądało to tak jak na tym zdjęciu. Padał deszcz i przenieśliśmy się do foyer.

 

Było to kolejne spotkanie z Andrzejem Lederem. O tym, czy i w jaki sposób historia wpływa na teraźniejszość i czy czy psychoanaliza jest dobrym narzędziem do rozumienia historii? Ciekawe, ale spodziewałam się czegoś więcej. Może jestem zbyt przyziemnie przyczepiona do bieżących wydarzeń?

Bo to co za oknem straszy.

Kiedyś tam mieliśmy nadzieję, czekaliśmy aż otworzą się przed nami drzwi na zachód. Dziś już nie ma wątpliwości, że właśnie się za nami zamykają.  Jedno i drugie na wyraźne życzenie narodu.

Trzy lata temu, należałam do tych, którzy nie rozumieli dlaczego nie jest traktowane poważnie, to co jest otwarcie zapowiadane i do białej gorączki doprowadzały mnie teksty, że jesteśmy w UE, że są ramy, poza które nie da się wyjść ... Dziś z kolei nie rozumiem, tych którzy uspokajają, że ONR może liczyć na co najwyżej 15%. ... Jeżeli nie stanie się coś, co zakłóci obecny marsz wydarzeń, prędzej czy później dojdą do władzy. I chyba zaczynają sobie z tego zdawać sprawę, sądząc z wypowiedzi ich liderów. 

I mam na dziś ćwiczenie:

Jest rok 2020. Ci co zawsze palą na rynku kukłę, już nie anonimowego Żyda, ale kogoś z dzisiejszej "elyty", w telewizji dają ordynarne kuplety, kpiny z urody, wdzięku i sex appealu lwic prawicy, w prasie ordynarne demaskatorskie artykuły o ich życiu osobistym.

Współczujesz?

Ale jak dla mnie już dziś uszło stąd życie. 

Pod Sejmem nie było tłumów. Policji też się ich nie spodziewała, bo poza otaczającym Sejm kordonem, nie było jej zbyt wiele. Śmieszne było to, jak licznie broniła kilkuosobową "kontrmanifestację"

W każdym razie dożyłam czasów, gdy takie transparenty wznosi się przeciwko "większości"

Nie tylko pod Sejmem nie ma tłumów. W lipcowy wieczór, w środku tygodnia,  poszłam z Joluśką na spacer nad Wisłą. W pobliżu knajp  było trochę młodzieży, pili piwo, ale tłumami bym tego nie nazwała.   

Zamykamy się w prywatnych kręgach, ale z moich obserwacji wynika, że więcej w nich wina, niż radości.

A w tym tygodniu, zupełnie przez przypadek dowiedziałam się o "waku". Również i w mojej, podmokłej okolicy kopane są stawy:

I można na nich popływać na "waku". czyli przypiętej do drutu desce.


Marianna jest w moim wieku, dzielnie uprawia i twierdzi że robi niesamowite postępy. Może i ja się skuszę. W Brwi też już jest Wake Family.

A po kilku latach od wycieczki do Gruzji, gdzie zajadałam się tamtejszymi pierogami, trafiłam do knajpy gdzie je serwowano, tylko były podawane jako ormiańskie.

Polecam. Pyszne. 

piątek, 14 lipca 2017
Przeczytane 2017

Moja walka 3 Karl Ove Knausgård

 

Gdybym nie miała za sobą Mojej walki 1 i Mojej walki 2, pewnie bym po kolejny tom nie sięgnęła. Ale skoro przeczytałam poprzednie, przeczytałam ten i pewnie przeczytam i następne.

W Mojej walce 3 … Knausgård wraca do dzieciństwa spędzonego na norweskiej prowincji. Tak jak i w poprzednich tomach, tak i w tym, czasami i na kilkadziesiąt stron zatrzymuje się na opisie jakiegoś konkretnego momentu, delektując się każdym detalem i starając się odtworzyć przeżywane emocje. Czytając o kolejnych, tak szczegółowo opisywanych przeżyciach,  zastanawiało mnie jakim cudem on to wszystko pamięta? A może tylko konfabuluje?

Przez to zamiłowanie do koncentrowania się na szczególe, łatwo się tej książki nie czyta. Może nie tak, że jest z półki „dla koneserów”, ale do czytadła jej daleko.  Z drugiej strony, jest to bardzo przejmująca, napisana z pozycji dziecka, opowieść o dorastaniu. Z tym nieuchwytnym, trudnym do nazwania „czymś” co powoduje, że tę perspektywę dziecka, odbiera się jako bardzo wiarygodną. 

Nabrałam ochoty na przeczytanie jego książki Wszystko ma swój czas - nie ma jej na Allegro, ani w żadnej ze śródmiejskich bibliotek (z warszawskich, jest jedynie w katalogu biblioteki w Ursusie). Trochę dziwna sytuacja, zważywszy na popularność tego autora.   

 

Ukryte godziny Delphine de Vigan

 

Przemiłe czytadło, z tym nieuchwytnym czymś, (w 2009 roku książka otrzymała nawet polską wersję nagrody Goncourtów). Opowieść o dwóch mieszkańcach współczesnego Paryża: 

Mathilde, wdowie, matce trójki dzieci, kobiecie na stanowisku, która dawała sobie świetnie radę do dnia, gdy jej szef postanawia ją zniszczyć i dzień po dniu, z sukcesem ten plan realizuje. 

I Thibaulcie, wrażliwym na cierpienie, wypalonym zawodowo lekarzu pogotowia, który przeżywa miłosny zawód.

Wciągająca opowieść o tzw. zwykłym życiu, w którym pozornie nic się nie dzieje, a tak naprawdę dzieje się bardzo dużo.

 

Ślady Jakub Małecki


Zbiór opowiadań, krótkich historii o tym co wydarzyło się w życiu mieszkańców małego Kwilna i ich potomków. W pierwszym opowiadaniu z Kwilna wyrusza na wojnę młody chłopak, który niedługo potem ginie w okolicach Łomianek w kampanii wrześniowej  i który - poza żołnierskim grobem - niewiele więcej zostawia po sobie śladów.

Kolejne opowiadania, kolejni bohaterowie i do czasu, kiedy opowieść wije się wokół śladów jakie po sobie zostawili, przeżywając tzw. „zwykłe” życie, czyta się to bajecznie. Bonus, to zarysowany w tle delikatny rysunek powiatowego PRL-u i osób, które wywodząc się z małego miasteczka robią w wielkim karierę. 

Niestety pod koniec książki autor postanowił nadać temu wszystkiemu głębszy sens i robi się mocno bełkotliwie.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli