niedziela, 09 lipca 2017

I stał się cud.

Wyrosła trawa.

Jeżeli dalej będzie taka pogoda, to może się i przyjmie. Bo na to, że będę ja regularnie podlewać, na jej miejscu bym nie liczyła.

Dopiero u Gumisia zobaczyłam, jak powinny wyglądać moje pomidory. Kupiła dla siebie i dla mnie i wtedy wyglądały tak samo. Dziś ja mam ledwo odrośniętą od ziemi gałązkę, a ona krzaczki z pomidorami.

W kinie kolejna porażka


Pomysł mało oryginalny - rodzinna stypa. Galeria postaci, targowisko zadawnionych pretensji, animozji. Tyle, że najwyraźniej reżyser był tak przywiązany do swojej wizji i był przekonany że wszystko co chce pokazać jest tego warte, że nie umiał dokonać selekcji. I tak film trwa trzy godziny, a nic by nie stracił gdyby trwał 1,5. A nawet by chyba i zyskał. Parę świetnych obserwacji i dialogów ginie w morzu dłużyzn i niepotrzebnych scen.

Festen to to nie jest.    

z pamiętnika zadowolonej konsumentki

W tym tygodniu aż dwa razy uśmiechnęło się do mnie konsumenckie słońce.

Już od jakiegoś czasu nie umiałam sobie poradzić z jego ponownym uruchomieniem mojego Fitbita, podchodziłam do tego kilka razy i za każdym razem ponosiłam spektakularną porażkę. W końcu się przemogłam i postanowiłam poszukać pomocy na czacie. Tam, ten ktoś po drugiej stronie kabla też nie za bardzo umiał pomóc i tak trochę z desperacji w pewnym momencie napisałam, że może to wszystko dlatego, że rozkleiła się gumowa opaska. W tym momencie rozmowa nabrała przyspieszenia, zostałam poproszona o przesłanie zdjęcia i jak tylko mój rozmówca go otrzymał, napisał, bym czekała na nowy. Za trzy dni już stał na biurku.

Drugi raz też pomógł mi czat.  

Wszystko zaczęło się od dziwnego sms-a, w którym  bank zawiadamiał mnie, że ktoś chciał pobrać pieniądze z mojego konta, ale nie udało mu się zrealizować tej transakcji, z powodu ustawionych limitów.  Przez telefon dowiedziałam się, że to Microsoft chciał pobrać 300 zł. za roczną subskrypcję Office 365. Chwilę później na chacie Microsoftu wyjaśniłam im, że mam Office Proffesional, a przypisany do mojego konta Office 365, to jakaś pakietowa zaszłość, którą nie jestem zainteresowana - sprawę załatwiłam od ręki. 

babcia trendsetterka

Na weekend zaciągnęłam się do ochotniczej brygady remontowej, więcej było picia wina niż latania na miotle, ale podpatrzyłam fajny pomysł na buty.

 

Do kupienia na Allegro.

A tu bardzo ciekawy artykuł o uchodzącym za jeden z lepszych, systemie opieki zdrowotnej. Temat dla mnie w tym tygodniu nieobojętny, bo znów musiałam się o szóstej rano zameldować się na chodniku, by "wystać" numerek dla mamy. Miałam walizkę, na której usiadłam, wyjęłam Kindla i czas mi szybko minął. Ale przede mną stała kobieta o kulach. Moja mama ma mnie. A ta kobieta może, tak jak ja, ma dzieci hen daleko stąd. 

 

 

Tagi: babc
23:54, ninga
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 lipca 2017

Nie pamiętam kiedy cały weekend spędziłam na lataniu na miotle, a raczej na grabiach. Nawałnice szkód wielkich nie poczyniły, ale z tych szyszek to bym chyba z hektar lasu zasadziła.



Za mokro by to spalić. Pewnie teraz już będzie sucho, bo zachęcona tym opadami wysiałam trawę, tam gdzie stał basenik wnuka:


Przez te sosny trawnika tu nie będzie, ale mogłoby być bardziej zielono. Silniejszy od tych sosen okazał się jedynie dąb.


Zasadziłam kolejny, ciekawe czy się przyjmie.

 

Ale generalnie ogród i grzebanie w ziemi uważam za stracony czas.

Zwłaszcza odkąd wymyślono Netflix. Jak śpię u mamy, czasami włączam telewizor i jakbym nie skakała po kanałach, jeżeli już na czymś zawieszę oko, to jedynie na TVN24. Telewizja jest skazana na wymarcie, ale to co się ostatnio w Polsce zadziało, bardzo przyspieszy jej śmierć. Ci którzy przez te wszystkie zabawy z abonamentem od niej odejdą, nigdy już do niej nie wrócą: na zewnątrz jest zdecydowanie ciekawsza oferta. Jedyne co może trzymać przy telewizji to transmisje sportowe. Ale mnie to nie dotyczy. 

Obejrzałam trzy sezony Masters Of Sex i czekam na czwarty

Uczyłam się o nich na studiach. Pamiętam, że gdy wtedy czytałam o wynikach tych  badaniach, rozpalało moją wyobraźnię to, jak im się udało to zorganizować.  Ale o tym jest najwięcej tylko w pierwszym sezonie. Potem powoli coraz więcej jest o komplikacjach uczuciowych prowadzących te badania i ich bliskich i tym samym serial coraz bardziej przypomina inne tego typu snuje. Co nie znaczy że nie wciąga. Jako wisienka na torcie jest jeszcze stylistyka połowy XX wieku.

Ale żeby nie mieć poczucia straconego czasu, gapiąc się w ekran robię jednocześnie na drutach, aktualnie mam na nich moją pierwszą chustę robioną techniką mosaic knitting


W przerwach robię kolejne podejścia plisy kamizelki -jak dotąd wszystkie nieudane (po prawej jedna z tych prób).


Plisa ma być w jednym kawałku, robiona na okrągło, ale cały czas nie jest to to, o co mi chodzi.

 

Jak na to jak długo nie było mnie w kinie, filmów dużo do zobaczenia nie mam.

Czerwony żółw został wybrany w ramach projektu Scope, w którym w tym roku nie brałam udziału. Robiłam tam za dinozaura - gdybym w tym roku brała udział w projekcie nie zagłosowałabym na ten film.


Ale młodym się ten film podoba. Bardzo prosta animacja Bez słów, nie przeładowana efektami dźwiękowymi opowieść o rozbitku, który rozpoczyna życie na bezludnej wyspie. Potem pojawia się kobieta i robi się z tego opowieść o życiu.Podobno jest to bardzo głębokie, jak dla mnie w jedynie w poziomie kabotyństwa.

Z pamiętnika wk ... konsumentki  

Irytacji we mnie moc. Ostatnio wpienił mnie brodzik. Bo ja tu się szykuję do remontu, myśląc jak by tu się wygodnie urządzić na starość, zrobić prosto i solidnie by łatwo było koło tego chodzić i na długo starczyło. A tymczasem jakość tych rzeczy jest taka, że chcieć można wprawdzie dużo, ale na nic nie można liczyć.  Myślałam, ze w niebieskiej łazience muszę tylko wymienić podłogę, a tymczasem po pięciu latach z brodzika odpryskuje lakier.

Brrr ...



poniedziałek, 26 czerwca 2017
Al-Kalina

Al-Kalina, czyli zrobione na Szarotkach twarzowe zdjęcie kobiety w pewnym wieku

 

Jeżeli chodzi o druty mam zwyżkę formy, czyli cały koszyk pomysłów, a czas pokaże jak będzie z ich realizacją.

Bo czasu brak - jest co robić. 


Za grosz nie ma we mnie wiary, że to coś da. Ale taki Marsz dla puszczy to też i piknik towarzyski, okazja do spotkania znajomych, posiedzenia wieczorem w jakiejś knajpie na chodniku i popicia wina.  

Rzutem na taśmę, w ostatni dzień zwolnienia wymieniłam w kuchni zlew. Blat to zbrojony beton, więc demolka była absolutna.

Na razie posprzątałam kuchnię

I po wielu latach mam wreszcie niecieknący, łatwy w utrzymaniu, nie zachodzący teiną zlew


Popsuł mi się telewizor, co oznacza koniec z oglądaniem Netflix'a na kanapie. Z uwagi na pomysły z abonamentem nowego telewizora nie kupię, dużego monitora też nie, bo są jakoś absurdalnie drogie (50 calowy telewizor można dostać już za tysiąc złotych, monitor tej wielkość i kosztuje 8 razy więcej).

A do sprzątania, czy prac w ogrodzie polecam takie trzymadełko, idealne do słuchania audiobooków.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli