Kategorie: Wszystkie | Excel dla idiotów | Na drutach | Podróże | Przeczytałam
RSS
czwartek, 18 stycznia 2018
Przeczytane 2018

O tyranii Thimothy Snyder


Napisany w 2016 roku, po wygranej Trumpa esejo-poradnik, 20 porad jak bronić demokracji przed zakusami tyranów.

 1.  Nie bądź z góry posłuszny
 2.  Broń instytucji
 3.  Strzeż się państwa jednopartyjnego
 4.  Weź odpowiedzialność za oblicze świata
 5.  Pamiętaj o etyce zawodowej
 6.  Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi
 7.  Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny
 8.  Wyróżniaj się
 9.  Dbaj o język
10. Wierz w prawdę
11. Bądź dociekliwy
12. Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje
13. Uprawiaj politykę w sensie fizycznym
14. Chroń swoje życie prywatne
15. Wspieraj słuszne sprawy
16. Ucz się od ludzi z innych krajów
17. Nasłuchuj niebezpiecznych słów
18. Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój
19. Bądź patriotą
20. Bądź tak odważny, jak potrafisz

Czyta to się bardzo szybko, kolejne rozdziały stylem przypominają panelowe wystąpienia (autor jest profesorem Yale). Sporo odwołań do Polski, o której Snyder dużo wie, właśnie go wyautowali z rady naukowej Muzeum II wojny  światowej.
Na mnie spore wrażenie zrobił następujący, przytoczony przez niego fragment z czołowej gazety niemieckich Żydów, „Der Israelit”  z  2 lutego 1933 roku:

Nie zgadzamy się z poglądem, jakoby Hitler i jego poplecznicy, posiadłszy teraz władzę, której tak długo pożądali, mieli wprowadzić w życie krążące [w nazistowskich gazetach] sugestie; nie odbiorą oni nagle niemieckim Żydom praw konstytucyjnych, nie zamkną ich w gettach ani też nie wystawią ich na mordercze zapędy zawistnego motłochu. Nie mogą tego uczynić, gdyż ich władzę ogranicza wiele istotnych czynników [...] i z pewnością nie zdecydują się podążyć tą drogą. Atmosfera panująca w mocarstwach europejskich skłania do refleksji etycznej skutkującej samodoskonaleniem, nie zaś do ponownego przyjęcia wcześniejszych postaw z czasów opozycyjnych.

Dla tych, którzy nie pamiętają PRL-u, lektura obowiązkowa.

Wyjście z Egiptu Andre Aciman


Poprzedni rok zaczęłam od przeczytania przecudownej historii rodzinnej Zając o bursztynowych oczach. Ten też od nostalgicznej żydowskiej ballady, tyle że tym razem o żydach sefardyjskich.
Narrator wspomina lata 60-te, gdy jako dziecko, razem z liczną rodziną mieszkał w Aleksandrii. W tamtych latach najstarsi członkowie jego rodziny wspominali czasy gdy mieszkali w Konstantynopolu. A że historia lubi się powtarzać, kiedyś wyrzuceni z Turcji, po dojściu do władzy Nasera doświadczyli tego samego w Egipcie.
Przepięknie opisany świat, którego już nie ma.  Zamieszkały przez galerię arcyciekawych, często mocno dziwacznych postaci.

Kolej Podziemna. Czarna Krew Ameryki Colson Whitehead



Książka została wyróżniona nie tylko przez krytyków, mi.in. National Book Award 2016, Pulitzer 2017 ale i przez czytelników, m.in.  Goodreads Choice Award. Ale za co to wszystko, pozostaje dla mnie tajemnicą.
Może to przez ten deszcz nagród oczekiwałam czegoś aj-waj i stąd to rozczarowanie?. Bo jest to jedynie sprawnie napisana powieść o dziewiętnastowiecznej Ameryce widzianej oczami czarnych niewolników. Wprawdzie w tej opowieści wygląda to wszystko zupełnie inaczej niż w Przeminęło z wiatrem, ale z tym mitem chyba już dawno się rozprawili. A może nie i stąd popularność tej książki?

niedziela, 31 grudnia 2017
Przeczytane 2017

Moje tegoroczne wyzwanie czytelnicze na Goodreads, tak samo jak w ubiegłym wynosiło 52 książki.  Przeczytałam 54 (w 2016 roku: 56), czyli rok do roku, 2 książki mniej, ale za to 1200 stron więcej - nawet tu wychodzi, że książki są coraz grubsze.

 

Statystyki nie kłamią: tego roku z nosem w książce nie spędziłam:  w 2017 roku po raz pierwszy zdarzyło się tak, że częściej słuchałam, niż czytałam (jak na tę liczbę audiobooków, moje druciane osiągnięcia są więcej niż skromne). No i w zasadzie nie wychylałam się poza swój krąg kulturowy:


Nie było też dla mnie zaskoczeniem to, że częściej sięgałam po książki kupione chwilę wcześniej. Odłożone na półkę, szybko przykrywa kurz zapomnienia, z 54 przeczytanych książek, 40 kupiłam w 2017 roku. Poza jedną książką - Ginekologami, cały mój top 2017  to książki, które zaczęłam czytać zaraz po tym jak je kupiłam.

 

dobra ksiażka

Jak zawsze


Naszych bohaterów, Grażynę (77 lat) i Ludwika (81 lat) poznajemy gdy świętują 50-rocznicę wieczoru, kiedy po raz pierwszy uprawiali seks - po przeczytaniu tego, jak każde z nich się do tego przygotowywało, byłam już pewna, że kilka następnych wieczorów spędzę śledząc ich dalsze losy. A są niezwykłe -  następnego dnia rano budzą się w Warszawie 1963 i mając pełną świadomość przeżytego już razem życia, zaczynają je od nowa. Ludwik jest żonatym psychologiem, Grażyna jego pacjentką. Daleki powojenny świat wygląda podobnie (zimna wojna, blok wschodni i zachodni), tyle że Polska nie jest w bloku radzieckim, ale jest sprzymierzona z Francją. 

Książka w dużej części poświęcona temu co dzieje się wokół Grażyny i Ludwika, temu, że co by się po drodze w Polsce nie zadziało, na koniec wychodzi tak w tytule, czyli "jak zawsze". 

Zgiełk czasu

Książka występuje w wielu zestawieniach najlepszych książek 2017 roku. Ale też była przedmiotem ożywionej dyskusji na łamach Tygodnika Powszechnego, gdzie bardzo mocno zjechano jej tłumaczenie, w opinii Doroty Kozińskiej, tłumacz napisał inna książkę, dużo gorszą od oryginału.  Bardzo to możliwe, bo czytając Zgiełk czasu nie miałam wrażenia, że mam w ręku arcydzieło. z tym, że też coś więcej niż powieścidło - przede wszystkim ciekawy temat.

Książka dzieli się na trzy części, W każdej z nich opisane są kolejne epizody (rok:  1936; 1948 i 1963) "przeczołgania" przez system radziecki Dymitra Szostakowicza. Przeżył, nie był więziony, ale był tak samo złamany, a może nawet i bardziej, niż ci, którzy zaznali bezpośredniej przemocy.

Świetny obraz sparaliżowanego ze strachu artysty, którego tchórzostwo, w obliczu tego czego doświadcza, jest w pełni zrozumiałe.

Makuszyński o Jednym takim, któremu ukradziono słońce 


Tak jak zawsze u Mariusza Urbanka: dobrze napisany, ubarwiony anegdotami biogram. "Trudne" momenty pominięte, albo - jak się nie da - zamknięte w kilku zdaniach. Taki sposób pisania biografii narzuca - przynajmniej ja tak mam -  duży dystans do opisywanej postaci. Pewnie, że zdarza się i tak, że nie ma materiałów źródłowych pozwalających przybliżyć złożoność postaci, odpowiedzieć na kilka pytać, postawić jakieś hipotezy.  Tyle, że w takiej nie ma sensu przystępować do pisania biografii. 

Zero

Kolejna (po Blackoucie) katastroficzna wizja Marca Elsberga. Tyle, że tym razem autor snuje wizję, nie z gatunku "co będzie gdy ...", ale pokazuje jak może być wykorzystywany już istniejący sprzęt.  Okulary z dostępem do Internetu, pozwalające  w czasie rzeczywistym, za pomocą funkcji rozpoznawania twarzy,  identyfikować napotykane osoby a następnie szybko prezentować jej pełne dossier oraz rozpowszechniane za pomocą mediów społecznościowych aplikacje, pozwalające modyfikować zachowania ... nasz dzisiejszy świat, żadne s-f.  Dość przerażająca wizja

Słuchałam Zero, gdy zaterkotała komórka. To aplikacja Google+ przypominała mi, że  22.30 odjeżdża ostatni autobus z Brwi do Warszawy ...  Google, dzięki geolokalizacji uznał, że mimo późnej pory znajduję się poza domem (wg. niego mieszkam w Warszawie), a ponieważ kupuje bilety za pomocą aplikacji Skycash, wie że korzystam z autobusów. Ale mimo tego, Że wiem skąd miał taki pomysł, to trochę mnie to wtedy zmroziło.

Jaka piękna samotność

Przeczytałam, bo napisał to mój kolega. Gawęda Polaka na obczyźnie (Australia, rok 2000). O swoich twórczych niemocach, patchworkowych związkach, rodzinnych historiach, wszystko skąpane w niepowtarzalnym klimacie domów przedwojennej inteligencji.

Dla mnie ciekawe, bo pamiętam tamten dom na Żoliborzu, znam niektóre z osób występujących na kartach tej książki (o mnie też jest jedno zdanie). Ale na ile może to być ciekawe dla osoby z zewnątrz, trudno mi powiedzieć. 

Wszyscy powinniśmy być feministami

Skoro Chimamanga Ngozi Adichie pisze świetne książki, to i potrafiła zgrabnie napisać płomienny wykład. Ale to co miła do powiedzenia, to oczywista oczywistość. Kupiłam na prezent z uwagi na tytuł i przy okazji przeczytałam.

 

A w nadchodzącym roku, poza tym że tak jak w poprzednim. zapiszę na Goodreads, że przeczytam 52 książki mam zamiar przeczytać 6 książek po angielsku i 6 "dla rozumku".

czwartek, 30 listopada 2017
Przeczytane 2017

Książki Hanya Yanagihara przeczytałam zgodnie z tym jak się ukazywały, czyli nie zaczęłam od Małego życia, które przyniosło jej sławę, tylko od debiutanckich Ludzi na drzewach.

Historia opowiedziana w Ludziach na drzewach jest literacką przeróbką historii Daniela Gajduska. Swego czasu było podobno o niej bardzo głośno.  Był to amerykański wirusolog i pediatra, laureat nagrody Nobla w 1976 roku za badania nad prionami, który poza tym, że był wybitny i genialny, miał „feler”: był pedofilem. Mieszkał ze "swoimi" dziećmi, przywiezionymi z dalekich krajów, w których robił badania, oficjalnie opiekował się nimi i kształcił, ale niestety nie tylko ... W końcu wybuchł skandal – został aresztowany, w końcu zawarto ugodę, w więzieniu spędził tylko rok, potem tułał się po Europie.

W Ludziach na drzewach opowieść o życiu słynnego naukowca (też laureata Nagrody Nobla) snuje posiadacz dziennika badacza. Bardzo szczegółowo dowiadujemy się jakie były początki jego zawrotnej kariery naukowej. Trochę przez przypadek, zgodził się na wzięcie udziału w wyprawie na jedną z pacyficznych wysp zamieszkiwaną przez lud Ivu’ivu - działająca na wyobraźnię plotka głosiła, że poznali zagadkę nieśmiertelności. 

 

Czyli zachłanna, pożerająca wszystko co spotka na swojej drodze cywilizacja vs. może nie szlachetny, ale całkiem dobrze, do dnia spotkania z cywilizacją, sobie radzący pierwotny lud. Jest to dobrze napisane, więc lekko się czyta, ale końca nie widać,  a to o czym się czyta, spokojnie dałoby się streścić bez szkody dla treści.  

 

Popularność Hanya Yanagihara przyniosła jej druga książka Małe życie.

Jest to jeszcze bardziej opasłe tomiszcze od Ludzi na drzewach. Opowieść o tym jak ułożyło się życie czterech chłopaków, którzy na studiach mieszkali w jednym pokoju, a po ich skończeniu dalej utrzymywali ze sobą kontakt. Każdy z nich odniósł sukces zawodowy: JB został znanym malarzem, William słynnym aktorem, Jude wziętym prawnikiem a Malcolm architektem. Przeważająca część powieści poświęcona jest jednemu z nich, który przez całe życie zmaga się z wyniesioną z dzieciństwa traumą. Morał z tej historii taki, że jak cię na starcie skrzywdzą, to żadne, nawet najbardziej spektakularne, późniejsze głaski i uśmiechy nie pomogą.

Taki mocno przegadany serial o życiu czwórki nowojorczyków w drugiej połowie XX wieku. Dobrze się to czyta, więc nie dziwi deszcz nagród, jakimi ta książka został obsypana.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli