Kategorie: Wszystkie | Excel dla idiotów | Na drutach | Podróże | Przeczytałam
RSS
niedziela, 19 stycznia 2014

Śledzę uważnie program kinowy, bo chcę ułowić Życie Adeli H, w powszedni dzień i nie o 21.25 (film trwa 3 godziny). Dlatego w czwartek zauważyłam pokaz przedpremierowy Pod Mocnym Aniołem. Nabrałam ochoty, zadzwoniłam i zszokowało mnie to, że już w południe wszystkie bilety były wykupione. Na sobotnim seansie w Kinotece też tylko pojedyncze fotele były wolne. 

Film pozytywnie mnie zaskoczył. Bałam się tego, jak Smarzowski pokaże alkoholową "nieestetykę". Ale o dziwo, za bardzo ją nie epatuje, jest tego trochę, ale się w tym nie nurza.

Duch Pilcha zachowany. Aktorsko nie najgorzej, czyli dobra średnia plus kolejna wielka rola Więckiewicza i w zasadzie tylko jedna porażka - Julia Kijowska, grająca dziewczynę głównego bohatera. Fajne zdjęcia. Słowem nie najgorszy film. Tylko temat trochę odrzucający ...

Weszłam do kina w czapce, podeszłam do kasy i po kupieniu biletów postanowiłam jeszcze pójść na dworzec zobaczyć o której mam powrotny pociąg. Jak tylko wyszłam na dwór, zrobiło mi się tak zimno w uszki, że zrozumiałam że musiałam zostawić przy kasie czapkę. Wróciłam - trwało to góra minutę ... a czapki nie było. Chlip, chlip ... mam jeszcze wełnę i mogę zrobić następną. Ale niezależnie od tego co zrobię, pierwsza rzecz na liście zgubionych rzeczy już jest. I jak znam siebie, pod koniec roku, będzie na tej liście nie tylko ta cholerna czapka.

To ta czapka:


 

Jedno mnie dziwi - ona wcale nie była aż tak ładna.  Nawet w sieciówkach są ładniejsze.

Dokończyłam następną. Nazwałam ją Kilimek, jest brzydsza od tamtej (chodzi mi o nieudany czubek), ale ma przynajmniej tę zaletę, że jeszcze jej nie zgubiłam.


Niedawno Pimposhka na swoim blogu ogłosiła konkurs na kącik do dziergania, odzew był spory i tak jak się można było tego spodziewać, królowały kanapy i fotele. Nie wzięłam udziału z dwóch powodów, raz że nie lubię blogowych konkursów, dwa, że kącik do dziergania to rozwiązanie kadłubkowe, tymczasem ja wolę kompleksowe. 

Moja weekendowa czasoprzestrzeń szczęśliwości przewiduje oczywiście dziergactwo ale obok koszyczka z robótką, jest też stojący na podgrzewaczu dzbanek z gorącą herbatą, radio, laptopik, głośniczki do słuchania audiobooka (od wczoraj słucham W komnatach Wolf), aktualnie czytana książka (teraz jest to biografia Tuwima M. Urbanka), opasłe tomiszcze o Beatlesach, które czytam po kawałeczku i w tym tempie to nie wiem czy skończę przed wakacjami) oraz pilot do telewizora.

Piszę o moim uwielbieniu lenistwa otwarcie, niestety aktywność fizyczna stoi u mnie na tej samej półce co dentysta. Teraz mam jeszcze cudowną wymówkę: zanim nie zdiagnozuję do końca mojego kręgosłupa, nawet nie chodzę raz w tygodniu na jogę, bo a nuż sobie zrobię krzywdę?

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli