Kategorie: Wszystkie | Excel dla idiotów | Na drutach | Podróże | Przeczytałam
RSS
piątek, 01 marca 2019
Przeczytane 2019

Zamykają blox. Na razie myślę. Przypomniałam sobie o wierszu Miłosza. Tu dwie zwrotki Piosenki na koniec świata:

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

 

Miłość Ignacy Karpowicz

 

Nie jest to najlepsza książka Karpowicza.

Nie jest to powieść, ale trzy opowiadania z homomiłością w tle.

Luźne wariacje na temat tego co mogło się zdarzyć w Stawisku, dystopia o świecie w którym „takie rzeczy” się naprawia i baśń o królewiczu i jego przyjacielu z ludu.

Niestety autor nie udźwignął tematu. Tak jak by temat był mu zbyt bliski, nie pozwalał się zdystansować, ciągnął go w stronę publicystyki. To co było zawsze siłą Karpowicza: ostry język, błyskotliwe dialogi, zastąpiła ckliwa egzaltacja.

Słowem rozczarowanie.

 

Seniorzy w natarciu Catharina Ingelman-Sundberg

 

Bohaterzy to mieszkańcy domu seniora 75+. Znudzeni wiejąca z każdego kąta nudą, postanawiają ubarwić swoje życie.

Zachowują się jak młodzież licealna na wycieczce szkolnej – w głowie im tylko przygody i romanse. Niczym Gang Olsena rabują (tu: obrazy z muzeum), w przerwie zatrzymując się w hotelach gdzie piją wino i się migdalą.

Może nie są za mądrzy, ale wszystko wskazuje na to, że to nie demencja starcza, tylko wada wrodzona.

Czasami wprawdzie występuje jakiś rekwizyt– np. balkonik - który przypomina że nasi bohaterzy to nie młodzieniaszki, ale  potem jak dzieje się „przygoda” oni sprawnie pomykają, jak nie jeden młodzik.

Dawno nie czytałam czegoś równie głupiego.

Sama się sobie dziwię, że dobrnęłam do końca.

 

Sprzedawczyk Paul Beaty

 

Man Booker Prize. Książka roku Newsweek’a. Słowem miało być dobrze. Nie było.

Podobno ta książka jest bardzo śmieszna. Nie zauważyłam.

Z mapy Ameryki znika miasto Dickens. Nasz bohater, Afroamerykanin, postanawia przywrócić je do życie. Tyle, że na podstawie dotychczas zebranych doświadczeń opowiada się za przywróceniem segregacji i niewolnictwa.

Może jest tak, że trzeba znać kontekst, by rozsmakować się w smaczkach tej książki.

Może jest źle przetłumaczona.

Może.

Ale to co miałam w ręku, było tylko trochę lepsiejsze od Seniorów w natarciu. Ale o to nie trudno. 

piątek, 15 lutego 2019
Przeczytane 2019

4 x Neapol Eleny Ferrante 

Może i nie tzw. "wartościowa literatura", ale na pewno coś więcej niż dobre czytadło.

Narratorka, to 60-letnia pisarka Elena Greco, która gdy dowiaduje się że jej przyjaciółka Lila znikła bez śladu, postanawia opisać dzieje ich kilkudziesięcioletniej przyjaźni. Obie pochodziły z ubogich neapolitańskich rodzin. Z tym, że tylko rodzina Eleny uległa namowom nauczycielki i sfinansowała jej dalszą naukę. Elena wykorzystała daną jej szansę, dostała stypendium, skończyła studia, otarła się o "lepszy" świat i wróciła do Neapolu dopiero po wielu latach, już jako dojrzała kobieta. Jej przyjaciółka Lila zakończyła naukę na 5 klasach i nigdy nie opuściła tego miasta. Ale to ona z nich dwóch była nieprzeciętnie inteligentna. Z niejednego pieca chleb jadła i zarówno życie uczuciowe jak i zawodowe miała dość burzliwe.

W tle Neapol (i Włochy) od lat pięćdziesiątych XX wieku do początku XXI roku oraz cała galeria postaci. którym towarzyszymy od kolebki do śmierci Na początku bieda, przemoc, komuniści, mafia, tradycyjne "południowe" rodziny. Potem może mniej biedy, przemoc bardziej ukryta, ale reguły niewiele różniące się od tych mafijnych. Skorumpowani politycy i działacze, utopieni w mętnych układach przedsiębiorcy. Coraz mniej tradycyjne, ale równie nieszczęśliwe rodziny. 

Słowem typowa snujo-saga. Bardzo dobrze się to czyta.

środa, 16 stycznia 2019
Przeczytane 2018

Z roku na rok nie tylko coraz mniej przeczytanych książek, ale i przeczytanych stron,

W tym roku nie przeczytałam nawet jednej książki więcej, niż wstępnie zadeklarowałam, równo 52.

W dodatku, z tych przeczytanych o niewielu mogę powiedzieć, że były więcej niż dobre. Ani o jednej, że arcydzieło. Niczego takiego jak Rzeczy, których nie wyrzuciłem w tym roku w ręku nie miałam. 

Wśród sześciu najciekawszych książek 2018 roku nie ma ani jednej powieści

Po powieść sięgałam rzadko. Najciekawsza to:


 

dobra książki 

Safran Foer Wszystko jest iluminacją

Amerykanin Jonathan jedzie na Ukrainę by odnaleźć kobietę, która podczas wojny uratowała jego dziadka. O kobiecie niewiele wie, ma tylko jej zdjęcie, ale że ma dolary, Aleks postanawia nie wypuszczać okazji z ręki i oferuje mu swoją pomoc. A że mało o historii wie, bierze do pomocy swojego dziadka Saszę i jego psa przewodnika: Sammy Davis Junior Junior. Jadą w trójkę przez Ukrainę, a Aleks opowiada Jonathanowi jak to jest być mieszkańcem tego kraju (opowieść uzupełniają późniejsze listy, w których dopowiada to, czego wcześniej podczas tej podróży nie powiedział). Równolegle do tej opowieści, poznajemy losy mieszkańców małej wioski Trachimbroda, gdzie żyli przodkowie Jonathan, począwszy od końca XVIII wieku, gdy zdarzył się tam tragiczny wypadek: utonął wóz konny, przeżyło jedynie niemowlę. Z jednej strony, napisana z dużym rozmachem saga historyczna. Ale dzięki temu, że w tak dowcipny, często ocierający się o groteskę sposób, nie czuje się ciężaru tematu. Po raz pierwszy o Safranie Foerze przeczytałam w jakiejś wypowiedzi Etgara Kereta. Zważywszy, że wydał te książkę mając jedynie 25 lat, ma przed sobą przyszłość.

Po przeczytaniu obejrzałam na HBO GO film z 2005 roku pod tym samym tytułem. 

 

dobre książki

 

Zadie Smith Swing Time

Bohaterowie książek Zadie Smith mieszkają w tej części Londynu, która najlepiej znam i może dlatego chętnie po nie sięgam?

 Bo tak poza tym książki Zadie Smith to sprawne powieścidła, tyle i aż tyle.

 Swing Time opowiada o tym jak potoczyły się losy dwóch przyjaciółek, które jako nastolatki marzą o karierze tancerek. Jedna, wychowywana przez samotna matkę w "lekko" dysfunkcjonalnej rodzinie ma niezaprzeczalny talent. Druga, wychowywanej  w "lepszej" rodzinie tzw. kapitał kulturowy. ten kapitał powoli tej drugiej (jest narratorka Swing Time) zrobić karierę: zostanie menadżerka Aimee, światowej gwiazdy rocka (postać Aimee bardzo przypomina Amy Winehouse).

Miły w czytaniu, obraz poplątania współczesnego świata.

Elizabeth Strout Trwaj przy mnie

Kolejne powieścidło, tym razem Strout i jak zawsze u niej mocno "zasysająca narracja.

Amerykańska prowincja. Młody pastor zostaje wdowcem. Ma dwie córki: niemowlaka oddaje na wychowanie matce, kilkuletnią Kathleen zostawia przy sobie.

Zostaje sam z ludźmi z którymi nie końca potrafi się dogadać. Wprawdzie kilka lat wcześniej wybrali go jako swojego pastora, ale przez te lata nie do końca udało im się ze sobą oswoić.

I tak mieszkańcy wsi zawiedzeni są brakiem wystarczającej konwencjonalności pastora. On z kolei nie potrafi zrozumieć dlaczego małej Kathleen odmawia się prawa do żałoby po matce, przejawiającej się w formie dziwacznych zachowań.

Fajnie się czytający obraz zamkniętej społeczności. 

piątek, 30 listopada 2018
Przeczytane

Cień Monika Rakusa


Na Monikę Rakusę zwróciłam uwagę po tym, jak zupełnie przez przypadek wpadła mi w ręce jej książka 39,5. Typowe babskie czytadło, ale była w nim lekkość, która mnie ujęła. Z nadzieją wzięłam jej Jabłko Adama, ale tamten zachwyt nie wrócił. Podobnie teraz. Tym bardziej, że Cień to nie powieść, a pięć opowiadań.
O kobietach, o ich miejscu, a raczej braku tego miejsca we współczesności. Widzialnych częściach ich egzystencji, i tych skrywanych, zakrytych cieniem, które w przeciwieństwie do tych pierwszych są naprawdę „ważne”. Dobrze napisane, ale nic poza tym. Za krótko i za lakonicznie bym umiała się w to wciągnąć.

Upokorzenie Philip Roth


Kolejny Roth, czyli kolejny kawałek dobrze czytającej się prozy. Ale bez szaleństw, Roth napisał lepsze kawałki. Tym razem "pudelkowe" klimaty.
Opowieść o 60-letnim wziętym aktorze teatralnym, Simonie Axlerze,  który zderza się nie tyle z kryzysem twórczym, ile z totalną niemocą. Wycofuje się do domu na odludziu i kontempluje swoją życiowa klęskę. Upaja się tym tak zachłannie, że na chwile ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Po wyjściu znów układa sobie życie, a my patrzymy jak mu to nie wychodzi. 

Sny o Jowiszu Anuradha Roy


 
Trzy przyjaciółki, Gouri, Latiki i Vidyi, udają się razem w podróż do świątynnego miasta Dżarmula. Są już na emeryturze, mają dużo czasu i spraw do przegadania. Przeżyte lata sprawiają, że z wyrozumiałością traktują swoje słabostki, wady i coraz bardziej dajace się otoczeniu we znaki widoczne oznaki starości.  
W kuszetce do Dżarmuli jedzie z nimi młoda dziewczyna Nomi, która na dzień dobry zwraca na siebie uwagę swoim „hippisowskim” wyglądem. Pochodzi z Indii i wróciła do kraju by nakręcić film dokumentalny o sierocińcu, w którym przebywała, zanim została zaadoptowana przez norweska rodzinę.
Obok tych czterech głównych postaci cały las bohaterów epickiej opowieści o Indiach, tych współczesnych i tych sprzed kilkudziesięciu lat, przywoływanych we wspomnieniach głównych bohaterek.  A jednym z głównych tematów, wokół którego ta opowieść się kręci jest przemoc, jakiej doświadczają kobiety. I bezkarność - bo "wszyscy są odwróceni" - sprawców tej przemocy. 

Przypowieść o skrybie Shai Agnon 


Nic bym nie wiedziała o Szmuelu Josefie Agnonie i miejscu jakie zajmuje w izraelskiej literaturze, gdyby nie wakacyjne warsztaty z Piotrem Pazińskim. O tyle dziwne że nikt nigdy o nim nic, bo ten jedyny jak dotąd laureat literackiego Nobla piszący w języku hebrajskim urodził się w Buchaczu.
Na warsztatach które prowadził Piotr Paziński (tłumaczył te opowiadania), sporo się dowiedziałam zarówno o tych opowiadaniach jak i o  autorze. Bez tej „podpowiedzi” niewiele bym zrozumiała z podskórnych znaczeń i ukrytej w tych opowiadaniach symboliki. Tak samo jak nie zauważyłabym, że ułożone są w książce w taki sposób, że pokazują jak  Szmuel Josef Agnon „rozwijał” się jako pisarz. 
Dwanaście opowiadań przesyconych nostalgicznym, chasydzkim klimatem, tylko jak już wyżej wspomniałam, nie przepadam za opowiadaniami.

piątek, 02 listopada 2018
Przeczytane

dobra książka

Dziedzictwo Philip Roth


Nie-powieść Philipa Rotha.

Pewnego dnia Philip Roth dowiaduje się, że jego ojciec ma guza mózgu. Chwilę później ojciec podejmuje decyzję, że nie będzie się narażał na dodatkowe cierpienie, rezygnuje z proponowanego bez większego przekonania leczenia, i postanawia poczekać na wiadome zakończenie. Dziedzictwo to opis tego czekania, przeplatany wspomnieniami z dzieciństwa. Opowieść o pokoleniu amerykańskich Żydów I połowy XX wieku zakochanych w american dream, Jednocześnie bardzo osobisty, przejmujący pamiętnik żegnającego się z ojcem syna.

 

dobra książka

Noblista z Nowolipek Marek Górlikowski


Chłopak z Nowolipek, absolwent Wolnej Wszechnicy Polskiej, maturę zdawał już na studiach, bo inaczej nie mógłby bronić dyplomu. W sierpniu 1939 roku wyjeżdża na stypendium do Liverpoolu, w 1943 roku do USA gdzie jako jedyny z polskim paszportem bierze udział w Projekcie Manhattan. Po wojnie, już z angielskim obywatelstwem, zajmuje się wykorzystaniem fizyki jądrowej w medycynie i działalnością pokojową, za którą w 1995 roku dostaje Pokojową Nagrodę Nobla. 

Nie tylko nam nie pasuje do narodowego panteonu. Dla jednych Żyd. Dla innych działacz międzynarodowych ruchów pokojowych, czyli pożyteczny idiota na usługach Moskwy. Dla jeszcze innych,  nieczuły - w obliczu groźby nuklearnej zagłady - na kwestie przestrzegania praw człowieka.

Taki kot który zawsze chodził swoimi drogami. Warto poznać jego historię. Tym bardziej, że jest dość dobrze napisana.

Niesamowite są też losy jego najbliższej rodziny (wszyscy poza jego żoną przeżyli). Z warszawskiego getta udało im się wydostać tuż przed wybuchem powstania, w kwietniu 1943 roku. Do końca wojny ukrywali się w jednej z otwockich willi.   W piwnicy: czterech Żydów i dwóch Rosjan. Na parterze dwie Żydówki na aryjskich papierach i troje Polaków. Na pierwszym piętrze hitlerowiec z polską kochanką i dwóch volksdeutschów. Sytuacji, w których o mały włos, a wszystko by się wydało było sporo. Allo Allo, wysiada.  

 

Cyrankiewicz Piotr Lipiński

To, że Józef Cyrankiewicz to ciekawa postać wiedziałam przed przeczytaniem tej książki. I - chociaż do najcieńszych nie należy - po jej przeczytaniu, chętnie sięgnęłabym po kolejną jego biografię.  

Trudno o jednoznaczną ocenę tej książki. Na pewno bohater łatwy do opisania nie był, bo nawet jak na polskie standardy życiorys miał wyjątkowo barwny i pełen dramatycznych zwrotów. W dodatku, w różnych epokach podlegał licznym „zabiegom kosmetycznym". Np. ostatnio wbrew oczywistym faktom i datom, przypisano mu odpowiedzialność za wykonanie wyroku na Pileckim, bo ten ostatni miał podobno wiedzę o tym, że był konfidentem gestapo.

Odpowiedzią autora książki było suche przytaczanie świadectw historycznych, tyle że jak dla mnie zbyt  „suche”. Trochę tak, jakby autor nie mógł się zdecydować, jaki ma mieć stosunek do swojego bohatera. Bo wprawdzie w czasie wojny przyjaźnił się z tymi co trzeba, nawet odbił z więzienia Karskiego, ale czy bycie więźniem Auschwitz usprawiedliwia to co robił dalej? Pilecki to prawicowa wydmuszka, ale to, że nie wstawił się za Pużakiem już nie. Oczekiwano, że z takim życiorysem, po 1945 roku będzie Wallenrodem, tymczasem on co najwyżej paru osobom załatwił paszport, czy pomógł sprowadzić leki z zagranicy.

Autor tłumaczy: poobozowy cynik i hedonista. Ale to chyba zbyt duże uproszczenie.

 

Bezsenność w czasie karnawału Janusz Głowacki


Gdyby Janusz Głowacki miał jeszcze czas może z pomysłu jaki w sobie nosił, wykluło by się coś przypominającego jego rewelacyjne rozważania "Z głowy". Teraz miało być o tym, co widział i myślał gdy wychodząc ze swojego mieszkania na Bednarskiej, szedł do góry i zderzał się z Polską smoleńską i tą "drugą" siedząca nieopodal tej pierwszej, w kawiarnianych ogródkach.  Ale pozostał po nim tylko szkic tej książki, wydany po zredagowaniu przez żonę i córkę.

Szkic to nie książka, w dodatku by nabrał odpowiedniej "objętości", został wypełniony luźnymi, często dość bełkotliwymi dywagacjami, których prawdopodobnie, w tej postaci Głowacki nigdy by do druku nie dał. 

Jest i kilka soczystych kawałków. Tyle, że w takiej ilości, że bardziej nadawały się na artykuł (może dwa?),  nie na książkę. 

I jak zawsze u Głowackiego, są i perełki:

W Nowym Jorku na drzwiach niedużego żydowskiego teatru na samym dole Manhattanu zobaczyłem plakat: Hamlet Williama Szekspira - przetłumaczył i poprawił Izaak Lichtenbaum

 

Dodaj do znajomych Zuzanna Łapicka

Taki "lepsiejszy" i miły w czytaniu Pudelek. Tyle, że trochę z gatunku: Znacie? Znamy! No to posłuchajcie! Bo prawie wszytko co było do opowiedzenia, zostało już opowiedziane, a tego co ma pozostać tajemnicą, Zuzanna Łapicka nie zdradziła.  

 

piątek, 12 października 2018
Przeczytane

Wakacyjne czytanie, czyli cztery książki, których przeczytanie można sobie spokojnie darować

Ekomąż i Ekożona Michał Vieweght

 

Do Michała Vieweght mam sentyment, bo kilka dobrych scenariuszy napisał. Zelence do pięt nie dorastał, ale poniżej pewnego poziomu nie spadał.

Jak widać do czasu. O ile Ekomąż ma jeszcze chwilami przebłyski humoru, to w Ekożonie jest już tylko odgłos heblowanych desek. Tyle, że ponieważ zaczęłam czytanie od Ekomęża, przekonałam się o tym na koniec.

Miało być satyra na współczesne kobiety, które niczym wampiry energetyczne wypijają z biednych samczyków ostatnie soki, a wyszła żenua.

Księżniczka z lodu Camilla Läckberg



Nie jestem w stanie zrozumieć popularności skandynawskiej powieści kryminalnej. Jak w każdym kryminale jest trup. W tym przypadku młodej, dobrze ustawionej życiowo kobiety. Jej ciało znajduje w jej letnim domu na zabitej dechami wsi, z której pochodzi i w którym spędza jedynie weekendy.

Ani dochodzenie do tego kto zabił nie jest intrygujące, Ani cała otoczka obyczajowa nie wciąga. Nudy na pudy. A ludzie czytają, dają gwiazdki. Może tylko ja nic w tym ciekawego nie widzę.

 

Ostatni ślad Charlotte Link



Kolejny "skandynawski" kryminał był jeszcze gorszy. Bo do wszystkich zastrzeżeń jakie miałam do poprzedniej książki, doszedł jeszcze jeden: nasuwające się już od połowy książki jedyne słuszne rozwiązanie, które na ostatnich stronach nikogo (może z wyjątkiem samej autorki) nie zaskakuje.

piątek, 24 sierpnia 2018
Przeczytane

Komeda Magdalena Grzebałkowska



To nie jest najlepsza książka Grzebałkowskiej.
Trudno winić Grzebałkowską o to, że nie dotarła to zbyt wielu materiałów o Komedzie. Był mrukiem, nie udzielał wywiadów, nie pisał pamiętników. To co o nim wiemy, opiera się głównie na wspomnieniach innych. A te są od dawna znane.
Z kolei nie przemówił do mnie pomysł zapełnienia tej pustki opisem miejsc, utworów i składów zespołów. Z wywiadów z Grzebałkowską wynikała, że sprawiło jej dużo frajdy odkrycie wielu archiwalnych materiałów, dzięki niektórym z nich mogła wypełnić białe plamy historii polskiego jazzu. Mogę słuchać jazzu, ale jego historia mało mnie interesuje.
Słowem dobrze jest to napisane, ale niczego nowego o Komedzie się nie dowiedziałam.


Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem Małgorzata Czyńska  



Bardzo ciekawa opowieść o życiu uczuciowym Witkacego. Bo o ile historia jego małżeństwa i ostatniej kochanki jest dobrze znana, o innych wiemy mniej.
Jak ktoś lubi „plotkarskie’ klimaty polecam.
Warto też zobaczyć zamieszczone w książce zdjęcia jego kobiet – Witkacy był zapalonym fotografem. Ale i na tym polu nie postępował szablonowo i robiąc zdjęcia swoim aktualnym miłością, nie dbał by „dobrze” na nich wyszły.


Człowiek o twardym karku Dariusz Rosiak




Książka z gatunku tych, w których cały czas jak się je czyta,  ma się wrażenie że autor dzieli się z czytelnikiem jedynie ułamkiem swoich przemyśleń.
Historia uratowanego przez polską rodzinę żydowskiego chłopca, Romualda Waszkinela, który o tym że jest Żydem, Jakubem Wekslerem,  dowiedział się w wieku 35 lat. Historia byłaby podobna do wielu innych, gdyby nie to, że  Romuald Waszkinel jest katolickim księdzem. I został nim jako Jakub Romuald Weksler Waszkinel.
Dalsze swoje życie poświęcił próbie połączenia judaizmu z katolicyzmem. Dobrze się nie skończyło. Ani na poziomie zawodowym, ani towarzyskim. Przy czym wiele z jego porażek wynikało nie tylko z samej straceńczej misji ale i z bardzo trudnego charakteru.
Z tym, że są i tacy, którzy kiedyś uważali go za przewrażliwionego, a dziś przyznają mu rację.

Jedziemy autobusem na cmentarz żydowski, a ksiądz Waszkinel cały roztrzęsiony. „Antysemici – mruczy pod nosem – wszędzie antysemici…”. „Gdzie antysemici, proszę księdza, jacy antysemici?”. „Napisy na murach, zobacz, na murach wszędzie napisy. »Jude raus!« i inne takie”. Jedziemy tym samym autobusem, ja siedzę obok niego i nie widzę żadnych napisów. Myślę sobie: „Odjechał kompletnie”. Ale wie pan co? Miał rację. Napisy były. Nie zauważyłem ich. My nie zauważamy, on zauważa. Ja nie zauważam, bo mnie nie dotyczą. Mnie się fajnie jedzie, a on widzi tysiąc zagrożeń w jednej chwili. I u niego to było postępujące. Można by mu pewnie mówić: „Zwariowałeś, stary, wyluzuj, wpadasz w obsesję, jakaś mania cię ogarnia”, ale nie o to chodzi. Te napisy to jest jego prawda. Moja prawda jest taka, że na tych murach żadnych napisów nie było.– No, ale jak w końcu: były czy ich nie było?- Były. Jeździłem potem tą trasą i widziałem antysemickie napisy na murach. Ale on nie umiał zamknąć oczu tak jak my.

Dziennik córki Francois Mitteranda. Mały dobry żołnierzyk Mazarine Pingeot





Mazarine Pingeot to nieślubna córka Francois Mitteranda.
Dorastała w czasach, gdy nawet ci którzy wiedzieli o tym, że małżeństwo prezydenta to fikcja i na co dzień żyje z inną kobietą, niż z tą z którą występuje na czerwonym dywanie, milczeli.
Świat dowiedział się o niej dopiero, gdy miał 19 lat.
Przedtem wiedzieli tylko nieliczni:

Matka zwycięża dzięki swemu uporowi i uzasadnionej wściekłości. A jak było z dziadkiem? Tego nie wiecie. (Zauważcie, że trzeba będzie o to zapytać matkę). Kiedy A., przyjaciel, o którym mowa, wchodzi do ogrodu, trafia na ojca, chodzącego tam i z powrotem z rękami założonymi do tyłu. Jak tam? Parę banalnych słów dowodzących, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego. I potem ojciec, w pułapce, rzuca: „Powinieneś wiedzieć, że mam córkę, którą ci zresztą przedstawię”. Otwiera drzwi pokoju, w którym bawicie się z kuzynami. A. odpowiada: „To nie córka. To całe przedszkole”.

Ojciec w jej wspomnieniach jest kimś wielkim. I trzeba przyznać, że taką miał śmierć:

Wasz ojciec stawił czoła wszystkim swoim lekarzom (i swym rodzinom), aby pojechać do Egiptu na tydzień przed śmiercią. Było to zagranie na nosie, którego nie zrozumieli. Jeśli czytają te zdania, będą wiedzieli, że dali się zrobić na szaro. Hotel Old Cataract, pokój z widokiem na Nil: kładł się na szezlongu, aby pożegnać się ze swym krajobrazem i być może przedstawić w królestwie sił ducha. Ciało go już częściowo opuściło, czego jedynym świadkiem była wasza matka, pielęgniarka w dzień i w nocy.

Wspomnienia z dzieciństwa, w tle kampania wyborcza Francois Hollande’a. Historia bajecznie ciekawa. Ale książka jest napisana źle. I chyba nie można zwalić całej winy na tłumacza. Denerwująca jest pisanie w trzeciej osobie, a tego tłumacz nie wymyślił.

czwartek, 14 czerwca 2018
Przeczytane 2018

dobra książka

Księga wyjścia Mikołaj Grynberg

Dwadzieścia kilka (z ponad 80 odbytych) rozmów z osobami pochodzenia żydowskiego, które w 1968 roku, zostały postawione w sytuacji „wyboru”, często ograniczonego do pytania brać to co dają, czyli Izrael, czy starać się o inną miejscówkę na mapie. Nie wszyscy mieli poczucie, że nawet gdyby mieli na to siły, mogą pozostać w Polsce. Pełne spektrum – z tymi co wyjechali, i z tymi co zostali. Ciekawi mnie klucz, jaki przyjął autor wybierając te, a nie inne wywiady. Ale to siłą rzeczy zachował dla siebie. Świetnie napisana gawęda o ludzkich losach. To, że potrafi zapisać wywiad tak, że potem czyta się z zaparty tchem Grynberg udowodnił w Oskarżam Auschwitz, tu jedynie potwierdza swoje mistrzostwo. Książkę zadedykował swojemu ojcu, który nie zdążył przeczytać tej książki. Pierwsze kilka stron to wywiad z nim. Wraca do niego na koniec tym dialogiem:

Tato, kiedy się skończył twój sześćdziesiąty ósmy rok?
Synku rok się kończy w grudniu, ale rozumiem, ze nie o to pytasz.
Dobrze wiesz o co pytam.
Kiedyś myślałem, że skończył się w połowie lat siedemdziesiątych.
A dzisiaj co myślisz?
Że się jeszcze nie skończył

 dobra książka

Młyny Boże Jacek Leociak

Kawał dobrej publicystyki.

Rzecz o stosunku polskiego kościoła katolickiego do Holocaustu. Od pierwszego zdania czuć, że autor ma bardzo emocjonalny stosunek do tego o czym pisze. Bo jak trafnie zauważa:

Mamy od wieków taką oto sytuację. Po upaństwowieniu Kościoła, po uczynieniu z chrześcijaństwa religii panującej, której - ortodoksyjne - wyznawanie było egzekwowane bezwzględnie, aż do kary śmierci, jesteśmy świadkami dwóch zjawisk. Po pierwsze - stałej kolizji między władzą świecką a władzą duchowną. Kościół nie może się wyrzec ani przywilejów doczesnych, ani majątku ziemskiego (mówi, że jest mu to niezbędne do sprawowania misji), ani wpływu na kształt prawnoustrojowy państwa, w którym działa. Po drugie - nieustannego kontredansu „błędów i wypaczeń". Od wieków są ci źli w Kościele, odchodzący od ducha Ewangelii, ci „nieprawdziwi" księża, biskupi, papieże - godni potępienia lub przynajmniej krytyki. I są ci „prawdziwi", działający w duchu Ewangelii. Najczęściej ci dopuszczający się „błędów i wypaczeń" trzymają całą instytucję w garści, rządzą. Z kolei ci „prawdziwi" są na obrzeżach tej instytucji, w najlepszym razie tolerowani jako dziwacy, w najgorszym - poddawani ostracyzmowi, piętnowani, pozbawiani wpływu na nauczanie, suspendowani, choć (w dzisiejszych czasach) przemocy fizycznej już się wobec nich nie stosuje.

Świetnie napisana, błyskotliwa polemika z tym co teraz głoszą strażnicy narodowej tradycji historycznej. Były dwie możliwe reakcje na tę książkę: frontalny atak lub przemilczenie. Ponieważ przed pierwszym autor się ubezpieczył, bardzo wnikliwie dbając o podanie źródeł historycznych, wybrano drugie (plus pozbawienie wydawnictwa „Zagłada Żydów" dotacji Ministerstwa Kultury).

W czytaniu przeszkadza jedynie to, że autor chciałby podzielić się z czytelnikiem całą swoją wiedzą, a wie tak ogromnie za dużo, że nie ma takiej możliwości by można było to upchnąć w jednej książce. Stąd trochę chaosu, sporo skrótów myślowych, zamkniętych w kilku zdaniach tematów, wartych osobnych rozdziałów. Mało wiem na ten temat, bo mało się o tym pisze. Ale i tak wystarczająco dużo, by wiedzieć, że z taką wiedza jak ma Leociak trudno spokojnie spać, patrzeć na to co się wokół dzieje

Dziecko w śniegu Włodek Goldkorn.

Książka Włodka Goldkorna to nie tylko kolejne rozliczenie z polskością, tym razem kogoś kto po tym jak został 50 lat temu wyrzucony z Polski dobrze żył i dziś nie dyszy zemstą.

W książce jest takie zdanie, że autor chciałby by jego krzyk o reakcję rodzący się w Europie faszyzm był potraktowany tak jak śpiew kanarka w kopalni, który ostrzegał w te sposób górników, że wyczuł gaz. Na spotkaniu autor przyznał, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy nadchodziła katastrofa, pierwsze ginęły na posterunku te kanarki. A nie napisał o tym, bo to by zbyt złowrogo zabrzmiało.

Ale jest i zaduma nad Zagładą, dyskretna polemika z powoływaniem się na Zagładę przez tzw. drugie czy trzecie pokolenie, zdaniem autora pomniejsza to dramat tych, którzy bezpośrednio żyli w tamtym czasie i zaburza pamięć o nim.

Jest też i trochę cudownych anegdot, np.:

Na innym piętrze mieszkała kobieta, której nazwiska nie pamiętam. Mówiono, że w czasie wojny znalazła się w Związku Radzieckim. Zesłali ją do Uzbekistanu, do zapadłej mieściny. Spytali, co potrafi robić. Powiedziała, że może uczyć niemieckiego. W rzeczywistości słabo mówiła po niemiecku. Za to bardzo dobrze w jidysz, który wywodzi się ze średniowiecznego dialektu średnio-wysoko-niemieckiego i jest zakorzeniony w etymologii hebrajskiej i słowiańskiej, a jego gramatyka nie ma z niemieckim nic wspólnego. W Katowicach mówiło się, że w Uzbekistanie żyje całe pokolenie przekonane, że mówi po niemiecku, podczas gdy mówią w jidysz.

Tytułowe dziecko w śniegu, to dziecko Chajtełe, ciotki autora, która upuściła je uciekając przed Niemcami i pobiegła dalej już bez dziecka. Wojnę przeżyła. 

czwartek, 31 maja 2018
Przeczytane 2018

Cztery reportaże - idealne czytadła do komunikacji miejskiej. 

Zakonnice odchodzą po cichu Marta Abramowicz


Temat tabu. Nie ma prawie żadnej literatury na ten temat. W mediach są obecni byli księża/zakonnicy, o byłych zakonnicach cicho.

Czytając te książkę zastanawiałam się, z jak zrytym beretem trzeba wchodzić w dorosłe życie, by wyrzec się swojej godności i wolności i zgodzić się na warunki i układy panujące w żeńskich klasztorach. 

Irytują też i zakonnicy, którzy z politowaniem patrząc na świat żeńskich zakonów, nie tylko nie podejmują próby zmiany, ale często jako spowiednicy utrwalają tę sytuację. System potrzebuje niewolnic, a jego trwanie jest ważniejsze niż czyjeś człowieczeństwo. 

Koronkowa robota Cezary Łazarkiewicz


Z cyklu znacie to? To posłuchajcie, czyli jeszcze raz o procesie Gorgonowej.

Dobrze napisane, tyle że poza kilkoma, mało istotnymi szczegółami, dawno już opowiedziane. Ale jak ktoś mało o tym wie, to warto przeczytać, bo sprawa z tych pobudzających wyobraźnię. Historia jak u Agaty Christie, ale lepsza,  bo prawdziwa. W dodatku  można się wcielić w Herkulesa Poirota, we Lwowie go nie było i sprawa nie została do końca wyjaśniona.

Był sobie chłopczyk Ewa Winnicka


O tym jak odkryto kim byli rodzice Szymona z Będzina.

O Polsce, o której pisze się na pierwszych stronach gazet tylko jak dojdzie do spektakularnych zbrodni. Dzieci rodzi się w niej dużo, są własnością rodziców i dopóki żyją, nikomu nic do tego w jakich warunkach się chowają. Z kolei jak zginą, nie ma po co interweniować, bo problem "sam się rozwiązał".

Przerażający opis bezwładności naszego systemu opieki społecznej.    

Plaża za szafą. Polska kryminalna Marcin Kącki

Zbiór reportaży. Większość z nich znałam, były drukowane w Dużym Formacie, ale z przyjemnością sobie przypomniałam. Bo to o czym pisze Kącki ciekawe, a sposób w jaki pisze "zasysa". 

środa, 09 maja 2018
Przeczytane 2018

Cztery przygody z tzw. literaturą piękną. Dwie pierwsze przeczytałam bo były na listach "polecanych" 

Zero K Don DeLillo

 

Miała być to " najzabawniejsza, najbardziej erudycyjna i poruszająca powieść Dona DeLillo, jednego z największych amerykańskich pisarzy naszych czasów.

Była dość przewidywalna opowieść o tym, że w naszym życiu nie ma miejsca na śmierć. Na bezludnych stepach w głębi Azji jest ośrodek, gdzie jeszcze za życia można się zamrozić i w tym stanie czekać, aż wpadną na pomysł jak żyć wiecznie. Do tego ośrodka przyjeżdża małżeństwo: ona jest śmiertelne chora, on jej towarzyszy. Aby było rodzinnie, jest z nimi jego syn z pierwszego małżeństwa, typowy amerykański japiszon. To on jest narratorem.

Kosmiczny nastrój ośrodka, propagowana w nim filozofia podejścia do życia i śmierci zrobi na naszym narratorze spore wrażenie i gdy wróci do Ameryki, odciśnie piętno na dalszym jego życiu.  

Sprawnie napisana rozprawka, ale czasami dobry reportaż może czasami dać więcej do myślenia.

 

Podróżowanie z Beniaminem Martin Vopěnka

Dużo sobie po tej książce obiecywałam, Mariusz Szczygieł napisał, że to jedna z najpiękniejszych czeskich powieści... myślałam ze skoro jest to czeska powieść będzie lekko i z dystansem ... I na początku nawet tak było, chociaż sam temat do lekkich nie należał.

Umiera matka tytułowego Beniamina jego ojciec, zabiera go w podróż w Nieznane, jest dobrze sytuowany, więc pieniądze nie stanowią żadnego ograniczenia. Ale że tatuś Beniamina to typowy Piotruś Pan, to świat widziany jego oczami z każdą kartką staje się coraz bardziej nudny. Wprawdzie autor usiłuje temu zaradzić i w drugiej połowie książki nasi bohaterowie napotykają na szereg przeszkód, ale te "ubarwienia" nie czynią tej opowieści ciekawszej, tylko irytującą przez coraz większe oderwanie od rzeczywistości. 

 

Ulica ciemnych sklepików Patrick Modiano

 

Pierwsza przeczytana przeze mnie książka Patricka Modiano. Chyba nie należy do jego najlepszych, bo ja tak, to albo zawiódł tłumacz,  albo może rzeczywiście warto przemyśleć formułę literackiego Nobla?

Bohater stracił pamięć i krok po kroku próbuje ustalić kim był, kogo znał, co przeżył. Sama opowieść w miło klimatyczna, tyle że tego typu nastój dużo lepiej jak dla mnie tworzy inny noblista Nadżib Mahfuz.  Duża zaleta, to to, że książka nie jest przegadana. Inna sprawa, że na 160 stronach nie jest to trudne.

 

Żeby tak do końca nie narzekać, coś zupełnie nie w moim stylu, ale dające do myślenia

dobra książka

 

Wyspa Sigríður Hagalín Björnsdóttir


Nie przepadam za książkami katastroficznymi, ale ta ma coś w sobie. 

Współczesna Islandia nagle, bez żadnych ostrzegawczych znaków, traci kontakt ze światem.Wszystko działa, ale tylko w obrębie wyspy. Nagle świat wokół przestał istnieć. Wysyłane na zwiad samoloty i statki nie wracają ...

Powoli staje się jasne, że Islandia jest zdana sama na siebie. O tym jak sobie z tym radzi opowiada nam wzięty dziennikarz, jest dobrze zorientowany, zna osoby z rządu. 

Autorka niczym szczególnym nas nie epatuje, nie ma spektakularnych katastrof, nawet wulkany śpią mocnym snem. Najbardziej przerażające w tej książce jest to, że pomijając samo odcięcie od świata, wszystko co potem się w tej książce dzieje, jest wielce prawdopodobne.

piątek, 20 kwietnia 2018
Przeczytane 2018

Opowieść podręcznej Margaret Atwood

 
Władzę w Ameryce przejmują chrześcijańscy fundamentaliści. Dzięki Atwood można sobie wyobrazić jakby (będzie?) wyglądała Polska pod rządami  Ordo Iuris.
Główna bohaterka nie zdążyła uciec, gdy świat w którym żyła nagle zamienił się w koszmarną dyktaturę. Nikt nie wierzył, że przejmą władze (nie tylko to brzmi znajomo), a gdy pewnego dnia niespodziewanie zablokowano karty bankomatowe i nie wpuszczono do pracy było już za późno.W starym świecie miała dziecko z rozwiedzionym facetem, w nowym zmuszona zostaje do roli surogatki.     
To co trochę psuje wrażenie, to dopisane na końcu posłowie. Tak jakby autorka przeraziła się tego, że nie potrafiła zakończyć książki w jednoznaczny sposób i postanowiła się z tego wytłumaczyć. Ale i tak, ponieważ show must go on i za chwilę Showmax pokaże drugi sezon nakręconego na podstawie tej książki serialu.
 

Mikrotyki Paweł Sołtysik


Wszyscy chwalą te opowiadania – książka występuje w większości zestawień najlepszych książek w 2018.  

Ale mnie nie  zachwyciła.  Co więcej po miesiącu trudno mi nawet powiedzieć o czym te opowiadania były, poza tym, że były i pamiętam, że je czytałam. . Bardzo krótkie opowiadania o bardzo zwyczajnych ludziach i zdarzeniach. Napisane w dodatku tak zwykłym językiem, że nie wiem co obudziło w krytykach aż taki zachwyt.

 

Kochanek śmierci Borys Akunin


Akunin, więc stara Rosja i  Erast Fandorin. Tym razem przestępczy świat moskiewskiej Chitrówki. Boleśnie przewidywalne nie tylko losy bohaterów, ale i intryga, w którą są zaplatani, a to raczej trudno wartości kryminału nie podnosi. 

Na szczęście to Akunin, więc nawet jak nie zachwyca, to trzyma poziom. 

Przedziwne są twoje dzieła Panie Tatiana Polakowa


Bardzo kiepski kryminał. Prowincjonalne muzeum do którego przyjeżdża przysłany z Moskwy dyrektor. Przysłała go "góra", bez porozumienia z lokalnymi bonzami i nikomu się nie podoba. Większości tak po prostu i po ludzku, niektórym bo stanowi bezpośrednie zagrożenie prowadzenia dalszych ciemnych interesów.

Tyle że wdzięk snutej intrygi pasuje do produkcyjniaka sprzed pół wieku.

piątek, 02 marca 2018
Przeczytane 2018

dobra książka

Świat według Mellera


Ciepła, życzliwa i  z humorem opowieść o czasach do 1989 roku (Ku wolności), a następnie od 1989 roku do 2006 roku (Ku przyszłości)Dla mnie dużo ciekawszy był tom pierwszy, przy drugim uwierała świadomość, że był czas gdy można było zapobiec tragedii. Dodatkowo dobijało to, jakiej klasy ludzie jeszcze nie dawno błąkali się po politycznej scenie.

Anegdoty, relacje z wydarzeń, o których jeszcze nie tak dawno czytało się w prasie opowiedziane od tej drugiej, nie pokazywanej w mediach kuchennej strony. Tyle, że chociaż autor udzielając tego wywiadu żegnał się już powoli z życiem, ani na moment nie zdjął marynarki zawodowego dyplomaty.  Szkoda, bo stanowczo za dużo zabrał ze sobą do grobu. Wprawdzie z gazetą w ręku można by się było pokusić o zidentyfikowanie bohaterów niektórych anegdot, ale niewiele by to zmieniło. Tam gdzie nie chciał czegoś powiedzieć, nie ma żadnych wskazówek. Na marginesie, momentami dziwiła mnie ocena niektórych ludzi, m.in. Meller bardzo ciepło wspomina Hosnera czy Marcinkiewicza. 

Ale chociażby dla "ojcowskiej" rozmowy z Gomułką (to dlatego, że chodził z córką Kliszki), spotkania Giedroycia z Kwaśniewskim czy audiencji u papieża, warto.

piątek, 09 lutego 2018
Przeczytane 2018

No dno Po prostu jest polska Adam Leszczyński

Wypisy z literatury i wszystkich innych dokumentów kolejnych epok na temat tego jak siebie samych opisujemy. Jak łatwo można się domyśleć myślimy o sobie źle i przypisujemy sobie bardzo dużo wad. Odpowiedź na pytanie, na ile ten obraz odpowiada prawdzie, autor pozostawia czytelnikom.

Wadą tego typu książek jest ich nużąca encyklopedyczność. Również i w przypadku tej książki, autorowi nie udało się tego uniknąć. Słowem raczej do czytania w kawałkach, a nie od "deski do deski".  Z drugiej strony sam wybór tematów i cytat przedni. Z tego gromu wybrałam dwa.

Karol Modzelewski na temat swojego pobytu w więzieniu na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.

Wysłuchałem opowieści o ich życiu, a ponadto pomagałem im w nauce szkolnej. Bilans wypadał zgodnie z zagadką, której mnie nauczyli kryminalni recydywiści z Wołowa: „Jaka maszyna nie kopie w dupę? Polska maszyna do kopania w dupę"

Często jest przytaczane to, co Piłsudzki myślał o Polakach. Tu co myślał o posłach. Wielce aktualne (kwiecień 1929 roku)

I gdy pomyślę, co może prowadzić ludzi do tego rodzaju znikczemnienia, to nie mogę nie powiedzieć, że usprawiedliwić i wyjaśnić to znikczemnienie może jedynie przyzwy­czajenie do w ogóle nikczemności zwyczajów i obyczajów sejmu w Polsce. W tych zwyczajach i obyczajach leży wychowanie posła w sposób najbardziej nieprzyzwoity, najbardziej hultajski, jaki sobie wyobrazić można, gdyż główna myśl i główne staranie tych panów jest zawsze o utrzymanie zupełnej bezkarności posła za wszystkie jego czynności, chociażby najbardziej nieprzyzwoite i najbardziej sprzeczne z najelementarniejszym poczuciem honoru. Polska przecie chowała swych posłów w pierwszym sejmie, tzw. suwerenów, w bezkarności zdrady państwa podczas wojny, bezkarności płatnego szpiegostwa w stosunku do armii, będącej w polu i umierającej za ojczyznę. W drugim zaś sejmie, w którym bodaj połowa posłów pochodziła z owej kuźni zdrady państwa, posłowie wychowywali się w korupcji, tak dalece sięgającej i tak często uprawianej, że głos posła kosztował niekiedy nie więcej, jak 50 złotych. Z tej zaś błotnistej prawdy sejmu wyszło przecie do 110 posłów i w obecnym sejmie132. Ci panowie, konkurujący wiecznie z jedynym suwerenem państwa, gdyż sami się czują suwerenami, dochodzą w swoim postępowaniu — powtarzam, przy bardzo słabych często głowach — do mniemania, że jeżeli brzuch go zaboli i jest z tego powodu w złym humorze, to to jest najważniejszy wypadek dla całego państwa. A gdy się pan taki zafajda, to każdy podziwiać musi jego zafajdaną bieliznę, a jeżeli przy tym zdarzy mu się wypadek, że zabździ, to to jest już prawo dla innych ludzi, a najbardziej dla ministrów, którzy muszą nie pracować dla państwa, ale obsługiwać i fagasować tym zafajdanym istotom. [...] Do tego doprowadziło to gwałtowne staranie o bezkarność za wszelką zbrodnię, do tego prowadziło czynienie z sejmu związku zawodowego ludzi chorych na fajdanitis poslinis. I trzeba nie mieć wstydu, zatracić go zupełnie, żeby w tym fajdanitisie poslinim widzieć główny »prestige« sejmu.kk

czwartek, 18 stycznia 2018
Przeczytane 2018

O tyranii Thimothy Snyder


Napisany w 2016 roku, po wygranej Trumpa esejo-poradnik, 20 porad jak bronić demokracji przed zakusami tyranów.

 1.  Nie bądź z góry posłuszny
 2.  Broń instytucji
 3.  Strzeż się państwa jednopartyjnego
 4.  Weź odpowiedzialność za oblicze świata
 5.  Pamiętaj o etyce zawodowej
 6.  Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi
 7.  Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny
 8.  Wyróżniaj się
 9.  Dbaj o język
10. Wierz w prawdę
11. Bądź dociekliwy
12. Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje
13. Uprawiaj politykę w sensie fizycznym
14. Chroń swoje życie prywatne
15. Wspieraj słuszne sprawy
16. Ucz się od ludzi z innych krajów
17. Nasłuchuj niebezpiecznych słów
18. Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój
19. Bądź patriotą
20. Bądź tak odważny, jak potrafisz

Czyta to się bardzo szybko, kolejne rozdziały stylem przypominają panelowe wystąpienia (autor jest profesorem Yale). Sporo odwołań do Polski, o której Snyder dużo wie, właśnie go wyautowali z rady naukowej Muzeum II wojny  światowej.
Na mnie spore wrażenie zrobił następujący, przytoczony przez niego fragment z czołowej gazety niemieckich Żydów, „Der Israelit”  z  2 lutego 1933 roku:

Nie zgadzamy się z poglądem, jakoby Hitler i jego poplecznicy, posiadłszy teraz władzę, której tak długo pożądali, mieli wprowadzić w życie krążące [w nazistowskich gazetach] sugestie; nie odbiorą oni nagle niemieckim Żydom praw konstytucyjnych, nie zamkną ich w gettach ani też nie wystawią ich na mordercze zapędy zawistnego motłochu. Nie mogą tego uczynić, gdyż ich władzę ogranicza wiele istotnych czynników [...] i z pewnością nie zdecydują się podążyć tą drogą. Atmosfera panująca w mocarstwach europejskich skłania do refleksji etycznej skutkującej samodoskonaleniem, nie zaś do ponownego przyjęcia wcześniejszych postaw z czasów opozycyjnych.

Dla tych, którzy nie pamiętają PRL-u, lektura obowiązkowa.

Wyjście z Egiptu Andre Aciman


Poprzedni rok zaczęłam od przeczytania przecudownej historii rodzinnej Zając o bursztynowych oczach. Ten też od nostalgicznej żydowskiej ballady, tyle że tym razem o żydach sefardyjskich.
Narrator wspomina lata 60-te, gdy jako dziecko, razem z liczną rodziną mieszkał w Aleksandrii. W tamtych latach najstarsi członkowie jego rodziny wspominali czasy gdy mieszkali w Konstantynopolu. A że historia lubi się powtarzać, kiedyś wyrzuceni z Turcji, po dojściu do władzy Nasera doświadczyli tego samego w Egipcie.
Przepięknie opisany świat, którego już nie ma.  Zamieszkały przez galerię arcyciekawych, często mocno dziwacznych postaci.

Kolej Podziemna. Czarna Krew Ameryki Colson Whitehead



Książka została wyróżniona nie tylko przez krytyków, mi.in. National Book Award 2016, Pulitzer 2017 ale i przez czytelników, m.in.  Goodreads Choice Award. Ale za co to wszystko, pozostaje dla mnie tajemnicą.
Może to przez ten deszcz nagród oczekiwałam czegoś aj-waj i stąd to rozczarowanie?. Bo jest to jedynie sprawnie napisana powieść o dziewiętnastowiecznej Ameryce widzianej oczami czarnych niewolników. Wprawdzie w tej opowieści wygląda to wszystko zupełnie inaczej niż w Przeminęło z wiatrem, ale z tym mitem chyba już dawno się rozprawili. A może nie i stąd popularność tej książki?

niedziela, 31 grudnia 2017
Przeczytane 2017

Moje tegoroczne wyzwanie czytelnicze na Goodreads, tak samo jak w ubiegłym wynosiło 52 książki.  Przeczytałam 54 (w 2016 roku: 56), czyli rok do roku, 2 książki mniej, ale za to 1200 stron więcej - nawet tu wychodzi, że książki są coraz grubsze.

 

Statystyki nie kłamią: tego roku z nosem w książce nie spędziłam:  w 2017 roku po raz pierwszy zdarzyło się tak, że częściej słuchałam, niż czytałam (jak na tę liczbę audiobooków, moje druciane osiągnięcia są więcej niż skromne). No i w zasadzie nie wychylałam się poza swój krąg kulturowy:


Nie było też dla mnie zaskoczeniem to, że częściej sięgałam po książki kupione chwilę wcześniej. Odłożone na półkę, szybko przykrywa kurz zapomnienia, z 54 przeczytanych książek, 40 kupiłam w 2017 roku. Poza jedną książką - Ginekologami, cały mój top 2017  to książki, które zaczęłam czytać zaraz po tym jak je kupiłam.

 

dobra ksiażka

Jak zawsze


Naszych bohaterów, Grażynę (77 lat) i Ludwika (81 lat) poznajemy gdy świętują 50-rocznicę wieczoru, kiedy po raz pierwszy uprawiali seks - po przeczytaniu tego, jak każde z nich się do tego przygotowywało, byłam już pewna, że kilka następnych wieczorów spędzę śledząc ich dalsze losy. A są niezwykłe -  następnego dnia rano budzą się w Warszawie 1963 i mając pełną świadomość przeżytego już razem życia, zaczynają je od nowa. Ludwik jest żonatym psychologiem, Grażyna jego pacjentką. Daleki powojenny świat wygląda podobnie (zimna wojna, blok wschodni i zachodni), tyle że Polska nie jest w bloku radzieckim, ale jest sprzymierzona z Francją. 

Książka w dużej części poświęcona temu co dzieje się wokół Grażyny i Ludwika, temu, że co by się po drodze w Polsce nie zadziało, na koniec wychodzi tak w tytule, czyli "jak zawsze". 

Zgiełk czasu

Książka występuje w wielu zestawieniach najlepszych książek 2017 roku. Ale też była przedmiotem ożywionej dyskusji na łamach Tygodnika Powszechnego, gdzie bardzo mocno zjechano jej tłumaczenie, w opinii Doroty Kozińskiej, tłumacz napisał inna książkę, dużo gorszą od oryginału.  Bardzo to możliwe, bo czytając Zgiełk czasu nie miałam wrażenia, że mam w ręku arcydzieło. z tym, że też coś więcej niż powieścidło - przede wszystkim ciekawy temat.

Książka dzieli się na trzy części, W każdej z nich opisane są kolejne epizody (rok:  1936; 1948 i 1963) "przeczołgania" przez system radziecki Dymitra Szostakowicza. Przeżył, nie był więziony, ale był tak samo złamany, a może nawet i bardziej, niż ci, którzy zaznali bezpośredniej przemocy.

Świetny obraz sparaliżowanego ze strachu artysty, którego tchórzostwo, w obliczu tego czego doświadcza, jest w pełni zrozumiałe.

Makuszyński o Jednym takim, któremu ukradziono słońce 


Tak jak zawsze u Mariusza Urbanka: dobrze napisany, ubarwiony anegdotami biogram. "Trudne" momenty pominięte, albo - jak się nie da - zamknięte w kilku zdaniach. Taki sposób pisania biografii narzuca - przynajmniej ja tak mam -  duży dystans do opisywanej postaci. Pewnie, że zdarza się i tak, że nie ma materiałów źródłowych pozwalających przybliżyć złożoność postaci, odpowiedzieć na kilka pytać, postawić jakieś hipotezy.  Tyle, że w takiej nie ma sensu przystępować do pisania biografii. 

Zero

Kolejna (po Blackoucie) katastroficzna wizja Marca Elsberga. Tyle, że tym razem autor snuje wizję, nie z gatunku "co będzie gdy ...", ale pokazuje jak może być wykorzystywany już istniejący sprzęt.  Okulary z dostępem do Internetu, pozwalające  w czasie rzeczywistym, za pomocą funkcji rozpoznawania twarzy,  identyfikować napotykane osoby a następnie szybko prezentować jej pełne dossier oraz rozpowszechniane za pomocą mediów społecznościowych aplikacje, pozwalające modyfikować zachowania ... nasz dzisiejszy świat, żadne s-f.  Dość przerażająca wizja

Słuchałam Zero, gdy zaterkotała komórka. To aplikacja Google+ przypominała mi, że  22.30 odjeżdża ostatni autobus z Brwi do Warszawy ...  Google, dzięki geolokalizacji uznał, że mimo późnej pory znajduję się poza domem (wg. niego mieszkam w Warszawie), a ponieważ kupuje bilety za pomocą aplikacji Skycash, wie że korzystam z autobusów. Ale mimo tego, Że wiem skąd miał taki pomysł, to trochę mnie to wtedy zmroziło.

Jaka piękna samotność

Przeczytałam, bo napisał to mój kolega. Gawęda Polaka na obczyźnie (Australia, rok 2000). O swoich twórczych niemocach, patchworkowych związkach, rodzinnych historiach, wszystko skąpane w niepowtarzalnym klimacie domów przedwojennej inteligencji.

Dla mnie ciekawe, bo pamiętam tamten dom na Żoliborzu, znam niektóre z osób występujących na kartach tej książki (o mnie też jest jedno zdanie). Ale na ile może to być ciekawe dla osoby z zewnątrz, trudno mi powiedzieć. 

Wszyscy powinniśmy być feministami

Skoro Chimamanga Ngozi Adichie pisze świetne książki, to i potrafiła zgrabnie napisać płomienny wykład. Ale to co miła do powiedzenia, to oczywista oczywistość. Kupiłam na prezent z uwagi na tytuł i przy okazji przeczytałam.

 

A w nadchodzącym roku, poza tym że tak jak w poprzednim. zapiszę na Goodreads, że przeczytam 52 książki mam zamiar przeczytać 6 książek po angielsku i 6 "dla rozumku".

czwartek, 30 listopada 2017
Przeczytane 2017

Książki Hanya Yanagihara przeczytałam zgodnie z tym jak się ukazywały, czyli nie zaczęłam od Małego życia, które przyniosło jej sławę, tylko od debiutanckich Ludzi na drzewach.

Historia opowiedziana w Ludziach na drzewach jest literacką przeróbką historii Daniela Gajduska. Swego czasu było podobno o niej bardzo głośno.  Był to amerykański wirusolog i pediatra, laureat nagrody Nobla w 1976 roku za badania nad prionami, który poza tym, że był wybitny i genialny, miał „feler”: był pedofilem. Mieszkał ze "swoimi" dziećmi, przywiezionymi z dalekich krajów, w których robił badania, oficjalnie opiekował się nimi i kształcił, ale niestety nie tylko ... W końcu wybuchł skandal – został aresztowany, w końcu zawarto ugodę, w więzieniu spędził tylko rok, potem tułał się po Europie.

W Ludziach na drzewach opowieść o życiu słynnego naukowca (też laureata Nagrody Nobla) snuje posiadacz dziennika badacza. Bardzo szczegółowo dowiadujemy się jakie były początki jego zawrotnej kariery naukowej. Trochę przez przypadek, zgodził się na wzięcie udziału w wyprawie na jedną z pacyficznych wysp zamieszkiwaną przez lud Ivu’ivu - działająca na wyobraźnię plotka głosiła, że poznali zagadkę nieśmiertelności. 

 

Czyli zachłanna, pożerająca wszystko co spotka na swojej drodze cywilizacja vs. może nie szlachetny, ale całkiem dobrze, do dnia spotkania z cywilizacją, sobie radzący pierwotny lud. Jest to dobrze napisane, więc lekko się czyta, ale końca nie widać,  a to o czym się czyta, spokojnie dałoby się streścić bez szkody dla treści.  

 

Popularność Hanya Yanagihara przyniosła jej druga książka Małe życie.

Jest to jeszcze bardziej opasłe tomiszcze od Ludzi na drzewach. Opowieść o tym jak ułożyło się życie czterech chłopaków, którzy na studiach mieszkali w jednym pokoju, a po ich skończeniu dalej utrzymywali ze sobą kontakt. Każdy z nich odniósł sukces zawodowy: JB został znanym malarzem, William słynnym aktorem, Jude wziętym prawnikiem a Malcolm architektem. Przeważająca część powieści poświęcona jest jednemu z nich, który przez całe życie zmaga się z wyniesioną z dzieciństwa traumą. Morał z tej historii taki, że jak cię na starcie skrzywdzą, to żadne, nawet najbardziej spektakularne, późniejsze głaski i uśmiechy nie pomogą.

Taki mocno przegadany serial o życiu czwórki nowojorczyków w drugiej połowie XX wieku. Dobrze się to czyta, więc nie dziwi deszcz nagród, jakimi ta książka został obsypana.

czwartek, 23 listopada 2017
Przeczytane 2017

Patrick Melrose Edward St. Aubyn

W Polsce pięć książek Edwarda St. Aubyna, opowiadających historię Patricka Melrose: Nic takiego; Złe wieści; Jakaś nadzieja; Mleko matki i W końcu 

zmieszczono w dwóch tomach:

 

Takie wydawnicze wisty psują mi i tak nie najlepszą statystykę na Goodreads, ledwo, ledwo ciągnę z tegorocznym wyzwaniem – wszystko przez to, że w komunikacji miejskiej zamiast czytać, przeglądam Twittera.

Wstęp napisała Zadie Smith, nawet zaczęłam go czytać, ale dość szybko odniosłam wrażenie że ma coś ze spoilera i dałam sobie spokój.

Pięć tomów, w których opisane zostało pięć przełomowych momentów w życiu Patricka Melrose. Poznajemy go gdy ma pięć lat i mieszka z rodzicami: angielskim arystokratą i pochodzącą z  Ameryki matką, która po wniesieniu posagu, nie ma w domu nic do powiedzenia. Ojca się boi i ma ku temu wiele powodów, za matką tęskni, ale ta - nienawidząc losu który sobie zgotowała - nie ma ani serca ani czasu dla dziecka które się po tym jej nielubianym życiu plącze. W Nic takiego opisany jest chyba najgorszy dzień jego dzieciństwa. W Złych wieściach Patrick jest ćpunem, przyjeżdża do Nowego Jorku po prochy ojca i nie budzi tak jak w poprzednim tomie współczucia, tylko obrzydzenie. Tytuł kolejnego tomu Jakaś nadzieja mówi sam za siebie – to jak nasz bohater usiłuje stanąć na nogach obserwujemy podczas przyjęcia, na którym bawi się m.in. księżniczka Małgorzata. Decyzja o podjęciu leczenia, nie tyle została podjęta z tęsknoty za życiem, ile z lęku przed śmiercią;  Kto odgadnie, jakie wyszukane tortury czekają człowieka na wczasowiskach wieczności? Na samą myśl prawie odechciewało się umierać. W Mleku matki Patrick jest ojcem rodziny i nie do końca dobrze daje sobie w tej roli radę (za ten tom Edward St. Aubyn dostał nagrodę Bookera), a w ostatnim tomie, umiera matka co kolejny raz stanowi dla niego powód do rozliczeń.

 

Już pierwszy tom tego cyklu wywołał skandal, autor otwarcie mówił, że opisał w nim to, co sam jako dziecko przeżył. Cała ta powieść ma wątki autobiograficzne – zaczął ją pisać, podczas wychodzenia z opisanego w drugim tomie nałogu.

Siłą tej książki jest galeria postaci i dialogi. Takie współczesne Downton Abbey. Tylko nie jest to tak ładne i miłe dla oka.

czwartek, 02 listopada 2017
Przeczytane 2017

dobra książka

Tylko Lola Jarosław Kamiński



Pokręcona powieść o polskiej pokrzywionej rzeczywistości.

Tytułowa Lola to młoda Żydówka, która dusząc się w oparach przedwojennego antysemityzmu przystaje do anarchistów i wyjeżdża z przyjaciółką na hiszpańską wojnę. Z tej wojny udaje się wrócić jedynie tej przyjaciółce, Lidii Kowal, która nigdy nie pogodzi się z tą stratą. Potem, w PRL-u, staje się prominentną działaczką PRL-u i pod koniec życia wracając myślami do młodości zabiera się za pisanie wspomnień.

Wspomnienia Lidii Kowal są ważne dla drugiej bohaterki tej książki, Niny Molskiej, dziennikarki, której świetnie zapowiadającą się karierę złamał 1968 rok. Usiłuje ona znaleźć w nich odpowiedź na nurtujące ją pytania co do wydarzeń, w których uczestniczyła i których była świadkiem, a przy okazji odkrywa postać Loli, kobiety która i dla niej z jest ważna.

W tej książce jest coś z nastroju Idy. Podobnie jak w tamtym filmie, tak i w tej książce, bohaterkami są kobiety. Mężczyźni stanowią jedynie mało wyróżniające się z szarego podłoża tło. Z tym, że aby być sprawiedliwą, nie można pominąć tego, że tę bardzo kobieca powieść, napisał mężczyzna. Podobnie jak z kobietami udało mu się z 1968 rokiem. Nie przypominam sobie żadnej powieści o marcu 1968 roku – więc nawet jeżeli, nie była ona na tyle dobra, by mi weszła w pamięć (Msza za miasto Arras się nie liczy, bo odnosiła się do tych wydarzeń jedynie w podtekście). Tylko Lola jest pierwszą przeczytaną powieścią o tym czasie, która zapadła mi w pamięć i jeżeli przeczytam kolejną na ten temat, trudno będzie jej być lepszą od tej. Poprzeczka jest wysoko zawieszona.

 

Alfred i Ginerwa James Shuyler

Z posłowia dowiedziałam się, ze autor był na co dzień poetą i w tym momencie stało się dla mnie jasne skąd wyzierająca z każdego prawie zdania poetyckość tej książki. Ameryka tuż po wojnie. Tytułowy Alfred i Ginerwa to rodzeństwo, on ma około 8 lat, ona jest dwa, może trzy, lata starsza. Książka to zapis ich dziecięcej paplaniny, z której wylania się obraz nie tylko ich świata, ale też widzianego z tej perspektywy świata dorosłych. 

Tego typu książki, jak są dobre, określa się ‘urocze”.  I taka też jest ta książka

piątek, 13 października 2017

dobra książka

Prześniona rewolucja Andrzej Leder


Książka, którą pewnie wszyscy powinni przeczytać, ale nie przeczytają i też nie ma im się co za bardzo dziwić. Bo niestety nie jest dobrze napisana. A szkoda, bo nawet jeżeli w wielu miejscach nie jest aż tak odkrywcza, za jaką uchodzi, ma wiele bardzo cennych spostrzeżeń.

Już na pierwszych stronach czytelnik konfrontuje się z dość hermetycznym językiem rodem z Marii Janion, jak „imaginarium”, „fantazmaty”. Potem jest tylko gorzej – co jakiś czas za pomocą cytatu, nazwiska przywoływane są teorie i terminy w sposób, który nawet dla mnie - osoby wprawdzie z wypłowiałym, ale jednak jakimś backgroundem do czytania tego typu lektur - jest mało strawny. Wymuszało to przystanki, które nie zawsze kończyły się przyswojeniem treści, czasami kończyło się to na machnięciu ręką i „pójściu dalej”.

Najciekawszym dla mnie spostrzeżeniem była, wygłoszona przy okazji komentowania przedwojennych pamiętników chłopów, uwaga na temat pozycji polskiej kobiety:

Religijność (…) stanowi ważny element struktury fantazmatu rządzącego relacjami w obrębie chłopskiej rodziny. Kobieta, poddana brutalnej przemocy męża, przez identyfikację ze znakami wiary i obrządku, przez żarliwą miłość do nich – księdza, Boga, Chrystusa – może zyskać pozycję moralnej wyższości, stać się przedstawicielką normy i prawa, a ostatecznie symbolicznie unicestwić chłopa w oczach swoich i dzieci, ba, w jego własnych. To jej odwet za pijaństwo i bicie. Ona, wsparta o autorytet kazania i krzyża, odbiera prawomocność jego pozycji ojcowskiej, czyni go głupim, prymitywnym zwierzęciem, którego można się tylko bać, ale nie szanować. Ani kochać. Miłość, szacunek, oddanie są zarezerwowane dla figur religii; akceptacja tych ostatnich przywraca kobiecie godność, którą odbiera jej mężowska przemoc. Chłop zaś, zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności, może po niewolniczej pracy pić w karczmie, a gdy wróci do chałupy, brutalnie egzekwować swoje mężowskie prawa. Albo odreagować gorycz codziennego upokorzenia, katując żonę i dzieci. Ta struktura trwa do dzisiaj, podtrzymując uprzywilejowaną więź kobiet z Kościołem i w ten sposób umacniając ich pozycję jako „dysponentek moralnej prawomocności” w obrębie rodziny. To potężne narzędzie władzy nad mężczyznami i dziećmi. Warunkuje ono swoisty polski matriarchat psychologiczny, kontrastujący z dominującym w sferze społecznej politycznej  patriarchatem. Psychologiczny matriarchat, jeśli w ogóle uznawany, w przeważającym, „dworskim” dyskursie jest zwykle przypisywany emancypacji kobiet szlacheckich, pozostawionych samym sobie wskutek popowstaniowych represji. Jednak sądzę, że jest on przede wszystkim efektem owej uprzywilejowanej więzi z Kościołem, którą umęczona kobieta z folwarku buduje w swojej wyobraźni, by chociaż na chwilę uciec od materialnej i moralnej biedy codziennego życia

Generalnie rzecz jest o tym, że w latach 1939-1956 cudzymi rękami (najpierw Niemiec, potem Rosji) dokonała się w Polsce rewolucja – przejście do nowoczesności. Podobno taką rewolucję dany naród może przejść tylko raz i to, że ona została dokonana niejako "za nas” ma decydujący wpływ na wszystko co się od tego czasu zdarzyło i zdarza.  Przy czym nie jest tak, że nie braliśmy w tym udziału:

Dla uchwycenia polskiej rewolucji jako rewolucji najważniejsze jest rozumienie transpasywnego udziału w przemocy. To bowiem, co było najbardziej „rewolucyjne” w latach 1939-1956, miało charakter zmasowanego gwałtu; ludobójstwa dokonanego na Żydach i morderczych represji, stale dotykających różne grupy społeczeństwa polskiego, przede wszystkim niszczących dawne elity. Niezależnie, czy podmiotem działania były tu oddziały SS czy NKWD, Polacy, naród w przewadze chłopski, w ogromnej większości byli świadkami. Jednak, wbrew tezie Zaremby, doświadczali nie tylko „trwogi”. Pasywnie doświadczali różnych form spełnienia. Realizacja skrytych pragnień przerażała, paraliżując władze podmiotowe i skłaniając do doświadczania rzeczywistości jako „jakby śnionej”, albo wciągała, popychając do głębokich zmian samoodczuwania, samorozumienia, sytuowania się jako podmiotu. Czasem „zakazane czyny” były podglądane i doświadczane tylko jako rozkosz Innego, budząca zawiść i potępienie, innym razem budziły aktywną rozkosz, o której nie można już było zapomnieć i która, mimo poczucia winy, głęboko zmieniała doświadczenie samego siebie. W polskiej rewolucji obie formy miały miejsce i obie kształtowały powojenne postawy.

Jak łatwo można wykoncypować, wg. autora po transpasywnej przemocy czasu Zagłady, Polacy doświadczyli transpasywnej rewolucji agrarnej.

Książka była pisana jeszcze przed 2015 rokiem. Ciekawa co by dziś autor w niej zmienił – mam wrażenie, że nie przewidział siły zjawisk, które dostrzegał. Fragment poniżej, jest według mnie najlepszym jak dotąd opisem polskiej chrześcijańskiej duszy:

… można by podejrzewać, że skrzywdzeni powinni współodczuwać z innymi cierpiącymi. Dlaczego więc tak często mają kamienne serca? (…) Otóż trzeba pamiętać, że pierwszą potrzebą skrzywdzonych jest zadośćuczynienie. Dopóki zadośćuczynienie się nie dokona, wszystko inne jest nieważne. Ból trwa i zamyka na wszystko inne. Potrzebę zadośćuczynienia zaś tworzą dwa fundamentalne pragnienia. Jedno to potrzeba uznania cierpienia przez innych. Uznania wyjątkowości ich cierpienia. To wiąże się z tym, że krzywda nie zna miary. Ci, którzy czują się skrzywdzeni, nie znoszą lekceważenia, umniejszania, porównywania. Również relatywizowania. To wszystko, w ich odczuciu, służy zakłamywaniu prawdy o absolutnym wymiarze ich krzywdy; jest szydzeniem z ich bólu. Dlatego nie chcą słuchać o krzywdach innych. Dopóki ci „inni” nie staną się „swoi”, mówienie o ich cierpieniu służy w odczuciu skrzywdzonych pomniejszaniu tego, co dotknęło właśnie ich. Zaś sytuacja, w której skrzywdzony miałby pomyśleć o tym, że sam był źródłem krzywdy, jest już w ogóle niemożliwa. Przypominanie przedwojennych pogromów czy pacyfikacji ukraińskich wsi polscy skrzywdzeni odczuwają więc jako zamach na ich prawo do cierpienia. Drugą potrzebą jest kara dla krzywdzicieli (…) Pragnienie kary daje usprawiedliwienie nienawiści. Chęci odwetu. Często mówi się, że cywilizacja zamiast pomsty proponuje prawo. Karę wymierzoną przez państwo (…) W tym przeżyciu kara stapia się z zemstą. (…)  To problem, z którym borykają się wszystkie liberalne systemy prawne. Skrzywdzeni, tracący nadzieję, że liberalny system prawny pomści ich krzywdy, kierują swe nadzieje ku „wielkiemu złoczyńcy”, jedynemu, który obiecuje krew. Właśnie przemoc, którą „złoczyńca” obiecuje – przemoc, dla której nie ma miejsca w „cywilizowanym” uniwersum symbolicznym – zaspokaja ich pragnienie odwetu, zadośćuczynienia, sprawiedliwości. Stanowi fundament ich prawa. (…). Ten sposób przeżywania potrzeby sprawiedliwości ma jeszcze jedną konsekwencję. Tam, gdzie nie ma zadośćuczynienia w postaci uznania i –co najmniej symbolicznej – kary, poczucie krzywdy pozostaje niezmienne. Ile by łask i dobrodziejstw, pochlebstw i upomnień nie kierowano do skrzywdzonych, oni pozostaną w swoim „nie wybaczaj!” (…). Z tego zaś wynika, że poczucie krzywdy nie pozwala przeżywać radości, rozkoszy, jouissance innej niż ta płynąca z zemsty. Albo z fantazjowania o zemście. Albo ze złego losu krzywdzicieli, nawet jeśli przynoszą go inni. Ba, cieszyć się można ze złego losu w ogóle, pławić w nieszczęściu własnym i innych. To też jest zemsta na tych, którzy chcieliby już zapomnieć o krzywdzie. Oni chcieliby cieszyć się sukcesem. A poczucie krzywdy nie pozwala cieszyć się sukcesem. Nawet własnym. Chyba że jest traktowany jako odwet. Ale radość z tego, że jest dobrze? Że dobrze jest innym? Jak może być dobrze, kiedy boli poczucie krzywdy?! Jak może być dobrze, jeśli triumfują krzywdziciele?! Sukces innych staje się raczej zadrą, która nasila ból, niż zachętą do wspólnego świętowania.

Mimo, że to  nie o tym, może tu tkwi cierpliwość suwerena?

Internacjonalistyczna obietnica oznaczała uczestniczenie w „powszechnym politycznym organizmie”, które – zgodnie ze słowami Rousseau – „nie może jednak być niesprawiedliwe ani też nie może stwarzać możliwości nadużyć; niemożliwe jest bowiem, aby organizm chciał sam sobie szkodzić, dopóki jako całość zmierza tylko do dobra wszystkich". Udział w nowo powstającym organizmie stawał się narzędziem upodmiotowienia (…) Ta obietnica była na tyle ważna, że pozwalała długo zamykać oczy na faktyczne „niedogodności” dokonującej się rewolucji. By to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że obietnica, nie będąc niczym innym niż obiektem pragnienia, może być dla człowieka czymś o wiele bardziej realnym od rzeczywistości.

A tu wyjaśnienie dlaczego nie lubimy myśleć:

Uparta obrona „dobrego samopoczucia”, stale przecież atakowanego przez ukryte „wspomnienie” zła, skłania do hamowania wszelkiego ruchu myśli, który poza ów schemat wybiega. Stąd niechęć do myślenia w ogóle, do analizowania, do intelektualnych wypraw w nieznane – stamtąd zawsze mogą wyłonić się upiory. Stąd też niechęć do przeglądania się w lustrze współczesności; zgodnie z tym, że teraźniejszość przychodzi do nas tam, gdzie naprawdę jesteśmy, coś strasznego pojawić by się mogło w obrazie odsyłanym przez prawdziwe zwierciadło. Lepsze okazuje się takie, które deformuje rzeczywistość, odsyłając do bajkowych, fantazmatycznych konstrukcji z mitycznej przeszłości. Stąd wreszcie niechęć do przyjmowania rzeczywistej odpowiedzialności, gdyż odpowiedzialność to konfrontacja z realnym zawsze ujawniająca niespójności w obrazie samego siebie, szczeliny, przez które wychynąć może poczucie winy.

O tyle groźnie, że

Jedna z diagnoz próbujących tłumaczyć stoczenie się dziewiętnastowiecznych Niemiec – kraju ogromnego sukcesu gospodarczego, politycznego, cywilizacyjnego – w otchłań wojen pierwszej połowy XX wieku i w największą zapewne zbiorową zbrodnię w historii, mówi o głębokim dysonansie między rzeczywistymi źródłami sukcesu i siły niemieckiego mieszczaństwa a jego ogromną niechęcią, by te źródła uznać. Efektem tego zaprzeczenia były rojenia o dziedzictwie Hermana z Lasu Teutoburskiego – pogromcy Rzymian – o sprawczej sile duchowego czynu i szczególnej misji Niemców w świecie.

czwartek, 05 października 2017
Przeczytane 2017 Audiobooki

dobry audiobook 

Czarna Wojciech Kuczok

 

Seria N/A Faktach wydawnictwa Od deski do deski – czyli historia oparta na faktach. Pamiętam tę historię, przez chwilę żyła nią nie tylko brukowa prasa. W jednym z miasteczek na ścianie wschodniej nauczycielka zabiła dziecko swojego kochanka.Świetnie napisana opowieść o toksycznej, zaborczej miłości samotnej kobiety

.A wisienką na torcie jest to, jakie są dalsze losy bohaterów tego literackiego reportażu.

Montecristo Martin Suter

 

Klasyczny kryminał klasy B. Współczesna Szwajcaria, a jak Szwajcaria to banki. W pierwszym rozdziale w pociągu, którym jedzie nasz główny bohater ktoś (potem okazuje się że to urzędnik bankowy), popełnia samobójstwo. Chwilę później nasz bohater przypadkowo natrafia na dwa banknoty o tym samym nominale. Początkowo, nie łączy tych dwóch faktów ze sobą, ale jak wymagają reguły tego gatunku, nie ma wątpliwości że muszą być ze sobą powiązane.I są, ale nie olśniła mnie pomysłowość autora. Kryminały są pisane trochę na jedno kopyto. Ale mogą zaciekawić opisem postaci, dialogami, ciekawą intrygą. Nic z tych rzeczy. Kryminał klasy b. Ale jako audiobook może być. 

 

Paradyzja Janusz Zajdel

 


W poszukiwaniu "tamtych" wrażeń sięgnęłam po Zajdla i po  przeczytaniu  Limes Inferior przyszła kolej i na Paradyzję. Niestety czas tej prozy nie obronił. Poza klasycznymi kliszami: antyutopia, państwo autorytarne, zbuntowana jednostka … najciekawszym fragmentem życia w krainie Paradyzji był język koalang. Język, dzięki któremu można było powiedzieć coś na głos, a „słuchające ściany” nie były w stanie tego zrozumieć. Dziś nie ten czas, nie ta finezja życia społecznego. Nikt na takie szczegóły nie zwraca uwagi. Przez co, mimo że po części świat, który opisuje, znów jest naszym światem książka ma jedynie wartość sentymentalną i historyczną.   


Vernon Subutex 2

 


Skoro przeczytałam część pierwszą, przeczytałam drugą i na pewno przeczytam i trzecią. Książka jest tak napisana (albo przetłumaczona), że świetnie nadaje się na audiobook. Z zaciekawieniem śledzi się koleje losu tytułowego Vernona, podstarzałego hippisa, nie tak dawno właściciela mieszkania i wypożyczalni płyt, dziś bezdomnego mieszkańca Paryża.

dobry audiobook 


Ból Zeruya Shalev



Klasyczna babska powieść, ale taka „lepsiejsza”.Główna bohaterka, 45-letnia dyrektorka szkoły, ma męża i dwoje wchodzących w dorosłość dzieci. 10 lat temu była ofiara zamachu terrorystycznego i od tego czasu cierpi na uporczywy bóle. Podłoże nie jest jasne, wszystko wskazuje na ból traumatyczno-egzystencjalny. Przypadkowo w poradni bólu, spotyka swoją wielką młodzieńczą miłość, który dziś pracuje tam jako lekarz neurolog.  Zaczyna się zastanawiać, czy nie zmienić swojego życia o 180o i pójść dalej z tamtym, niegdyś kochanym do szaleństwa facetem. Sytuacja zmusza ją do przemyślenia swojego życia. Na te przemyślenia wpływa to co dzieje się w życiu męża, syna a przede wszystkim córki.Niby banalna opowieść, ale jak napisana!

 


Nowy wspaniały świat Aldous Huxley

 

Po Zajdlu sięgnęłam po klasykę. Nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak za pierwszym razem. Może dlatego, że teraz to był audiobook, w dodatku czytany przez Karolinę Gruszkę, ona nawet taki tekst, czyta słodkim, kojącym głosem. Ale w zestawieniu z Paradyzją, ksiażka Huxleya nie tylko się nie zestarzała, ale jest przeraźliwie aktualna. Może dlatego, że w swojej antyutopii Huxley tak duży nacisk położył na „prawidłową”, całkowicie kontrolowaną przez państwo, reprodukcję?

 

dobry audiobook 

Syn Philipp Meyer

 

Saga o Amerykańskim Południu. Kronika teksańskiej rodziny McCulloughów Równoległa opowieść trzech pokoleniach: porwanym przez Komanczów chłopaku, jego potomkach budujących podwaliny przyszłego, opartego na ropie, bogactwa rodziny, i losach kolejnego pokolenia tej rodziny w końcu XX wieku.Świetna powieść. Z dużym rozmachem. Dobrze przedstawionymi postaciami. Ciekawie zaplątanymi historiami. Audiobook tez niczego sobie.

piątek, 25 sierpnia 2017
Przeczytane 2017

Mam taki plan, by parę rzeczy odświeżyć, poukładać. I książki (przynajmniej niektóre) nie przelatywały przez głowę, robić notatki.  

Antysemityzm Bożena Keff


Jak w tytule. Dobrze napisana, z tym że na bardzo ogólnym, podstawowym poziomie, bez zagłębiania się w szczegóły. Bardziej publicystyka, niż praca naukowa. 

Starożytność

Żydzi w jeden dzień w tygodniu nie pracowali, uznając go za dzień odpoczynku, szabat. Inne kultury nie miały wtedy takiego regularnego dnia odpoczynku. Wg Swetoniusza, nie pracować co siódmy dzień to jakby tracić 1/7 życia.

Poza zaratustrianami, jedynie Żydzi byli monoteistami. Przez około 50 lat po śmierci Jezusa znaczenia słów „Żydzi" i „chrześcijanie" w dużej mierze się pokrywały.

Ówczesne stronnictwa religijno-polityczne:

Faryzeusze - najpopularniejsi, byli świeckimi „pobożnymi" i reprezentowali najszerszy nurt judaizmu w czasach Jezusa i Pawła. Biegli w interpretacji Starego Testamentu, politycznie wykazywali umiarkowanie. Nie podsycali marzeń o niepodległości, nie chcieli hellenizacji, ani romanizacji i chcieli zostać przy swojej tradycji, w warunkach, jakie były możliwe. Będąc realistami uważali, że nie da się wygrać walki z Rzymem. Kiedy cesarz Hadrian postanowił w miejscu Jerozolimy założyć rzymską kolonię wybuchło kolejne powstanie. Przywódcą był Bar Kochba (Syn Gwiazdy) i niespodziewanie Żydzi wyzwolili całą prowincję wraz z Jerozolimą, zadając Rzymowi ciężkie ciosy. Tyle, że po dwóch latach walk i dwóch latach panowania Bar Kochby w 135 roku Rzymianie odbili Jerozolimę i po upadku ostatniej twierdzy wojowników Bar Kochby – Betaru nastąpił ostateczny koniec Jude i Żydzi stracili swoje miejsce na ziemi.

Saduceusze -wywodzący się z najbogatszych warstw społecznych, związani z kastą kapłanów i świątynią w Jerozolimie. Zawsze dostosowywali się do władzy politycznej, dawniej greckiej, w czasach Jezusa — rzymskiej, co dawało im pewną swobodę działania i przewagi nad innymi odłamami; prowadzili handel wokół świątyni. W poglądach byli racjonalni, nie wspierali tendencji mistycznych, odrzucali istnienie aniołów i życia po życiu, a nacisk kładli na rytuały. Annasz i Kajfasz, prześladowcy Jezusa z Ewangelii, byli saduceuszami.

Zeloci - fundamentaliści. Obecność i obyczaje Rzymian często obrażały ich obyczaje i ład religijny. Najbardziej radykalni z zelotów, tzw. sykariusze (od gr. sikami — sztylety) chodzili z ukrytymi w ubraniu sztyletami lub nożami i zabijali tych, którzy, w ich ocenie, byli odstępcami religijnymi. Chcieli walki z Rzymem i walczyli z nim. W roku 66 n.e. bronili twierdzy Masada. Było ich około 1000 przeciwko 5000 rzymskich żołnierzy wspieranych przez 9000 niewolników i najemników. Dowódcą zelotów był Eleazar ben Jair. Zeloci nie poddali się, ale popełnili zbiorowe samobójstwo. Każdy mężczyzna zabił swoją żonę i dzieci, następnie wylosowano dziesięciu, którzy zabili pozostałych mężczyzn, wreszcie jednego, który zabił swoich towarzyszy walki i sam w końcu popełnił samobójstwo.

Esseńczycy - mieszkali we wspólnotach typu klasztornego, jak mnisi, na uboczu, skromnie, dzieląc wszystko, co posiadali. Oczekiwali apokalipsy, końca świata ziemskiego. Nie uczestniczyli bezpośrednio w kulcie sprawowanym w świątyni. Część z nich żyła w celibacie, co w judaizmie było ekstrawagancją, a część w małżeństwach. Zajmowali się przepisywaniem tekstów religijnych, komentowaniem ich i studiowaniem. Dopuszczali podobno możliwość walki z Rzymem, ale nie naciskali na to.

Nazarejczycy - odłamem judaizmu. Wyznawcy Jezusa jako Mesjasza, nie uważali się za osobną religię. To dopiero zmienił św. Paweł (którego hebrajskie imię brzmi Saul). Jako nawrócony na chrześcijaństwo faryzeusz przyłączył się w Jerozolimie do tych nazarejczyków, których dziś nazywa się Pierwotnym Kościołem. Przewodził temu zgromadzeniu Jakub Sprawiedliwy, o którym pisze się, że był bratem Jezusa. Wyznawcy wierzyli w Mesjasza Jezusa, ale jednocześnie bardzo gorliwie przestrzegali prawa Mojżeszowego i obyczajów żydowskich. Paweł, już jako chrześcijanin, sporo jak na tamte czasy podróżował i zauważył, że dla chrześcijan nie-Żydów żydowskie obyczaje były dość kłopotliwe. Uznał więc, że można zwolnić tych, którzy nie są Żydami z urodzenia, od przestrzegania ich. Nie jest ważne, czy są obrzezani, czy jedzą zgodnie z zasadami koszeru, oddzielając potrawy mięsne od mlecznych. Ważna jest istota wiary. W ten sposób zuniwersalizował tę wersję judaizmu, w której wierzono w Mesjasza Jezusa, syna Boga, Zbawiciela wszystkich ludzi, zwaną już potem powszechnie chrześcijaństwem.

Średniowiecze

Po raz pierwszy nieszczęścia na masową skalę spotkały Żydów w czasie wypraw krzyżowych.

Latem 1096 roku na wezwanie papieża wyruszyła pierwsza krucjata, która miała za zadanie odbić Jerozolimę z rąk Turków. Ale zanim uczestnicy wyprawy opuścili Europę — a przemieszczali się głównie piechotą — uświadomili sobie, że przecież w ich własnych krajach żyją zabójcy i wrogowie Boga. Prosty lud, któremu zapowiedziano, że cokolwiek zrobi w czasie wyprawy, nie będzie w tym grzechu, i że wszyscy jej uczestnicy będą zbawieni, ruszył zabijać Żydów. Całe gminy, rodziny z dziećmi i starszymi ludźmi chronili się w opactwach, w zamkach książąt, pod których opieką się znajdowali, gdzie często starano się im pomóc, ale najczęściej bezskutecznie. Padali ofiarą strasznych rzezi, grabieży i gwałtów. Życie ocaliło tych niewielu, którzy zdecydowali się zmienić wiarę lub którzy przyjmowali chrzest pod przymusem.

XV wiek, przyniósł misteria pasyjne. Ludzie godzinami ze wzruszeniem, z grozą i zaangażowaniem oglądali widowisko, które długo i bardzo szczegółowo opowiadało o wymyślnych torturach, jakie Żydzi zadawali Zbawicielowi. Kiedy widowisko się kończyło, nieraz ruszali szturmem na dzielnicę żydowską - mieli przecież oprawców Boga pod ręką - żeby tam rozładować furię i „pomścić Boga. Żydzi musieli nosić piętnujące oznaki na ubraniu: żółte koło, łatę lub kapelusze specjalnego kroju, i pod groźbą poważnych kar nie wolno im było pokazać się w dzielnicy chrześcijańskiej bez tego znaku. Takie oznaki w średniowieczu nosiły też inne stygmatyzowane grupy ludzi: prostytutki, dłużnicy, potem ci uznani za heretyków. Niemniej Żydzi należeli do tej napiętnowanej grupy, niezależnie od tego, czym się trudnili i co zrobili.

Już w XII wieku we Francji, na mocy wyroku sądu, po raz pierwszy spalono Talmud.Pierwszym dzieckiem rzekomo zabitym przez Żydów dla uzyskania krwi miał być chłopiec o imieniu William, z miejscowości Norwich. w Anglii. Działo się to w roku 1144. Znaleziono zwłoki chłopca i uznano, że zabili go Żydzi. Od tamtej pory podniesiono przeciwko Żydom w całej Europie setki  oskarżeń o zabójstwa dzieci, a ich następstwami często były napady i morderstwa Żydów. Dzieci powszechnie traktowano źle; często okrutnie bito, straszono, głodzono, zamykano w komórkach lub piwnicach, bo wszystko to uznawano za środki wychowawcze. Przypadki zaginięcia, może ucieczki z domu, bywały pretekstem do wybuchu nienawiści i do ataku na Żydów - do bicia, mordowania, rabunku, bo tak się zazwyczaj kończyły te oskarżenia. Zdarzało się też, że rodzice ukrywali swoje dziecko i szantażowali Żydów, że jeśli nie dostaną pieniędzy, oskarżą gminę o porwanie i mord. Czasami podrzucano zwłoki dzieci albo dzban z krwią w żydowskich częściach miasta.

We Francji Filip Piękny w XVI wieku zakazał oskarżeń o mord rytualny, ponieważ szantaże i wymuszenia były już zbyt oczywiste. Ale jednak wiara w mord rytualny przetrwała wieki. Ostatni proces pod tym zarzutem odbył się w Rosji w 1911 roku; oskarżony w końcu został uniewinniony. Ostatni pogrom z mordowaniem Żydów pod pretekstem mordu rytualnego odbył się w Polsce, w Kielcach, w 1946 roku.

W 1247 roku papież Innocenty III wydał bullę, w której wykazywał nieprawdziwość przesądów o mordzie rytualnym i wzywał do zaniechania napaści. Zazwyczaj te wezwania były bezskuteczne. Na darmo podkreślano także, że Żydów obowiązuje religijny i rytualny zakaz spożywania krwi, pod jakąkolwiek postacią (ten zakaz jest jedną z podstaw zasad koszeru).Kiedy na soborze laterańskim w 1215 roku przyjęto dogmat o transsubstancjacji, czyli o dosłownej przemianie i obecności ciała Jezusa, bożego ciała, w opłatku/hostii, pojawiło się mnóstwo opowieści o tym, jak Żydzi profanują poświęconą hostię. Polska antropolożka Joanna Tokarska-Bakir utrzymuje, że ponieważ dogmat o transsubstancjacji, czyli przemianie, jest dziwną i trudną konstrukcją myślową dowodem na jego prawdziwość miała być żydowska skłonność do przelewania krwi Chrystusa, w tym wypadku wydobywanej z hostii. Długosz, w swoich Rocznikach z 1399 roku opisał jedną z najbardziej znanych legend, którą traktował niezwykle poważnie. Otóż kilku Żydów z Poznania chciało sprawdzić, czy hostie są rzeczywiście ciałem Jezusa. Przekupili więc pewną służącą u nich chrześcijańską dziewczynę, o imieniu Krystyna, która przyniosła im z kościoła hostię. Żydzi jęli kłuć nożami hostię, z której trysnęła krew, a kiedy przerażeni chcieli ją zakopać, uniosła się w powietrzu i umknęła im.Kolejny przesąd dotyczył roznoszenia przez Żydów epidemii, czyli zarazy.

W rok po „krucjacie pastuszków" w lecie 1321 roku pojawiła się wiadomość o tym, że Żydzi wraz z trędowatymi uknuli spisek, aby wytruć wszystkich chrześcijan. Trzeba było, jak uważa Joshua Trachtenberg, dołożyć coś jeszcze straszniejszego do rzekomych zbrodni żydowskich, żeby nie mieć poczucia winy z powodu już dokonanych na nich rzeziach. Truciznę, złożoną z ludzkiej krwi, moczu, trzech tajemnych ziół oraz roztartej na proszek poświęconej hostii - konieczny składnik magiczny - Żydzi, jak mówiła wieść, dawali trędowatym, a ci wrzucali ją do studni. W innej wersji Żydzi robili to na polecenie najgorszych wrogów chrześcijaństwa, muzułmanów, króla Granady i Tunisu, lub po prostu na polecenie samego szatana. Była' to pierwsza wiadomość o powszechnym spisku żydowskim. Kiedy więc w latach 1347 do 1350 zapanowała w Europie dżuma, Żydów oskarżano o zatruwanie studni i rozprzestrzenianie plagi. Znów nastąpiły napaści, rzezie, rabunki i wypędzenia.

W roku 1348 papież Klemens IV wydał bullę, w której bronił Żydów przed tymi zarzutami, wskazując na to, że i oni sami umierają od epidemii, a epidemia panuje także tam, gdzie ich nie ma, ale te racjonalne słowa niewiele zdziałały.

Postawę chrześcijan wobec Żydów można podsumować powiedzeniem Erazma z Rotterdamu: Jeżeli nienawiść do Żydów jest warunkiem dobrego chrześcijanina, to wszyscy jesteśmy dobrymi chrześcijanami.

Żydzi w Polsce

Według źródeł historycznych na początku stosunki pomiędzy Żydami i ludnością miejscową były dobre, a z punktu widzenia papieża i kleru — wręcz niebezpiecznie dobre.

Już więc w drugiej połowie XIII wieku duchowni, pod przewodem przysłanego z Rzymu biskupa Gwidona, po synodzie we Wrocławiu w 1267 roku i późniejszych synodach w Budzie i w Łęczycy podjęli uchwały, które miały nie dopuszczać do zbytniego zbliżania się Żydów i chrześcijan. Podobnie jak wcześniej na Zachodzie. Żydom nakazano mieszkać w osobnej dzielnicy, odgrodzonej od dzielnic chrześcijańskich murem, płotem lub rowem.W połowie XIV wieku do Polski napłynęła kolejna fala uchodźców z Zachodu; tym razem byli to ci, których nękano w czasie epidemii dżumy. Choroba pojawiła się także na ziemiach polskich – pogromach zabito wtedy około 10 tysięcy Żydów, oskarżanych o roznoszenie zarazy.

W XV wieku w statutach nieszawskich z roku 1454, Kazimierz Jagiellończyk ograniczył prawa Żydów. Działo się to przy gorącej agitacji Jana Kapistrana, ówczesnego legata papieskiego, wielkiego przeciwnika Żydów i heretyków, przekonanego o tym, że jedynym, czego pragną Żydzi, to krew chrześcijańska. Ograniczono wówczas prawa Żydów do osiedlania się, choć i wcześniej nie wszędzie mogli zamieszkiwać. Poddano ich także władzy szlachty, na której ziemi mieszkali (wcześniej podlegali tylko królowi). Często Żydzi reagowali na to chętnie, ponieważ przenosząc się do dóbr szlachty, unikali konkurencji z chrześcijańskim mieszczaństwem, która stawała się coraz trudniejsza.Niemniej od XIII do XVII wieku Polska była europejskim centrum życia społecznego i kultury żydowskiej. W połowie XVI wieku na ziemiach polskich żyło już około 80% wszystkich Żydów.

W latach 1581-1764 działał w Polsce żydowski Sejm Czterech Ziem (Waad Arba Aracot), nazwany tak od czterech części Polski, z których pochodziło 30 żydowskich reprezentantów. Była to ustanowiona przez Batorego w roku 1580 instytucja żydowska, mająca na celu ściąganie podatków, która z czasem przybrała formę prawdziwego sejmu. Reprezentanci poszczególnych ziem stanowili wierzchołek reprezentacji samorządu żydowskiego. Na poziomie lokalnym funkcjonowały kahały, czyli gminy żydowskie. Rządzili nimi najbogatsi, tzw. starsi kahalni lub burmistrzowie kahalni. Jak wszędzie, ponieważ byt Żydów zależał od pieniędzy, bogaci członkowie gminy odgrywali bardzo znaczącą rolę, i niejednokrotnie jej nadużywali. Żydzi mieli swoje własne sądownictwo, administrację, zarządzanie podatkami, które potem płacono szlachcie lub do skarbca królewskiego, a także edukację, czyli szkoły i jesziwy, uczelnie religijne dla chłopców. Kahał wyznaczał rabina, który był jego urzędnikiem. Gmina najmowała także lekarza (dla zamożniejszych) i balwierza dla mniej zamożnych, byli też pielęgniarze i, bardzo rzadko, apteki. Do szkoły chodzili wszyscy chłopcy, bogaci i średnio bogaci, biedni i najbiedniejsi (ci na koszt gminy); uczyli się czytać i pisać od trzeciego roku życia.

Okres wojen z Chmielnickim w historiografii żydowskiej nazwano Gezerah - wielką katastrofą - i uważa się go za symboliczny koniec pomyślnego okresu w historii polskich Żydów.

Wiek XVIII i XIX. 

Monteskiusz Listy perskie:

Religia żydowska to stary pień, który wydał dwa konary chrystianizm i mahometanizm. Albo raczej to matka, która zrodziła dwie córki, te zaś zadały jej tysiące ran.

Pierwszy projekt emancypacji Żydów pojawił się w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w roku 1793. Potem idee emancypacji wcielał w życie spadkobierca rewolucji, Napoleon Bo­naparte. Zmieniał prawo zarówno we Francji, jak i w kolejno podbijanych krajach. Ponieważ w poszczególnych księstwach niemieckich prawa równające Żydów wprowadzili okupujący teren Niemiec Francuzi, przeciwnicy emancypacji twierdzili, że jest to „francuska" i narzucona idea. Kiedy Napoleon został pobity, niemieccy konserwatyści wracali w wielu wypadkach i na pewien czas do dawnych dyskryminujących Żydów praw.

W Polsce Sejm Wielki (1788-1792) zajmował się głównie sprawą mieszczan. Stanisław Staszic i Hugo Kołłątaj, którzy byli zwolennikami reform na rzecz mieszczan, zdecydowanie przeciwstawiali się włączaniu do praw miejskich tych Żydów, którzy już mieszkali w miastach lub chcieli w nich osiąść.

Oddanym i bliskim przyjacielem Mickiewicza w ostatnim okresie życia był Armand Levy, francuski Żyd, wcześniej uczestnik Wiosny Ludów, po śmierci Mickiewicza uczestnik Komuny Paryskiej. Legion, który Mickiewicz chciał sformować w roku 1855 miał być legionem żydowskim czy polsko-żydowskim. Miało to swoje realne podstawy, Żydzi w obrębie imperium carskiego byli bowiem wcielani do wojska od lat 12 lub nawet czasem od 7. roku życia i służyli, jak wszyscy, przez 25 lat. Kandydaci do legionu Mickiewicza byli jeńcami lub zbiegami z armii rosyjskiej, którzy mogliby przystać do legionu polskiego.Ogromna większość Żydów na dawnych terenach Rzeczypospolitej żyła w biedzie, często w nędzy. Część tych ziem przypadła Prusom.

Tak Heine widział polskich Żydów, kiedy odwiedził region, który dawniej wchodził w skład terytorium Polski:

Między chłopem a szlachcicem stoją w Polsce Żydzi. Tworzą oni przeszło czwartą część ogółu ludności, uprawiają wszystkiego rodzaju rzemiosła i mogą być nazwani trzecim stanem Polski. (...) Każdy szlachcic ma Żyda na wsi lub w mieście, którego nazywa faktorem i który załatwia dla niego wszystkie zlecenia, zakupy, sprzedaże, zasięga informacji itd. Oryginalna instytucja, która jaskrawo wskazuje na zamiłowanie do wygody wśród polskiej szlachty. Zewnętrzny wygląd polskich Żydów jest okropny (...). Jednak wstręt ustąpił wkrótce miejsca współczuciu, gdym się przypatrzył bliżej położeniu tych ludzi i gdy ujrzałem nory podobne do chlewów, w których mieszkają, szwargoczą, modlą się, szachrują i klepią biedę.

W 1897 roku odbył się w Bazylei pierwszy kongres syjonistów. Rozwijano ideę niezależnego państwa żydowskiego, w którym zamieszkać mogliby wszyscy Żydzi, którzy by tego chcieli.

W 1973 Wilhelm Marr wydał Der Sleg des ]udenthums liber das Germandethum (Zwycięstwo żydostwa nad światem germań­skim), która "symbolizuje przyszłość". Marr wypowiada się w niej jako syn narodu niemieckiego podbitego i ujarzmionego przez Żydów, przez żydowski kapitał. Żydzi uderzają w świat nieżydowski, ograbiając go z zasobów ekonomicznych znanymi sobie od dawna sposobami, co zasila ich moc polityczną, a ta z kolei pozwoli im na przejęcie władzy. To Marr utworzył słowo „antysemityzm".

Ponad dwadzieścia lat po śmierci Wagnera młody filozof austriacki, Otto Weininger, obejrzał w Bayreuth  operę Wagnera Parńfal i napisał potem w swojej rozprawie Płeć i charakter, że opery tej żaden Żyd nie jest w stanie pojąć. Sam Weininger jednak pojął, choć był Żydem, gdyż, jak sam by zapewne powiedział, zwalczył w sobie Żyda na tyle, żeby móc podziwiać pewne duchowe treści aryj­skiego z natury chrześcijaństwa. Książka Weiningera jest często uważana za najskrajniejszy przejaw żydowskiej samonienawiści. Autor podzielił w zasadzie ludz­kość na dwie części: do prawdziwej ludzkości należą mężczyźni, Aryjczycy czy też Indo-Germanie, a do tworów ludzkopodobnych - Żydzi i kobiety. Zarówno Żydzi, jak i kobiety, opowiada Weininger czytelnikom, są tworami pozbawionymi duchowości, aktywności, twórczości. Są jak puste skorupy. I Żydzi, i kobie­ty są, jak pisze młody autor, ze swojej istoty niewolnikami i nie potrafią być wolni. Są przeciwnikami wolności, indywidualizmu i twórczości. Nie mają nawet na tyle głębi duchowej, by w coś wierzyć, nie znają uczuć religijnych, choć kobiety, poza Żydów­kami, czasami wierzą w mężczyznę, którego pożądanie nadaje im jedyną wartość, jaką mogą uzyskać w swoim życiu. Kobiety, pisze Weininger, skoncentrowane są tylko na stosunkach seksualnych i na niczym innym nie chcą i nie potrafią skupić uwagi. Żydzi skoncentrowani są na konkretach, na towarach, na rzeczach. Za­równo kobiety, jak i Żydzi gardzą samymi sobą. Weininger, po­dobnie jak inni prawicowo zorientowani twórcy, przeciwstawiał życie czysto duchowe wartościom materialnym. Weininger był Żydem i prawdopodobnie nie był heterosek­sualny. Jego antysemityzm, homofobia i antyfeminizm uderzyły ze skrajną niszczącą psychicznie siłą w niego samego. Dwa lata po sukcesie swojej książki popełnił samobójstwo. Praca Weiningera, prostacka, dyletancka, nielicząca się ani z historią, ani ze znaczeniami kultury (pisał na przykład, że męż­czyźni Chińczycy są „kobiecy z natury", ponieważ noszą warko­cze), cieszyła się jednak wielkim powodzeniem w całej Europie. Zaspokajała potrzebę uzasadniania pogardy zarówno wobec ko­biet, które domagały się w tym okresie emancypacji i praw poli­tycznych, jak i wobec Żydów, coraz bardziej obecnych w społeczeństwach Europy na pozycjach, jakich dawniej nie zajmowali. Weininger stał się postacią emblematyczną, przykładem ży­dowskiego samopotępienia, przykładem nieszczęsnego Żyda antysemity.

W Rosji Żydzi stanowili najliczniejszą grupą wywrotową, ich odsetek wśród więźniów politycznych podwajał się z dekady na dekadę, dochodząc do 29% w latach 1902-1904

 

XX wiek

O XX wieku dowiedziałam się niewiele nowego. Chociaż nie zdawałam sobie sprawy, ze „nawrócenie” Kossak-Szczuckiej wcale nie było aż jednoznaczne. Protestowała przeciwko fizycznej eksterminacji narodu żydowskiego. Zdania na temat samych Żydów nie zmieniła. W drugiej części swojej odezwy pisała: 

Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie - to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

piątek, 14 lipca 2017
Przeczytane 2017

Moja walka 3 Karl Ove Knausgård

 

Gdybym nie miała za sobą Mojej walki 1 i Mojej walki 2, pewnie bym po kolejny tom nie sięgnęła. Ale skoro przeczytałam poprzednie, przeczytałam ten i pewnie przeczytam i następne.

W Mojej walce 3 … Knausgård wraca do dzieciństwa spędzonego na norweskiej prowincji. Tak jak i w poprzednich tomach, tak i w tym, czasami i na kilkadziesiąt stron zatrzymuje się na opisie jakiegoś konkretnego momentu, delektując się każdym detalem i starając się odtworzyć przeżywane emocje. Czytając o kolejnych, tak szczegółowo opisywanych przeżyciach,  zastanawiało mnie jakim cudem on to wszystko pamięta? A może tylko konfabuluje?

Przez to zamiłowanie do koncentrowania się na szczególe, łatwo się tej książki nie czyta. Może nie tak, że jest z półki „dla koneserów”, ale do czytadła jej daleko.  Z drugiej strony, jest to bardzo przejmująca, napisana z pozycji dziecka, opowieść o dorastaniu. Z tym nieuchwytnym, trudnym do nazwania „czymś” co powoduje, że tę perspektywę dziecka, odbiera się jako bardzo wiarygodną. 

Nabrałam ochoty na przeczytanie jego książki Wszystko ma swój czas - nie ma jej na Allegro, ani w żadnej ze śródmiejskich bibliotek (z warszawskich, jest jedynie w katalogu biblioteki w Ursusie). Trochę dziwna sytuacja, zważywszy na popularność tego autora.   

 

Ukryte godziny Delphine de Vigan

 

Przemiłe czytadło, z tym nieuchwytnym czymś, (w 2009 roku książka otrzymała nawet polską wersję nagrody Goncourtów). Opowieść o dwóch mieszkańcach współczesnego Paryża: 

Mathilde, wdowie, matce trójki dzieci, kobiecie na stanowisku, która dawała sobie świetnie radę do dnia, gdy jej szef postanawia ją zniszczyć i dzień po dniu, z sukcesem ten plan realizuje. 

I Thibaulcie, wrażliwym na cierpienie, wypalonym zawodowo lekarzu pogotowia, który przeżywa miłosny zawód.

Wciągająca opowieść o tzw. zwykłym życiu, w którym pozornie nic się nie dzieje, a tak naprawdę dzieje się bardzo dużo.

 

Ślady Jakub Małecki


Zbiór opowiadań, krótkich historii o tym co wydarzyło się w życiu mieszkańców małego Kwilna i ich potomków. W pierwszym opowiadaniu z Kwilna wyrusza na wojnę młody chłopak, który niedługo potem ginie w okolicach Łomianek w kampanii wrześniowej  i który - poza żołnierskim grobem - niewiele więcej zostawia po sobie śladów.

Kolejne opowiadania, kolejni bohaterowie i do czasu, kiedy opowieść wije się wokół śladów jakie po sobie zostawili, przeżywając tzw. „zwykłe” życie, czyta się to bajecznie. Bonus, to zarysowany w tle delikatny rysunek powiatowego PRL-u i osób, które wywodząc się z małego miasteczka robią w wielkim karierę. 

Niestety pod koniec książki autor postanowił nadać temu wszystkiemu głębszy sens i robi się mocno bełkotliwie.

czwartek, 22 czerwca 2017
Przeczytane 2017

dobra książka 

 Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk Paweł SmoleńskiBartłomiej Kuraś 

  

Bardzo ciekawy reportaż o jeszcze jednej, ukrytej pod dywanem, karcie historii. Trudno wpasować Goralenvolk (Kenkarty z literą „G” przyjęło około 20 procent ludności Podhala) do obowiązującej układanki, w myśl której Podhale to matecznik arcypolskości. 

Na Podhalu też obowiązuje zmowa milczenia. Nie jest to trudne: świadkowie tamtych zdarzeń już nie żyją a i tak, ci co mieli najwięcej do powiedzenia zniknęli zaraz po wojnie, lub zostali zabici. Autorzy stawiają pytanie na ile wykonanie natychmiast po wojnie, bez sądu, wyroku na Wacławie Krzeptowskim, nie było po części uciszeniem niewygodnego świadka.

Historię Goralenvolk można próbować odtworzyć  jedynie na podstawie dokumentów – tak zrobili autorzy i trzeba przyznać, ze zrobili to umiejętnie, bo książkę się dobrze czyta, nie jest „przeładowana” źródłami. Fajny przykład na pogmatwanie polskiej historii, w której często, jak mówi jeden z bohaterów: "wszystko jest pioruńsko trudne". 

W tle opowieść o góralskim znaku szczęścia, krzyżyku niespodzianym, który po wojnie był już tylko kojarzony ze swastyką i jako taki znienawidzony. Usunęli, czy ukryli go prawie ze wszystkich miejsc, ale np. został na kamiennym grobie Karłowicza. To nic, że zmarł w 1909 roku – sądząc z wygłaszanych przez turystów uwag, są przekonani, że mijają grób jakiegoś nazisty.


Wtedy. O powojennym Krakowie Joanna Olczak-Ronikier

 

W pewnym sensie kontynuacja książki W ogrodzie pamięci.

Po wojnie, matka i babką dostają pokój w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Cały dom zamieszkują literaci, nad nimi mieszka Gałczyński, przychodzi w odwiedziny Staff. Babka – wdowa po Jakubie Mortkowiczu wznawia działalność wydawnicza. Matka para się dziennikarstwem. Autorka, usiłuje, po wojennych przejściach (ostatnie dwa lata okupacji autorka spędziła oddzielona od rodziny w klasztorze) nadrobić stracone lata dzieciństwa.

Nostalgiczna opowieść o pierwszych latach powojennego Krakowa, która kończy się w momencie gdy nadciąga noc stalinizmu.

Ale też aż takiego wrażenia, jak W ogrodzie pamięci, ta książka na mnie nie zrobiła. 

piątek, 09 czerwca 2017
Przeczytane 2017

Audiobooki

Tomasz Sekielski - 3 x Sejf

Audiobooki czyta sam autor i robi to naprawdę świetnie. 

Natomiast co do samej książki, chociaż słuchałam mając obniżone wymagania (zwolnienie + robota na drutach), to mimo tych sprzyjających okoliczności, mam więcej niż mieszane uczucia. Szkoda, Tomasz Sekielski sporo lat przyglądał się z bliska polskiej polityce i oczekiwałam więcej.

Prawdopodobnie, zważywszy na telewizyjne doświadczenie autora, fragmenty "medialne" utkane są z autobiograficznych wątków. Pewnie część postaci ma w realu  swoje pierwowzory. Może i niektóre zdarzenia ...

Tyle, że dość szybko z chaotycznego thrillera politycznego, robi się, obrażające inteligencję czytelnika science fiction. 

Lata 2007-2009, kulisy polskiej polityki. U władzy dawni opozycjoniści, którzy poruszają się na finansowej smyczy wielkiego biznesu. W służbach specjalnych nadal pierwsze skrzypce grają byli ubecy. Do tego rosyjscy szpiedzy, sprzedajne media i cała galeria rozmaitych postaci. Niestety mało ciekawych postaci - bohaterowie Sejfu są tak stereotypowi, że momentami aż wykręca z zażenowania. 

Z jednej strony chciałoby się mieć nadzieję, że Tomasz Sekielski zna świat jedynie świat mediów i opisując agentów służb specjalnych wzorował się na Bondzie i aby było to bardziej realne (rzecz dzieje się nad Wisłą), okrasił Beny Hillem.

Z drugiej strony właśnie dziś "wypłynęły" taśmy Sowy.

czwartek, 25 maja 2017
Przeczytane 2017 Audiobooki

Blackout Marc Elsberg

Audiobooki nie rządzą się tymi samymi prawami co książki. Dlatego chociaż było mało prawdopodobne, bym wzięła do ręki Blackout w analogu, z przyjemnością go wysłuchałam.

Przemyślane i dobrze zaplanowane włamanie hackerów do stacji przekaźnikowych sprawia, że Europa i część Ameryki Płn zostaje pozbawiona prądu. Awaria nie daje się łatwo usunąć, trwa na tyle długo, że nie tylko kończą się zapasy w szpitalach ale też i trzymana na czarną godzinę rezerwa przeznaczona na awaryjne chłodzenie rdzeni atomowych elektrowni. Jak zawsze w tego typu katastroficznych opowieściach, świat ratuje sprawiedliwy, który był w kontrze do współczesności i któremu teraz bardzo niechętnie muszą zaufać tracący grunt pod nogami politycy. Towarzyszy mu piękna kobieta i oczywiście od początku wiemy, że mu się uda.

Moim zdaniem autor mocno się samo ograniczał (może mając nadzieję na film) - jestem przekonana, że gdyby coś takiego wydarzyło się naprawdę, byłoby dużo, dużo gorzej. 

 

Konklawe Robert Harris

Umiera papież, który miał na pieńku z kurią i dla której jego śmierć, to szansa odzyskania pola. I bez tego jest się o co bić. Biorąc to ostatnie pod uwagę, skala intryg nie jest znowu wcale taka duża i mocno przewidywalna. Słowem nie za wysokich lotów czytadło. Jako audiobook może być. W analogu nie polecam.


Duchowe życie zwierząt Peter Wohlleben

Nie umiem słuchać z uwagą tego typu opowieści: lepiej wchodzą książki z akcja, niż tego typu eseje.
Autor jest leśnikiem, więc w swojej opowieści koncentruje się głównie na zwierzętach żyjących w naszych lasach.

Zbiór ciekawostek np. kruki "gadają" językiem złożonym z ok. 80 "słów" i witają się przedstawiając się swoim imieniem. Niestety, niewiele z nich zapamiętałam  - morał z tego taki, że Sekretne życice drzew tego autora przeczytam, nie odsłucham


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli