piątek, 25 sierpnia 2017
Przeczytane 2017

Mam taki plan, by parę rzeczy odświeżyć, poukładać. I książki (przynajmniej niektóre) nie przelatywały przez głowę, robić notatki.  

Antysemityzm Bożena Keff


Jak w tytule. Dobrze napisana, z tym że na bardzo ogólnym, podstawowym poziomie, bez zagłębiania się w szczegóły. Bardziej publicystyka, niż praca naukowa. 

Starożytność

Żydzi w jeden dzień w tygodniu nie pracowali, uznając go za dzień odpoczynku, szabat. Inne kultury nie miały wtedy takiego regularnego dnia odpoczynku. Wg Swetoniusza, nie pracować co siódmy dzień to jakby tracić 1/7 życia.

Poza zaratustrianami, jedynie Żydzi byli monoteistami. Przez około 50 lat po śmierci Jezusa znaczenia słów „Żydzi" i „chrześcijanie" w dużej mierze się pokrywały.

Ówczesne stronnictwa religijno-polityczne:

Faryzeusze - najpopularniejsi, byli świeckimi „pobożnymi" i reprezentowali najszerszy nurt judaizmu w czasach Jezusa i Pawła. Biegli w interpretacji Starego Testamentu, politycznie wykazywali umiarkowanie. Nie podsycali marzeń o niepodległości, nie chcieli hellenizacji, ani romanizacji i chcieli zostać przy swojej tradycji, w warunkach, jakie były możliwe. Będąc realistami uważali, że nie da się wygrać walki z Rzymem. Kiedy cesarz Hadrian postanowił w miejscu Jerozolimy założyć rzymską kolonię wybuchło kolejne powstanie. Przywódcą był Bar Kochba (Syn Gwiazdy) i niespodziewanie Żydzi wyzwolili całą prowincję wraz z Jerozolimą, zadając Rzymowi ciężkie ciosy. Tyle, że po dwóch latach walk i dwóch latach panowania Bar Kochby w 135 roku Rzymianie odbili Jerozolimę i po upadku ostatniej twierdzy wojowników Bar Kochby – Betaru nastąpił ostateczny koniec Jude i Żydzi stracili swoje miejsce na ziemi.

Saduceusze -wywodzący się z najbogatszych warstw społecznych, związani z kastą kapłanów i świątynią w Jerozolimie. Zawsze dostosowywali się do władzy politycznej, dawniej greckiej, w czasach Jezusa — rzymskiej, co dawało im pewną swobodę działania i przewagi nad innymi odłamami; prowadzili handel wokół świątyni. W poglądach byli racjonalni, nie wspierali tendencji mistycznych, odrzucali istnienie aniołów i życia po życiu, a nacisk kładli na rytuały. Annasz i Kajfasz, prześladowcy Jezusa z Ewangelii, byli saduceuszami.

Zeloci - fundamentaliści. Obecność i obyczaje Rzymian często obrażały ich obyczaje i ład religijny. Najbardziej radykalni z zelotów, tzw. sykariusze (od gr. sikami — sztylety) chodzili z ukrytymi w ubraniu sztyletami lub nożami i zabijali tych, którzy, w ich ocenie, byli odstępcami religijnymi. Chcieli walki z Rzymem i walczyli z nim. W roku 66 n.e. bronili twierdzy Masada. Było ich około 1000 przeciwko 5000 rzymskich żołnierzy wspieranych przez 9000 niewolników i najemników. Dowódcą zelotów był Eleazar ben Jair. Zeloci nie poddali się, ale popełnili zbiorowe samobójstwo. Każdy mężczyzna zabił swoją żonę i dzieci, następnie wylosowano dziesięciu, którzy zabili pozostałych mężczyzn, wreszcie jednego, który zabił swoich towarzyszy walki i sam w końcu popełnił samobójstwo.

Esseńczycy - mieszkali we wspólnotach typu klasztornego, jak mnisi, na uboczu, skromnie, dzieląc wszystko, co posiadali. Oczekiwali apokalipsy, końca świata ziemskiego. Nie uczestniczyli bezpośrednio w kulcie sprawowanym w świątyni. Część z nich żyła w celibacie, co w judaizmie było ekstrawagancją, a część w małżeństwach. Zajmowali się przepisywaniem tekstów religijnych, komentowaniem ich i studiowaniem. Dopuszczali podobno możliwość walki z Rzymem, ale nie naciskali na to.

Nazarejczycy - odłamem judaizmu. Wyznawcy Jezusa jako Mesjasza, nie uważali się za osobną religię. To dopiero zmienił św. Paweł (którego hebrajskie imię brzmi Saul). Jako nawrócony na chrześcijaństwo faryzeusz przyłączył się w Jerozolimie do tych nazarejczyków, których dziś nazywa się Pierwotnym Kościołem. Przewodził temu zgromadzeniu Jakub Sprawiedliwy, o którym pisze się, że był bratem Jezusa. Wyznawcy wierzyli w Mesjasza Jezusa, ale jednocześnie bardzo gorliwie przestrzegali prawa Mojżeszowego i obyczajów żydowskich. Paweł, już jako chrześcijanin, sporo jak na tamte czasy podróżował i zauważył, że dla chrześcijan nie-Żydów żydowskie obyczaje były dość kłopotliwe. Uznał więc, że można zwolnić tych, którzy nie są Żydami z urodzenia, od przestrzegania ich. Nie jest ważne, czy są obrzezani, czy jedzą zgodnie z zasadami koszeru, oddzielając potrawy mięsne od mlecznych. Ważna jest istota wiary. W ten sposób zuniwersalizował tę wersję judaizmu, w której wierzono w Mesjasza Jezusa, syna Boga, Zbawiciela wszystkich ludzi, zwaną już potem powszechnie chrześcijaństwem.

Średniowiecze

Po raz pierwszy nieszczęścia na masową skalę spotkały Żydów w czasie wypraw krzyżowych.

Latem 1096 roku na wezwanie papieża wyruszyła pierwsza krucjata, która miała za zadanie odbić Jerozolimę z rąk Turków. Ale zanim uczestnicy wyprawy opuścili Europę — a przemieszczali się głównie piechotą — uświadomili sobie, że przecież w ich własnych krajach żyją zabójcy i wrogowie Boga. Prosty lud, któremu zapowiedziano, że cokolwiek zrobi w czasie wyprawy, nie będzie w tym grzechu, i że wszyscy jej uczestnicy będą zbawieni, ruszył zabijać Żydów. Całe gminy, rodziny z dziećmi i starszymi ludźmi chronili się w opactwach, w zamkach książąt, pod których opieką się znajdowali, gdzie często starano się im pomóc, ale najczęściej bezskutecznie. Padali ofiarą strasznych rzezi, grabieży i gwałtów. Życie ocaliło tych niewielu, którzy zdecydowali się zmienić wiarę lub którzy przyjmowali chrzest pod przymusem.

XV wiek, przyniósł misteria pasyjne. Ludzie godzinami ze wzruszeniem, z grozą i zaangażowaniem oglądali widowisko, które długo i bardzo szczegółowo opowiadało o wymyślnych torturach, jakie Żydzi zadawali Zbawicielowi. Kiedy widowisko się kończyło, nieraz ruszali szturmem na dzielnicę żydowską - mieli przecież oprawców Boga pod ręką - żeby tam rozładować furię i „pomścić Boga. Żydzi musieli nosić piętnujące oznaki na ubraniu: żółte koło, łatę lub kapelusze specjalnego kroju, i pod groźbą poważnych kar nie wolno im było pokazać się w dzielnicy chrześcijańskiej bez tego znaku. Takie oznaki w średniowieczu nosiły też inne stygmatyzowane grupy ludzi: prostytutki, dłużnicy, potem ci uznani za heretyków. Niemniej Żydzi należeli do tej napiętnowanej grupy, niezależnie od tego, czym się trudnili i co zrobili.

Już w XII wieku we Francji, na mocy wyroku sądu, po raz pierwszy spalono Talmud.Pierwszym dzieckiem rzekomo zabitym przez Żydów dla uzyskania krwi miał być chłopiec o imieniu William, z miejscowości Norwich. w Anglii. Działo się to w roku 1144. Znaleziono zwłoki chłopca i uznano, że zabili go Żydzi. Od tamtej pory podniesiono przeciwko Żydom w całej Europie setki  oskarżeń o zabójstwa dzieci, a ich następstwami często były napady i morderstwa Żydów. Dzieci powszechnie traktowano źle; często okrutnie bito, straszono, głodzono, zamykano w komórkach lub piwnicach, bo wszystko to uznawano za środki wychowawcze. Przypadki zaginięcia, może ucieczki z domu, bywały pretekstem do wybuchu nienawiści i do ataku na Żydów - do bicia, mordowania, rabunku, bo tak się zazwyczaj kończyły te oskarżenia. Zdarzało się też, że rodzice ukrywali swoje dziecko i szantażowali Żydów, że jeśli nie dostaną pieniędzy, oskarżą gminę o porwanie i mord. Czasami podrzucano zwłoki dzieci albo dzban z krwią w żydowskich częściach miasta.

We Francji Filip Piękny w XVI wieku zakazał oskarżeń o mord rytualny, ponieważ szantaże i wymuszenia były już zbyt oczywiste. Ale jednak wiara w mord rytualny przetrwała wieki. Ostatni proces pod tym zarzutem odbył się w Rosji w 1911 roku; oskarżony w końcu został uniewinniony. Ostatni pogrom z mordowaniem Żydów pod pretekstem mordu rytualnego odbył się w Polsce, w Kielcach, w 1946 roku.

W 1247 roku papież Innocenty III wydał bullę, w której wykazywał nieprawdziwość przesądów o mordzie rytualnym i wzywał do zaniechania napaści. Zazwyczaj te wezwania były bezskuteczne. Na darmo podkreślano także, że Żydów obowiązuje religijny i rytualny zakaz spożywania krwi, pod jakąkolwiek postacią (ten zakaz jest jedną z podstaw zasad koszeru).Kiedy na soborze laterańskim w 1215 roku przyjęto dogmat o transsubstancjacji, czyli o dosłownej przemianie i obecności ciała Jezusa, bożego ciała, w opłatku/hostii, pojawiło się mnóstwo opowieści o tym, jak Żydzi profanują poświęconą hostię. Polska antropolożka Joanna Tokarska-Bakir utrzymuje, że ponieważ dogmat o transsubstancjacji, czyli przemianie, jest dziwną i trudną konstrukcją myślową dowodem na jego prawdziwość miała być żydowska skłonność do przelewania krwi Chrystusa, w tym wypadku wydobywanej z hostii. Długosz, w swoich Rocznikach z 1399 roku opisał jedną z najbardziej znanych legend, którą traktował niezwykle poważnie. Otóż kilku Żydów z Poznania chciało sprawdzić, czy hostie są rzeczywiście ciałem Jezusa. Przekupili więc pewną służącą u nich chrześcijańską dziewczynę, o imieniu Krystyna, która przyniosła im z kościoła hostię. Żydzi jęli kłuć nożami hostię, z której trysnęła krew, a kiedy przerażeni chcieli ją zakopać, uniosła się w powietrzu i umknęła im.Kolejny przesąd dotyczył roznoszenia przez Żydów epidemii, czyli zarazy.

W rok po „krucjacie pastuszków" w lecie 1321 roku pojawiła się wiadomość o tym, że Żydzi wraz z trędowatymi uknuli spisek, aby wytruć wszystkich chrześcijan. Trzeba było, jak uważa Joshua Trachtenberg, dołożyć coś jeszcze straszniejszego do rzekomych zbrodni żydowskich, żeby nie mieć poczucia winy z powodu już dokonanych na nich rzeziach. Truciznę, złożoną z ludzkiej krwi, moczu, trzech tajemnych ziół oraz roztartej na proszek poświęconej hostii - konieczny składnik magiczny - Żydzi, jak mówiła wieść, dawali trędowatym, a ci wrzucali ją do studni. W innej wersji Żydzi robili to na polecenie najgorszych wrogów chrześcijaństwa, muzułmanów, króla Granady i Tunisu, lub po prostu na polecenie samego szatana. Była' to pierwsza wiadomość o powszechnym spisku żydowskim. Kiedy więc w latach 1347 do 1350 zapanowała w Europie dżuma, Żydów oskarżano o zatruwanie studni i rozprzestrzenianie plagi. Znów nastąpiły napaści, rzezie, rabunki i wypędzenia.

W roku 1348 papież Klemens IV wydał bullę, w której bronił Żydów przed tymi zarzutami, wskazując na to, że i oni sami umierają od epidemii, a epidemia panuje także tam, gdzie ich nie ma, ale te racjonalne słowa niewiele zdziałały.

Postawę chrześcijan wobec Żydów można podsumować powiedzeniem Erazma z Rotterdamu: Jeżeli nienawiść do Żydów jest warunkiem dobrego chrześcijanina, to wszyscy jesteśmy dobrymi chrześcijanami.

Żydzi w Polsce

Według źródeł historycznych na początku stosunki pomiędzy Żydami i ludnością miejscową były dobre, a z punktu widzenia papieża i kleru — wręcz niebezpiecznie dobre.

Już więc w drugiej połowie XIII wieku duchowni, pod przewodem przysłanego z Rzymu biskupa Gwidona, po synodzie we Wrocławiu w 1267 roku i późniejszych synodach w Budzie i w Łęczycy podjęli uchwały, które miały nie dopuszczać do zbytniego zbliżania się Żydów i chrześcijan. Podobnie jak wcześniej na Zachodzie. Żydom nakazano mieszkać w osobnej dzielnicy, odgrodzonej od dzielnic chrześcijańskich murem, płotem lub rowem.W połowie XIV wieku do Polski napłynęła kolejna fala uchodźców z Zachodu; tym razem byli to ci, których nękano w czasie epidemii dżumy. Choroba pojawiła się także na ziemiach polskich – pogromach zabito wtedy około 10 tysięcy Żydów, oskarżanych o roznoszenie zarazy.

W XV wieku w statutach nieszawskich z roku 1454, Kazimierz Jagiellończyk ograniczył prawa Żydów. Działo się to przy gorącej agitacji Jana Kapistrana, ówczesnego legata papieskiego, wielkiego przeciwnika Żydów i heretyków, przekonanego o tym, że jedynym, czego pragną Żydzi, to krew chrześcijańska. Ograniczono wówczas prawa Żydów do osiedlania się, choć i wcześniej nie wszędzie mogli zamieszkiwać. Poddano ich także władzy szlachty, na której ziemi mieszkali (wcześniej podlegali tylko królowi). Często Żydzi reagowali na to chętnie, ponieważ przenosząc się do dóbr szlachty, unikali konkurencji z chrześcijańskim mieszczaństwem, która stawała się coraz trudniejsza.Niemniej od XIII do XVII wieku Polska była europejskim centrum życia społecznego i kultury żydowskiej. W połowie XVI wieku na ziemiach polskich żyło już około 80% wszystkich Żydów.

W latach 1581-1764 działał w Polsce żydowski Sejm Czterech Ziem (Waad Arba Aracot), nazwany tak od czterech części Polski, z których pochodziło 30 żydowskich reprezentantów. Była to ustanowiona przez Batorego w roku 1580 instytucja żydowska, mająca na celu ściąganie podatków, która z czasem przybrała formę prawdziwego sejmu. Reprezentanci poszczególnych ziem stanowili wierzchołek reprezentacji samorządu żydowskiego. Na poziomie lokalnym funkcjonowały kahały, czyli gminy żydowskie. Rządzili nimi najbogatsi, tzw. starsi kahalni lub burmistrzowie kahalni. Jak wszędzie, ponieważ byt Żydów zależał od pieniędzy, bogaci członkowie gminy odgrywali bardzo znaczącą rolę, i niejednokrotnie jej nadużywali. Żydzi mieli swoje własne sądownictwo, administrację, zarządzanie podatkami, które potem płacono szlachcie lub do skarbca królewskiego, a także edukację, czyli szkoły i jesziwy, uczelnie religijne dla chłopców. Kahał wyznaczał rabina, który był jego urzędnikiem. Gmina najmowała także lekarza (dla zamożniejszych) i balwierza dla mniej zamożnych, byli też pielęgniarze i, bardzo rzadko, apteki. Do szkoły chodzili wszyscy chłopcy, bogaci i średnio bogaci, biedni i najbiedniejsi (ci na koszt gminy); uczyli się czytać i pisać od trzeciego roku życia.

Okres wojen z Chmielnickim w historiografii żydowskiej nazwano Gezerah - wielką katastrofą - i uważa się go za symboliczny koniec pomyślnego okresu w historii polskich Żydów.

Wiek XVIII i XIX. 

Monteskiusz Listy perskie:

Religia żydowska to stary pień, który wydał dwa konary chrystianizm i mahometanizm. Albo raczej to matka, która zrodziła dwie córki, te zaś zadały jej tysiące ran.

Pierwszy projekt emancypacji Żydów pojawił się w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w roku 1793. Potem idee emancypacji wcielał w życie spadkobierca rewolucji, Napoleon Bo­naparte. Zmieniał prawo zarówno we Francji, jak i w kolejno podbijanych krajach. Ponieważ w poszczególnych księstwach niemieckich prawa równające Żydów wprowadzili okupujący teren Niemiec Francuzi, przeciwnicy emancypacji twierdzili, że jest to „francuska" i narzucona idea. Kiedy Napoleon został pobity, niemieccy konserwatyści wracali w wielu wypadkach i na pewien czas do dawnych dyskryminujących Żydów praw.

W Polsce Sejm Wielki (1788-1792) zajmował się głównie sprawą mieszczan. Stanisław Staszic i Hugo Kołłątaj, którzy byli zwolennikami reform na rzecz mieszczan, zdecydowanie przeciwstawiali się włączaniu do praw miejskich tych Żydów, którzy już mieszkali w miastach lub chcieli w nich osiąść.

Oddanym i bliskim przyjacielem Mickiewicza w ostatnim okresie życia był Armand Levy, francuski Żyd, wcześniej uczestnik Wiosny Ludów, po śmierci Mickiewicza uczestnik Komuny Paryskiej. Legion, który Mickiewicz chciał sformować w roku 1855 miał być legionem żydowskim czy polsko-żydowskim. Miało to swoje realne podstawy, Żydzi w obrębie imperium carskiego byli bowiem wcielani do wojska od lat 12 lub nawet czasem od 7. roku życia i służyli, jak wszyscy, przez 25 lat. Kandydaci do legionu Mickiewicza byli jeńcami lub zbiegami z armii rosyjskiej, którzy mogliby przystać do legionu polskiego.Ogromna większość Żydów na dawnych terenach Rzeczypospolitej żyła w biedzie, często w nędzy. Część tych ziem przypadła Prusom.

Tak Heine widział polskich Żydów, kiedy odwiedził region, który dawniej wchodził w skład terytorium Polski:

Między chłopem a szlachcicem stoją w Polsce Żydzi. Tworzą oni przeszło czwartą część ogółu ludności, uprawiają wszystkiego rodzaju rzemiosła i mogą być nazwani trzecim stanem Polski. (...) Każdy szlachcic ma Żyda na wsi lub w mieście, którego nazywa faktorem i który załatwia dla niego wszystkie zlecenia, zakupy, sprzedaże, zasięga informacji itd. Oryginalna instytucja, która jaskrawo wskazuje na zamiłowanie do wygody wśród polskiej szlachty. Zewnętrzny wygląd polskich Żydów jest okropny (...). Jednak wstręt ustąpił wkrótce miejsca współczuciu, gdym się przypatrzył bliżej położeniu tych ludzi i gdy ujrzałem nory podobne do chlewów, w których mieszkają, szwargoczą, modlą się, szachrują i klepią biedę.

W 1897 roku odbył się w Bazylei pierwszy kongres syjonistów. Rozwijano ideę niezależnego państwa żydowskiego, w którym zamieszkać mogliby wszyscy Żydzi, którzy by tego chcieli.

W 1973 Wilhelm Marr wydał Der Sleg des ]udenthums liber das Germandethum (Zwycięstwo żydostwa nad światem germań­skim), która "symbolizuje przyszłość". Marr wypowiada się w niej jako syn narodu niemieckiego podbitego i ujarzmionego przez Żydów, przez żydowski kapitał. Żydzi uderzają w świat nieżydowski, ograbiając go z zasobów ekonomicznych znanymi sobie od dawna sposobami, co zasila ich moc polityczną, a ta z kolei pozwoli im na przejęcie władzy. To Marr utworzył słowo „antysemityzm".

Ponad dwadzieścia lat po śmierci Wagnera młody filozof austriacki, Otto Weininger, obejrzał w Bayreuth  operę Wagnera Parńfal i napisał potem w swojej rozprawie Płeć i charakter, że opery tej żaden Żyd nie jest w stanie pojąć. Sam Weininger jednak pojął, choć był Żydem, gdyż, jak sam by zapewne powiedział, zwalczył w sobie Żyda na tyle, żeby móc podziwiać pewne duchowe treści aryj­skiego z natury chrześcijaństwa. Książka Weiningera jest często uważana za najskrajniejszy przejaw żydowskiej samonienawiści. Autor podzielił w zasadzie ludz­kość na dwie części: do prawdziwej ludzkości należą mężczyźni, Aryjczycy czy też Indo-Germanie, a do tworów ludzkopodobnych - Żydzi i kobiety. Zarówno Żydzi, jak i kobiety, opowiada Weininger czytelnikom, są tworami pozbawionymi duchowości, aktywności, twórczości. Są jak puste skorupy. I Żydzi, i kobie­ty są, jak pisze młody autor, ze swojej istoty niewolnikami i nie potrafią być wolni. Są przeciwnikami wolności, indywidualizmu i twórczości. Nie mają nawet na tyle głębi duchowej, by w coś wierzyć, nie znają uczuć religijnych, choć kobiety, poza Żydów­kami, czasami wierzą w mężczyznę, którego pożądanie nadaje im jedyną wartość, jaką mogą uzyskać w swoim życiu. Kobiety, pisze Weininger, skoncentrowane są tylko na stosunkach seksualnych i na niczym innym nie chcą i nie potrafią skupić uwagi. Żydzi skoncentrowani są na konkretach, na towarach, na rzeczach. Za­równo kobiety, jak i Żydzi gardzą samymi sobą. Weininger, po­dobnie jak inni prawicowo zorientowani twórcy, przeciwstawiał życie czysto duchowe wartościom materialnym. Weininger był Żydem i prawdopodobnie nie był heterosek­sualny. Jego antysemityzm, homofobia i antyfeminizm uderzyły ze skrajną niszczącą psychicznie siłą w niego samego. Dwa lata po sukcesie swojej książki popełnił samobójstwo. Praca Weiningera, prostacka, dyletancka, nielicząca się ani z historią, ani ze znaczeniami kultury (pisał na przykład, że męż­czyźni Chińczycy są „kobiecy z natury", ponieważ noszą warko­cze), cieszyła się jednak wielkim powodzeniem w całej Europie. Zaspokajała potrzebę uzasadniania pogardy zarówno wobec ko­biet, które domagały się w tym okresie emancypacji i praw poli­tycznych, jak i wobec Żydów, coraz bardziej obecnych w społeczeństwach Europy na pozycjach, jakich dawniej nie zajmowali. Weininger stał się postacią emblematyczną, przykładem ży­dowskiego samopotępienia, przykładem nieszczęsnego Żyda antysemity.

W Rosji Żydzi stanowili najliczniejszą grupą wywrotową, ich odsetek wśród więźniów politycznych podwajał się z dekady na dekadę, dochodząc do 29% w latach 1902-1904

 

XX wiek

O XX wieku dowiedziałam się niewiele nowego. Chociaż nie zdawałam sobie sprawy, ze „nawrócenie” Kossak-Szczuckiej wcale nie było aż jednoznaczne. Protestowała przeciwko fizycznej eksterminacji narodu żydowskiego. Zdania na temat samych Żydów nie zmieniła. W drugiej części swojej odezwy pisała: 

Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie - to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

niedziela, 20 sierpnia 2017
Zasada NNPD

NPPD - czyli nigdy nie dojadaj po dziecku. Złamanie tej zasady, plus wcześniejszy powrót do alkoholu (np. wczorajsze dwie butelki wina to 1000 kcal) kosztowało mnie 4,5 kg to przodu. Boli. Tym bardziej, że już witałam się z gąską i byłam w połowie drogi do wciśnięcia się w stare Lewisy. Z drugiej strony mam spory problem z zastosowaniem się do zasady NNPD, bo jak wiele osób wychowanych przez osoby, które przeżyły wojnę, nie do przeskoczenia jest dla mnie wdrukowana przez babcię zasada NNWJ (nigdy nie wyrzucaj jedzenia).

Mój wnuk, podobnie jak kiedyś mój syn, kocha zwiedzać. Pojechaliśmy więc do Malborka zobaczyć największy na świecie zamek z cegieł.

Spędziliśmy też tam popołudnie w Dinoparku, o którego istnieniu dowiedziałam się od wnuka.

Wprawdzie trochę już wyrósł z ruchomych makiet smoków i dinozaurów (pamiętam jego zachwyt gdy zobaczył makietę T-rexa w National History Museum, ale za to bardzo mu się spodobało odkopywanie w piaskownicy szkieletu dinozaura.

Po powrocie z Malborka wnuk był tak nakręcony na dalsze zwiedzanie, że gdy dowiedział się że w Wwie jest Zamek Królewski, koniecznie chciał go zobaczyć, Nie zraziło go to, gdy uprzedziłam go, że to raczej pałac, nie zamek i okazało się, że to ja go nie doceniłam - chodził ze słuchawkami na uszach i sadząc z zadawanych przez niego dodatkowych pytań, uważnie tego słuchał.

Następnym razem umówiliśmy się na zwiedzanie Krakowa i Wieliczki.

Jak już byliśmy na Starym Mieście poszłam z nim na lody koło Barbakanu. A tam szok. Upał, środek lata, a lodziarnia pusta.

W spadku po wnuku została mi na komputerze fajna darmowa gra, City mania. Na początku nie wiedzieliśmy co i jak i dokupywaliśmy żetony, ale potem, jak połapaliśmy się co i jak, zrozumieliśmy, że nie jest to konieczne. Polecam. Ciekawe czy uda mi się od tego odspawać - jak na razie czarno to widzę, wnuk wyjechał, a druty i Kindle dalej leżą odłogiem.


Od jutra wdrażam powrót kolejny plan naprawczy. Ale już teraz powoli wtapiam się w rzeczywistość alternatywną. Bo dzieje się w niej wiele i ciekawie.

W sobotę byłam na świetnym spektaklu: Wbrew swojej woli, Grupy Supermarket.

Dwa monodramy. Pierwszy na podstawie Spowiedzi Całka Perehodnika, drugi na kanwie historii Alexa Kurzema, białoruskiego żydowskiego siedmiolatka, który cudem ocalały z rzezi swojej rodzinnej wioski, został przygarnięty przez dowódcę komanda Waffen SS, został najmłodszym żołnierzem III Rzeczy, gwiazdą niemieckich filmów propagandowych ... itd. Gdy po wyjściu gadaliśmy o tym co zobaczyliśmy, niektórym przeszkadzało to, że drugi monogram miał momenty kabaretowe, przez co "przyćmił" grozę opowieści Perehodnika. Ale jeżeli chodzi o mnie wyszłam zachwycona tym jak to było zrobione i jak zagrane.

Spektakl odbył się w ramach obchodów 75-rocznicy likwidacji otwockiego getta.

W rzęsistym deszczu odsłonięto tablicę, złożono wieńce na pamiątkowym kamieniu w otwockim lesie. Miejscowych było bardzo mało. Chyba nie tylko dlatego, że padał deszcz.

A u Gumisia widać światło w tunelu - remont jest na tyle opanowany, że mogę się już tam zwalać na weekend. 


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Nie opublikowałam tekstu w zeszłym tygodniu i nawet po tak krótkim czasie widzę, że ten nieopisany tydzień trochę się mi w pamięci "zatarł". Bo chociaż ten blog nie aspiruje do bycia dziennikiem, to regularność publikowania kolejnych odcinków pośrednio wymusza na mnie "podsumowanie tygodnia". Najwyraźniej brak takiego podsumowania przyspiesza przykrywanie wszystkiego mgłą niepamięci. A może mylę skutek z przyczyną? Bo od dłuższego czasu wszystko idzie nie tak. Przemyka mi przez głowę czasami myśl, że powodem odczuwalnej utraty kontroli nad własnym czasem jest zastąpienie komputera komórką (i neurotyczne przeglądanie Twittera). To, że z trudem, ale jeszcze nad tym wszystkim panuję zawdzięczam temu, że ostatnio byłam na kilku zwolnieniach i mogłam sporo czasu spędzić ze słuchawką w ręku, odnosząc kilka sukcesów.
Ale zanim się ogarnę - wstępnie mam tego dokonać na jesiennym, trzytygodniowym turnusie sanatoryjnym w Krynicy Zdroju - zdobywam kolejne sprawności jako babcia. Na razie ciągle jeszcze żyję z wnukiem w kompatybilnych światach. Tu i tam jest Netflix. Jak okazało się, że nie zabrał ze sobą swojego ukochanego audiobooka, szybko został kupiony na Amazonie. Ale ciekawe jak długo jeszcze? Gdy wylądowałam późno wieczorem na Heathrow, do bramek dla legitymującymi się paszportami UE podchodziło się bez kolejki, pozostali byli skazani na długie stanie. Mijając ten tłum pomyślałam, kiedy znów będę musiała stać razem z nimi. Na razie, jeszcze jako część Europy, pewnie po części z powodu przeszłych doświadczeń zawodowych - porównuję systemy edukacyjne.
I tak gdy przyszło do liczenia punktów po skończonej grze odkryłam, że mój wnuk jest uczony matematyki tak samo jak mojego ojca uczono w gimnazjum Marianów i jak później uczył mnie i moje dzieci. Czyli liczenia po cichu w pamięci, bez paluszków, bez kartki i ołówka i innych zbędnych pomocy naukowych.
Nie wiem czy w szkole Tomka są tablice multimedialne, ale patrząc na  to, jak na co dzień stosują stare sprawdzone rozwiązania, nie zdziwiłabym się, gdyby ich nie było. Na przykład czytanie książek: jest dzienniczek, w którym rodzice "rozliczają" się z przeczytanych przez dziecko książek.



Z kolei jak byłam z nim w British Museum zobaczyłam mądrze prowadzoną politykę historyczną. Tomek sporo wie o historii Anglii między innymi dzięki takim książkom. 

I uprzedzając komentarze - Tomek ma swoje mocne strony, ale nie jest żadnym wzorowym uczniem, ma przeciętne oceny. Tyle, że patrząc na niego (i jego kolegów) nie widzę by posyłanie czteroletnich dzieci do szkoły było zbrodnią. Ps. jak opowiadam o tym Gumisiowi, ona potwierdza bo podobnie opowiada Patrycja o angielskiej szkole swoich siostrzeńców.  
Byłam też w Kidzanii. Wnuk ma jakieś dziwne ciągoty. Od razu zaciągnął mnie tam gdzie mu się poprzednio najbardziej podobało, czyli do dentysty. Operował też psa i jeździł karetką pogotowia. Jeden z jego pradziadków był lekarzem - więc kto wie?

Poza tym piekł ciasteczka (w tej grupie był jedynym chłopcem) i pisał reportaż (wcześnie musiał zebrać na mieście "materiał".

Na koniec założył konto w banku - pod koniec, ponieważ nie miał wystarczającej sumy pieniędzy, która uprawniałaby go do założenia konta, zarabiał jako kurier.


To co mnie zdziwiło, to ogromna przewaga dzieci kolorowych, z tym że podejrzewam że byłam jedyną, która na to zwróciła uwagę. W Kidzanii, czy w londyńskim parku wszystkie dzieci bawią się razem. Pocieszające, że są jeszcze wyspy normalności. Na marginesie: patrząc na pracowników Kidzanii zastanawiałam się, gdzie jest jeszcze gorzej? Co 20 - 30 minut powtarza się tę samą sekwencję. Ile razy można mówić to samo? Do tego dziecięcy gwar + głośna muzyka.
Zanim zostałam z wnukiem, przez dwa dni zwiedzałam angielski interior - nigdy wcześniej nie wyściubiłam nosa poza Londyn (Oxford czy Windsor się moim zdaniem w tej konkurencji "nie liczy").
Byłam w Battle


Byłam w Hastings


Ale najbardziej "poczułam angielską prowincję, gdy szłam lokalną drogą z Battle na camping, na którym mój wnuk razem ze swoimi rodzicami spędzał weekend w namiocie na hipsterskim campingu, bez prądu, ciepłej wody itp.  

Ojej jak tam jest ślicznie! Idzie się drogą i wokół tylko zieleń Te same widoki gdy jedzie się przez Anglię. Szosa, a wokół zieleń. Nad tym krajem ani przedtem, ani teraz nie latały srające betonem ptaszyska. 

Tylko te kamienne plaże nie budzą zachwytu. Po prawej stronie zdjęcie mew w rozmiarze mumbo-jumbo. Na każdym kroku wiszą ogłoszenia by ich nie karmić, a co jedna do grubsza.

W 300-letnim hotelu George Herculesa Poirot na śniadaniu nie spotkałam, może dlatego że nie serwowano śniadań. Za to w Hastings spałam w hotelu z widokiem na morze.

Z pamiętnika wk ... konsumentki  

Poczta w Brwinowie. W telefonie były trzy awiza, ale pani wydała mi pięć listów poleconych (w skrzynce nie było ani jednego awiza, więc wiedziałam tylko o tych w telefonie). Ale wiedziałam,  że powinien być jeszcze jeden - kupiony w necie kabel do ładowania Fitbita. Pani w zaparte twierdziła, że takiej paczki nie było. Odszukałam numer do sklepu gdzie kupiłam kabelek, poprosiłam o numer przesyłki i przekazałam pani w okienku. W tej sytuacji przyparta do muru, musiała przyznać mi rację po długim poszukiwaniu nawet udało mi się ją odebrać. Nawet nie mogę zwalać to na IV RP, bo i w tamtej demokratycznej, poczta w Brwi działała tak samo.

 

Trudno to nazwać ożywioną dyskusją (gdyby nie powiadomienia na mail, nie widziałabym o tych komentarzach).  Ale jak trzeba mieć zrypany beret, by zaśmiecać net komentarzami do archiwalnych wpisów. Chyba, że muszą się sprawozdawać z "wykonania". 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli