sobota, 31 grudnia 2016
Przeczytane 2016 rok
Goodreads mnie podsumował:

Zabierając się za czytanie książki, coś tam zawsze o niej wiem, stąd rzadko kiedy totalnie się nacinam.  Ale też  zważywszy na to, że  nie czytam przypadkowych książek,  liczba  otagowanych   jako "dobre", nie powala. Wprawdzie w tym roku za tak naprawdę dobre uznałam dwa razy więcej książek, niż w zeszłym, albo może tylko lepiej wybierałam, albo na starość stałam się bardziej wyrozumiała:

Ale poza tym, że przeczytałam w tym roku wyraźnie mniej, to ani w digitalizacji, ani gotowości wyjścia poza swój krąg kulturowy, jakichkolwiek zmian nie widać.
 
Kotan. Czy mnie kochasz Przemysław Bogusz

Moim zdaniem autor tego tematu nie udźwignął. Miałam wrażenie jakby się przeraził prawdy, którą może nie tyle odkrył, bo pewnie wcześniej się jej domyślał, ale z którą, gdy inni nie zaprzeczyli, nie wiedział co zrobić. Kotan był postacią kontrowersyjną i jak to z takimi postaciami często bywa, ma niepodważalne zasługi i naprawdę dużo ludzi zawdzięcza mu życie. Z drugiej strony robił też bardzo wiele złych rzeczy. Przeszkadzało mi, że gdy przychodził czas by opowiedzieć o tych drugich, autor chował się za innymi, przytaczał ich słowa, starając się tego nie komentować. Brakowało mi też próby pokazania jakie konsekwencje przyniosło zabetonowanie przez Kotana, podejścia do wielu problemów społecznych (w wielu przypadkach ten wzorzec obowiązuje do dziś). Słowem ciekawy temat, ale jak dla mnie przedstawiony zbyt powierzchownie. Z tym, że mogę nie być obiektywna. Sporo wiem na ten temat i sama pewnie coś mogłabym do tej opowieści dodać.

Nienachalna z urody Maria Czubaszek


Książka-podsumowanie, wiele się z niej nie dowiedziałam, bo jakie miała poglądy na wszystko wiedziałam i bez przeczytania tej książki. Znałam też większość przytoczonych w tej książce anegdot. Ale nie wszystkie pamiętałam. Na przykład tę, bardzo aktualną i na czasie:

Pamiętam takiego wiceministra kultury Janusza Wilhelmiego. To właśnie on wykończył nasz program radiowy w Trójce. I przy jakiejś okazji, wspominając dawne czasy, wyraziłam się o tym panu, uważam, że całkiem zasłużenie, per skurwysyn. Ale on nie żyje! - żachnął się jeden z moich kolegów. I co z tego, że nie żyje; mówię, jaki był za życia - odparo­wałam. Kolega nie był przekonany

Słowem pudełkowe ble ble ble. Ale przynajmniej miło się czyta.  A tego nie mogę powiedzieć o kolejnej książce.

Grzybowska 6/10 Aleksandra Domańska


Bardzo mi się podobała jej Ulica cioci Oli, Kolejna jej książka może nie jest tak dobra jak tamta, ale też warta przeczytania.
Punktem wyjścia jest pytanie o przeszłość miejsca w którym, w zbudowanym w latach 60-tych bloku, od kilkudziesięciu lat mieszka mama autorki. Ulica Grzybowska była i przed wojną i z przedwojenną książką telefoniczną w ręku łatwo można ustalić, kto wówczas mieszkał pod numerem Grzybowska 6, 8 i 10. Tyle, że w oparciu o źródła historyczne trudno się coś więcej dowiedzieć o ich losach - większość z nich zginęła w Treblince. I pewnie by ta książka nie powstała gdyby nie to, że Grzybowska 10 należała do bogatego Żyda, Samuela Glassa, który miał tu tylko skład żelazny. Sam mieszkał z rodziną gdzie indziej (m.in. w swojej kamienicy przy A. Róż 7) i w tym przypadku, na podstawie przedwojennych źródeł, można było po części zrekonstruować ich losy. Dalsze ich dzieje udało się opowiedzieć dzięki temu, że autorce udało się w Izraelu odnaleźć wnuka Samuela, Jerzego Glassa. Podczas wojny mieszkał na Grzybowskiej 10 razem ze swoim ojcem i trzykrotnie „pozytywnie” przeszedł selekcję na Umschlagplatz. Nie tylko opisane w książce dzieje rodziny Glassów są smutne.
W tle równie dołujące rozważania, o świecie myśli który stał się fundamentem, na którym zbudowano nazizm. Dużo odwołań do wydanej przez PIW książki Modris Eksteins, Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku

(...) można by – w wielkim uproszczeniu – powiedzieć tak: o ile pierwsza wojna światowa zainspirowana między innymi okrzykami awangardowych artystów, że „sztuka jest wojną”, stała się swoistym dziełem sztuki, „teatrem wojennym”, w którym rzesze statystów poruszały się w jakimś koszmarnym pląsie, o tyle teraz nie trzeba już było sztuki; „totalne dzieło sztuki” nie wymagało już sceny operowej – to życie stało się sztuką. Każdy chętny mógł się czuć bohaterem tego „dzieła sztuki”, w myśl Nietzscheańskiego hasła: „żyj niebezpiecznie”, co oznaczało świadomie generować sprzeciw i opór, przekraczać akceptowane normy moralne, nigdy nie akceptować status quo, prowokować ciągły konflikt. „Nazizm jest – według słów Hitlera – doktryną konfliktu” – pisze Eksteins. Nikt wszak nie zmuszał Niemców do tego, by stali się nazistami. Ich przyciągnęła siła tego ruchu. Obrzędy, propaganda, sztandary, akcesoria, mundury, pochody, pozdrowienia, skandowane hasła. „Nazizm był kultem – pisze Eksteins. – Oddziaływał wyłącznie na emocje. Atakował zmysły, głównie wzrok i słuch. Słowo mówione wyparło słowo pisane. Dramat, muzyka, taniec, a później radio i film zajęły miejsce przed literaturą. Nazizm był od początku wielkim widowiskiem”. „Świętem wiosny”… Mit zajął miejsce historii, mit, czyli „historia, jaką wszyscy już znają”. „Taka historia staje się wyłącznie narzędziem teraźniejszości”
 
Fynf und cfancyś Michał Witkowski


Dla koneserów i wielbicieli prozy Witkowskiego. Moim zdaniem Lubiewo powalało, Drwal trzymał konwencję, a Fynf und cfancyś to jedynie popłuczyny. Ale też – jak kogoś nie odstręcza obsceniczność jego prozy – daje się czytać. Tym razem bohaterowie z Lubiewa: Michaśka i Dianka jadą na Zachód by tam uprawiając najstarszy zawód świata, dorobić się majątku. Bo jak to celnie zauważa Witkowski:  Biedak marzy o pracy i małych pieniądzach, nędzarz - tylko o milionach!
wtorek, 27 grudnia 2016
Tradycyjnie

Blox się totalnie wykrzaczył. Dalsze próby opublikowania tego wpisu nie maja sensu. Idę spać. 

Po kilku latach w Brwi znowu zimą pojawił się motyl. Może dlatego, że nagle zaczęłam mocno grzać i biedak pomyślał, że jest już wiosna?

161226064

Mężczyzną mojego życia trzyma normę, Lewandowskim nie będzie, ale gen piłkarza posiada.

Słodkie jest to, że ciągle jeszcze wierzy w Mikołaja.

161226071 

Tym razem na święta przyjechał też dawno nie widziany synek. Śmiesznie było posłuchać jak bardzo inna jest historia w wersji brytyjskiej (wnuk), od opowiadanej przez mojego synka wersji azjatyckiej. A wszystko zaczęło się od jeżdżenia palcem po globusie.

161226041

Tuż przed świętami poszłam się zaszczepić. Po dokładnym zbadaniu rynku uznałam, że najtaniej jest w Szpitalu Wolskim - ale i tak na podstawowy pakiet na Wietnam wydałam 540 zł (za miesiąc kolejne szczepienie, tyle że wydam już tylko 180 zł). Nie dość, że tyle to kosztuje, to trzeba jeszcze podpisać durne oświadczenie:

161226021

Przy dowiedziałam się, że na Ukrainie zanotowano przypadki polio. Szkoda dzieci rodziców antyszczepieniowców, co one są winne? Jest to na tyle blisko, ze na pewno do nas przyjdzie.

Gdzieś w necie był artykuł o tym, że coraz częściej czytamy w prasie o kolejnej przedwczesnej śmierci znanej osoby, zwróciłam w nim uwagę na to zdanie:

Z badań GUS wynika, że 30 proc. 50-latków może dożyć siedemdziesiątki, osiemdziesiąte urodziny będzie świętować trochę powyżej 14 proc.

Aż mi się nie chce w to wierzyć. Jeżeli byłaby to prawda, to zupełnie inaczej należało by spojrzeć na wydłużenie wieku emerytalnego. 50-latek trochę już na ten ZUS odłożył, jak umrze przed czasem, dla ZUS-u czysty zysk. Mijający rok był jedna wielką drucianą porażką: 2 kamizelki, 2 czapki i para rękawiczek.

 

Tej kamizelki też - przynajmniej na razie - nie skończę. Zabraknie mi kremowej Cascade 220 - kolor ecru. Nigdzie jej nie ma - w pasmanteriach zaczyna już być widać dobrą zmianę. A jednego motka we wrażej pasmanterii nie zamówię. Tym bardziej, że ma to być kamizelka z resztek (takie założenie pozwala na obniżenie lotu, jeżeli chodzi o wzór). :

 

niedziela, 18 grudnia 2016
Dzieje się

Dzieje się dużo, ale jakoś się tym nie podniecam - nie czuję wichru historii. Bardziej mi to wszystko przypomina Pudelka, a na pytania, które mnie nurtują i tak nikt nie udziela odpowiedzi. Interesuje mnie np. ilu posłów PIS było w gmachu sejmu w chwili głosowania nad budżetem Chciałabym też coś więcej wiedzieć o złożeniu wypowiedzeń przez generałów. Takich pytań mam więcej. Ale ci którzy potrafili by coś o tym ciekawego napisać, nie mają dostępu do informacji. Pozostaje czekać na polskiego Snowdena.

W kinach WatchDog, ale zamiast filmów dokumentalnych byłam na kilku spotkaniach: Po kolei. 

Faktyczny Dom Kultury - spotkanie z autorem książki o Kotanie.

 

Spotkanie prowadziła Teresa Drozda, obok autora, o Kotanie mówił jego przyjaciel z dzieciństwa (ten po lewej).  Jak zawsze o tej porze roku kupuje na prezenty książki, które sama chce przeczytać. Zapowiada się ciekawa lektura (przeczytałam wstęp). Nie jest to panegiryk. Autor chciał opisać Kotana w całej jego złożoności. Sama jestem ciekawa, czy mu się to udało.

Warsztaty w Polin - Przedłużmy życie starym fotografiom.


Warsztaty ciekawe, ale nie dla mnie, tylko dla pasjonatów. zbieraczy starych fotografii. O tym jak czyścić i konserwować stare fotografie, a nie jak je obrabiać w programach graficznych.

Kolejne spotkanie w Domu Kultury na Łowickiej, tym razem z Joanną Tokarską-Bakir.

Jak zawsze, spotkanie prowadził Tomasz Stawiszyński i Tadeusz Bartoś. A Joanna Tokarska-Bakir jest tak mądrą osobą, że aż wstyd że nie czytałam jej książek (Gumiś przeczytał, może to wystarczy?). Bo to, o czym mówi i pisze jest straszne. Teraz za chwilę ukaże się jej książka o pogromie kieleckim. Podobno  w tej książce będzie udokumentowany każdy przecinek, tak by nikt nie mógł podważyć jej ustaleń (a wnioski te same, co u Grossa). Ale z drugiej strony w świecie postprawdy, nie trzeba odwoływać się do źródeł, by podważyć jej ustalenia. Wystarczy czucie i wiara.

Teraz już tylko święta, poplanowałam wszystko w Onenote i teraz z pozostaje zrealizować mój plan.  Na ten weekend miałam zaplanowane:

Sobota:

zakupy na targu (bigos + kapusta z grzybami; kompot z suszu; choinka),  

zrobić: bigos, kapusta z grzybami

Niedziela

przegląd zabawek choinkowych

zakupy spożywcze z daleką datą ważności

Wszystko co zaplanowałam, zrobiłam, a kupiona jodła jest piękna.

 

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Nigdy więcej NC +

Płaciłam, chociaż nie miałam sygnału i nie mogłam oglądać. Jak kończyła się umowa, chciałam oddać dekoder. Nie przyjęli, bo przed końcem umowy nie można, Jest na takie małe okienko czasowe, w które trzeba się z tym zwrotem wpasować. Nie udało mi się i zapłacę 100 zł kary. Bo wprawdzie dostałam sms: Nie chcesz płacić kary. Zadzwoń dziś. Znajdziemy rozwiązanie! (oczywiście to rozwiązanie, to podpisanie kolejnej umowy), ale mam inne: nigdy więcej NC+!

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli