poniedziałek, 22 maja 2017

Ciekawe czasy. Jeszcze nie przetrawiłam powstania nad Wisłą słowiańskiej jogi, jak przeczytałam, że na Placu Konstytucji otworzono katolicką kawiarnię - sama nie wiem: może warto pójść sprawdzić czym się różni katolicka herbata od ateistycznej?

Nie wiem co musi się stać, by przebiło tak wysoko postawioną poprzeczkę. 

Jedyny sposób by przetrwać, to się wyłączyć. Mnie się udało w dość radykalny, ale skuteczny sposób:

 

Wszystko wskazuje na to, że dalszego ciągu nie będzie. I dobrze, bo strach chorować. Właśnie moja znajoma dowiedziała się, że tam gdzie się leczy, kończą się limity na onkokontrole i zaplanowane na czerwiec sprawdzenie, musi przełożyć na wrzesień. A to dopiero forpoczta zapowiadanych zmian.

Ostatnim rzutem na taśmę poszłam do JCC na spotkanie z Aleksandrą Domańską - bardzo mi się podobały jej obie książki (Ulica cioci Oli i Lament). Szkoda, że przechodzą bez echa.

 

Teraz mam zamiar czytać książki, robić na drutach:

 i oglądać seriale Netfixa

 

Tyle, że te polecane, okazują się kichą. Targetem Trzynastu powodów jest gimbaza. Po Affair, drugim serialem z którego nie uciekłam po 20 minutach, okazała się Ania z Zielonego wzgórza.

piątek, 19 maja 2017
Przeczytane 2017

dobra książka 


Rejwach Mikołaj Grynberg


Piękna książka. Trzydzieści bardzo krótkich (góra 4 strony) opowiastek, osnutych wokół rozmów jakie przeprowadził autor książki z polskimi Żydami. O tym jak oni (albo ich bliscy) dają sobie tu radę z byciem Żydem (albo z tym, że są tak postrzegani przez otoczenie).
W jego sposobie opowiadania jest coś, co wciąga tak, jak kiedyś wciągały opowieści snute przez Hannę Krall. Dziś podobnie do niego pisze Piotr Paziński, czy Mikołaj Łoziński. Ten sam nastrój zadumy. nienachalny i nieoczywisty sposób rysowania postaci.
Książka ma tylko jedną wadę – jest stanowczo za krótka.


dobra książka 


Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcin Wicha



Bardzo króciutka książeczka -  na jeden wieczór.Syn sprząta mieszkanie po zmarłej matce i wspomina ...Piękne epitafium,
Wiele zdań uruchamiających myślenie:


– Gdzie jest Piotrek? – pyta matka.– Przecież nie żyje.– Ale w takim momencie powinien być – mówi.

 

Poszliśmy z rodzicami na jakiś film historyczny, coś o błędach i wypaczeniach.– Czy dzisiaj też mogą zrobić takie rzeczy? – spytałem po seansie.– Nie – uspokoił mnie ojciec, a po chwili dodał: – Wymyślą coś nowego.

 

dobra książka 

Piękno to bolesna rana Eka Kurniavan

 

Synek mi to polecił określając to jako indonezyjskie Sto lat samotności. Coś w tym jest, bo książka ma niesamowity nastrój, wciąga od pierwszego zdania:

Pewnego niedzielnego popołudnia, w marcu, Dewi Ayu wstała z grobu, w którym przeleżała dwadzieścia jeden lat

Po wstaniu z grobu, Devi Ayu jeszcze w drodze do domu zaczęła się odsupływać z materii w jaka spowito jej ciało składając je do grobu, a po przyjściu do domu jej służąca Rossina przygotowała jej kąpiel. Dlaczego Devi Ayu postanowiła wstać z grobu, zrozumiemy gdy cofniemy się w przeszłość. Epicka opowieść o losie rodziny, w tle burzliwe wydarzenia XX wieku.

Jedyne co chwilami sprawiało mi trudność, to nadmiar egzotycznych imion, które za nic nie chciały mi się wryć w pamięć - w  pewnym momencie musiałam sobie pomóc rysując na boku schemat rodziny,


Zdarzyło się 1 września  Pavol Rankov




Słowacja 1 września 1938 rok. Trzech szkolnych przyjaciół - Czech, Węgier i Żyd  umawiają się, że zorganizują wyścig pływacki, najlepszy pływak zdobędzie prawo do chodzenia z dziewczyną w której cała trójka się kocha.W kolejnych rozdziałach dowiadujemy się co działo w życiu naszych bohaterów 1 września w następnych latach, rzez 30 lat, wrzesień, po wrześniu.

Dobra odtrutka na polską megalomanię i przekonanie o wyłączności na prawo do wojennej traumy.

niedziela, 14 maja 2017

Skończyłam kolejny Szal. Nazwałam go Nionr. 


Szal zrobiłam dla ciotki, którą znam już kilkadziesiąt lat. Zawsze kochała zielony, ale jak spojrzała na robiony dla niej szal powiedziała, że czas wszystko zmienia i teraz zielony kojarzy jej się z ONR. Wzór to Garden of Alla Shawl (to już mój trzeci szal tym wzorem). Wszystkie z estońskiej kauni. Jak porządnie zblokowałam i zrobiłam przepisowe wykończenie, wyszedł szal-otulacz, na chłodne wieczory.


Podreptałam do JCC na spotkanie z cyklu Hajnt, Nauka i religia, czyli jak pogodzić rozum z sercem

Dyskutowali: rabinka Maria Kordowicz, fizyk kwantowy Jan Chwedeńczuk, a nad wszystkim czuwał Tomasz Stawiszyński. Poszłam dla tego ostatniego, ale chyba jestem za stara na takie tematy. Spodobała mi się opinia rabinki, że jak najbardziej może sobie wyobrazić niewierzącego w Boga rabina. Ale zamiast pójść tym tropem i skoncentrować się na religii i tym jaki ma wpływ na życie społeczne (a przy okazji i na naukę), rozmowa potoczyła się w kierunku nie nadającym się do dyskusji i skoncentrowała się na Bogu.

 
Pożegnanie z Europą nie jest dobrym filmem. A szkoda.



Film to kilka epizodów z wojennych losów Stefana Zweiga, które składają się na opowieść jak radził sobie (a raczej nie radził) na emigracji. Z jednej strony rauty, przyjęcia, fety. Zachwyt Brazylią, do której nie dotarła wojenna zawierucha. Świadomość, że należy do wybranych, którym udało się uciec, zanim rozpętało się piekło. Z drugiej strony przerażające wieści z Europy. Lęk o bliskich. Niepewność jak potoczą się losy wojny. Pytanie, czy skoro nie może pomoc wszystkim, pomagać wybranym. A jeżeli tak, to którym?  Słowem temat na dobry film. Niestety reżyser mówi nam tylko tyle, że Zweig czuł się w tej sytuacji źle. Ale też można spojrzeć na ten film inaczej: jest taki jaka była sytuacja Stefana Zweiga. Patrząc w taki sposób, niespójność i nerwowość nie tylko, że przestaje przeszkadzać, ale jest jak najbardziej na miejscu.

dobry film 


Za to Martwe wody powalają.


Początek dwudziestego wieku. Wybrzeże północnej Francji. Rybacy. Zwariowani arystokraci. Ciapowaci policjanci. Rybacy nie tylko łowią ryby ale i letników, z którymi robią to samo co z rybami (czyli konsumują).Arystokraci wyszli z krzywego zwierciadła  Policjanci czasami fruwają jak baloniki.Słowem czysty surrealizm.Coś innego i ożywczego.Trochę z klimatu Monty Pythona.


Zulka wyciągnęła mnie na wystawę kapeluszy do Teatru Wielkiego.

Niektóre były cudne, niektóre cudaczne. Zdziwiło mnie tylko to, że większość to nakrycia głowy z baletu. Mało było strojnych kapeluszy operowych diw.


Tydzień zakończyłam Szarotkami.

I z następną robótką w torbie (kolejny szal) zaczynam następny tydzień. W poniedziałek spotkanie z autorką Ulicy cioci Oli. W środę w Powszechnym Szczerek - tu nie wiem czy się wyrobię.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli