Kategorie: Wszystkie | Excel dla idiotów | Na drutach | Podróże | Przeczytałam
RSS
piątek, 25 sierpnia 2017
Przeczytane 2017

Mam taki plan, by parę rzeczy odświeżyć, poukładać. I książki (przynajmniej niektóre) nie przelatywały przez głowę, robić notatki.  

Antysemityzm Bożena Keff


Jak w tytule. Dobrze napisana, z tym że na bardzo ogólnym, podstawowym poziomie, bez zagłębiania się w szczegóły. Bardziej publicystyka, niż praca naukowa. 

Starożytność

Żydzi w jeden dzień w tygodniu nie pracowali, uznając go za dzień odpoczynku, szabat. Inne kultury nie miały wtedy takiego regularnego dnia odpoczynku. Wg Swetoniusza, nie pracować co siódmy dzień to jakby tracić 1/7 życia.

Poza zaratustrianami, jedynie Żydzi byli monoteistami. Przez około 50 lat po śmierci Jezusa znaczenia słów „Żydzi" i „chrześcijanie" w dużej mierze się pokrywały.

Ówczesne stronnictwa religijno-polityczne:

Faryzeusze - najpopularniejsi, byli świeckimi „pobożnymi" i reprezentowali najszerszy nurt judaizmu w czasach Jezusa i Pawła. Biegli w interpretacji Starego Testamentu, politycznie wykazywali umiarkowanie. Nie podsycali marzeń o niepodległości, nie chcieli hellenizacji, ani romanizacji i chcieli zostać przy swojej tradycji, w warunkach, jakie były możliwe. Będąc realistami uważali, że nie da się wygrać walki z Rzymem. Kiedy cesarz Hadrian postanowił w miejscu Jerozolimy założyć rzymską kolonię wybuchło kolejne powstanie. Przywódcą był Bar Kochba (Syn Gwiazdy) i niespodziewanie Żydzi wyzwolili całą prowincję wraz z Jerozolimą, zadając Rzymowi ciężkie ciosy. Tyle, że po dwóch latach walk i dwóch latach panowania Bar Kochby w 135 roku Rzymianie odbili Jerozolimę i po upadku ostatniej twierdzy wojowników Bar Kochby – Betaru nastąpił ostateczny koniec Jude i Żydzi stracili swoje miejsce na ziemi.

Saduceusze -wywodzący się z najbogatszych warstw społecznych, związani z kastą kapłanów i świątynią w Jerozolimie. Zawsze dostosowywali się do władzy politycznej, dawniej greckiej, w czasach Jezusa — rzymskiej, co dawało im pewną swobodę działania i przewagi nad innymi odłamami; prowadzili handel wokół świątyni. W poglądach byli racjonalni, nie wspierali tendencji mistycznych, odrzucali istnienie aniołów i życia po życiu, a nacisk kładli na rytuały. Annasz i Kajfasz, prześladowcy Jezusa z Ewangelii, byli saduceuszami.

Zeloci - fundamentaliści. Obecność i obyczaje Rzymian często obrażały ich obyczaje i ład religijny. Najbardziej radykalni z zelotów, tzw. sykariusze (od gr. sikami — sztylety) chodzili z ukrytymi w ubraniu sztyletami lub nożami i zabijali tych, którzy, w ich ocenie, byli odstępcami religijnymi. Chcieli walki z Rzymem i walczyli z nim. W roku 66 n.e. bronili twierdzy Masada. Było ich około 1000 przeciwko 5000 rzymskich żołnierzy wspieranych przez 9000 niewolników i najemników. Dowódcą zelotów był Eleazar ben Jair. Zeloci nie poddali się, ale popełnili zbiorowe samobójstwo. Każdy mężczyzna zabił swoją żonę i dzieci, następnie wylosowano dziesięciu, którzy zabili pozostałych mężczyzn, wreszcie jednego, który zabił swoich towarzyszy walki i sam w końcu popełnił samobójstwo.

Esseńczycy - mieszkali we wspólnotach typu klasztornego, jak mnisi, na uboczu, skromnie, dzieląc wszystko, co posiadali. Oczekiwali apokalipsy, końca świata ziemskiego. Nie uczestniczyli bezpośrednio w kulcie sprawowanym w świątyni. Część z nich żyła w celibacie, co w judaizmie było ekstrawagancją, a część w małżeństwach. Zajmowali się przepisywaniem tekstów religijnych, komentowaniem ich i studiowaniem. Dopuszczali podobno możliwość walki z Rzymem, ale nie naciskali na to.

Nazarejczycy - odłamem judaizmu. Wyznawcy Jezusa jako Mesjasza, nie uważali się za osobną religię. To dopiero zmienił św. Paweł (którego hebrajskie imię brzmi Saul). Jako nawrócony na chrześcijaństwo faryzeusz przyłączył się w Jerozolimie do tych nazarejczyków, których dziś nazywa się Pierwotnym Kościołem. Przewodził temu zgromadzeniu Jakub Sprawiedliwy, o którym pisze się, że był bratem Jezusa. Wyznawcy wierzyli w Mesjasza Jezusa, ale jednocześnie bardzo gorliwie przestrzegali prawa Mojżeszowego i obyczajów żydowskich. Paweł, już jako chrześcijanin, sporo jak na tamte czasy podróżował i zauważył, że dla chrześcijan nie-Żydów żydowskie obyczaje były dość kłopotliwe. Uznał więc, że można zwolnić tych, którzy nie są Żydami z urodzenia, od przestrzegania ich. Nie jest ważne, czy są obrzezani, czy jedzą zgodnie z zasadami koszeru, oddzielając potrawy mięsne od mlecznych. Ważna jest istota wiary. W ten sposób zuniwersalizował tę wersję judaizmu, w której wierzono w Mesjasza Jezusa, syna Boga, Zbawiciela wszystkich ludzi, zwaną już potem powszechnie chrześcijaństwem.

Średniowiecze

Po raz pierwszy nieszczęścia na masową skalę spotkały Żydów w czasie wypraw krzyżowych.

Latem 1096 roku na wezwanie papieża wyruszyła pierwsza krucjata, która miała za zadanie odbić Jerozolimę z rąk Turków. Ale zanim uczestnicy wyprawy opuścili Europę — a przemieszczali się głównie piechotą — uświadomili sobie, że przecież w ich własnych krajach żyją zabójcy i wrogowie Boga. Prosty lud, któremu zapowiedziano, że cokolwiek zrobi w czasie wyprawy, nie będzie w tym grzechu, i że wszyscy jej uczestnicy będą zbawieni, ruszył zabijać Żydów. Całe gminy, rodziny z dziećmi i starszymi ludźmi chronili się w opactwach, w zamkach książąt, pod których opieką się znajdowali, gdzie często starano się im pomóc, ale najczęściej bezskutecznie. Padali ofiarą strasznych rzezi, grabieży i gwałtów. Życie ocaliło tych niewielu, którzy zdecydowali się zmienić wiarę lub którzy przyjmowali chrzest pod przymusem.

XV wiek, przyniósł misteria pasyjne. Ludzie godzinami ze wzruszeniem, z grozą i zaangażowaniem oglądali widowisko, które długo i bardzo szczegółowo opowiadało o wymyślnych torturach, jakie Żydzi zadawali Zbawicielowi. Kiedy widowisko się kończyło, nieraz ruszali szturmem na dzielnicę żydowską - mieli przecież oprawców Boga pod ręką - żeby tam rozładować furię i „pomścić Boga. Żydzi musieli nosić piętnujące oznaki na ubraniu: żółte koło, łatę lub kapelusze specjalnego kroju, i pod groźbą poważnych kar nie wolno im było pokazać się w dzielnicy chrześcijańskiej bez tego znaku. Takie oznaki w średniowieczu nosiły też inne stygmatyzowane grupy ludzi: prostytutki, dłużnicy, potem ci uznani za heretyków. Niemniej Żydzi należeli do tej napiętnowanej grupy, niezależnie od tego, czym się trudnili i co zrobili.

Już w XII wieku we Francji, na mocy wyroku sądu, po raz pierwszy spalono Talmud.Pierwszym dzieckiem rzekomo zabitym przez Żydów dla uzyskania krwi miał być chłopiec o imieniu William, z miejscowości Norwich. w Anglii. Działo się to w roku 1144. Znaleziono zwłoki chłopca i uznano, że zabili go Żydzi. Od tamtej pory podniesiono przeciwko Żydom w całej Europie setki  oskarżeń o zabójstwa dzieci, a ich następstwami często były napady i morderstwa Żydów. Dzieci powszechnie traktowano źle; często okrutnie bito, straszono, głodzono, zamykano w komórkach lub piwnicach, bo wszystko to uznawano za środki wychowawcze. Przypadki zaginięcia, może ucieczki z domu, bywały pretekstem do wybuchu nienawiści i do ataku na Żydów - do bicia, mordowania, rabunku, bo tak się zazwyczaj kończyły te oskarżenia. Zdarzało się też, że rodzice ukrywali swoje dziecko i szantażowali Żydów, że jeśli nie dostaną pieniędzy, oskarżą gminę o porwanie i mord. Czasami podrzucano zwłoki dzieci albo dzban z krwią w żydowskich częściach miasta.

We Francji Filip Piękny w XVI wieku zakazał oskarżeń o mord rytualny, ponieważ szantaże i wymuszenia były już zbyt oczywiste. Ale jednak wiara w mord rytualny przetrwała wieki. Ostatni proces pod tym zarzutem odbył się w Rosji w 1911 roku; oskarżony w końcu został uniewinniony. Ostatni pogrom z mordowaniem Żydów pod pretekstem mordu rytualnego odbył się w Polsce, w Kielcach, w 1946 roku.

W 1247 roku papież Innocenty III wydał bullę, w której wykazywał nieprawdziwość przesądów o mordzie rytualnym i wzywał do zaniechania napaści. Zazwyczaj te wezwania były bezskuteczne. Na darmo podkreślano także, że Żydów obowiązuje religijny i rytualny zakaz spożywania krwi, pod jakąkolwiek postacią (ten zakaz jest jedną z podstaw zasad koszeru).Kiedy na soborze laterańskim w 1215 roku przyjęto dogmat o transsubstancjacji, czyli o dosłownej przemianie i obecności ciała Jezusa, bożego ciała, w opłatku/hostii, pojawiło się mnóstwo opowieści o tym, jak Żydzi profanują poświęconą hostię. Polska antropolożka Joanna Tokarska-Bakir utrzymuje, że ponieważ dogmat o transsubstancjacji, czyli przemianie, jest dziwną i trudną konstrukcją myślową dowodem na jego prawdziwość miała być żydowska skłonność do przelewania krwi Chrystusa, w tym wypadku wydobywanej z hostii. Długosz, w swoich Rocznikach z 1399 roku opisał jedną z najbardziej znanych legend, którą traktował niezwykle poważnie. Otóż kilku Żydów z Poznania chciało sprawdzić, czy hostie są rzeczywiście ciałem Jezusa. Przekupili więc pewną służącą u nich chrześcijańską dziewczynę, o imieniu Krystyna, która przyniosła im z kościoła hostię. Żydzi jęli kłuć nożami hostię, z której trysnęła krew, a kiedy przerażeni chcieli ją zakopać, uniosła się w powietrzu i umknęła im.Kolejny przesąd dotyczył roznoszenia przez Żydów epidemii, czyli zarazy.

W rok po „krucjacie pastuszków" w lecie 1321 roku pojawiła się wiadomość o tym, że Żydzi wraz z trędowatymi uknuli spisek, aby wytruć wszystkich chrześcijan. Trzeba było, jak uważa Joshua Trachtenberg, dołożyć coś jeszcze straszniejszego do rzekomych zbrodni żydowskich, żeby nie mieć poczucia winy z powodu już dokonanych na nich rzeziach. Truciznę, złożoną z ludzkiej krwi, moczu, trzech tajemnych ziół oraz roztartej na proszek poświęconej hostii - konieczny składnik magiczny - Żydzi, jak mówiła wieść, dawali trędowatym, a ci wrzucali ją do studni. W innej wersji Żydzi robili to na polecenie najgorszych wrogów chrześcijaństwa, muzułmanów, króla Granady i Tunisu, lub po prostu na polecenie samego szatana. Była' to pierwsza wiadomość o powszechnym spisku żydowskim. Kiedy więc w latach 1347 do 1350 zapanowała w Europie dżuma, Żydów oskarżano o zatruwanie studni i rozprzestrzenianie plagi. Znów nastąpiły napaści, rzezie, rabunki i wypędzenia.

W roku 1348 papież Klemens IV wydał bullę, w której bronił Żydów przed tymi zarzutami, wskazując na to, że i oni sami umierają od epidemii, a epidemia panuje także tam, gdzie ich nie ma, ale te racjonalne słowa niewiele zdziałały.

Postawę chrześcijan wobec Żydów można podsumować powiedzeniem Erazma z Rotterdamu: Jeżeli nienawiść do Żydów jest warunkiem dobrego chrześcijanina, to wszyscy jesteśmy dobrymi chrześcijanami.

Żydzi w Polsce

Według źródeł historycznych na początku stosunki pomiędzy Żydami i ludnością miejscową były dobre, a z punktu widzenia papieża i kleru — wręcz niebezpiecznie dobre.

Już więc w drugiej połowie XIII wieku duchowni, pod przewodem przysłanego z Rzymu biskupa Gwidona, po synodzie we Wrocławiu w 1267 roku i późniejszych synodach w Budzie i w Łęczycy podjęli uchwały, które miały nie dopuszczać do zbytniego zbliżania się Żydów i chrześcijan. Podobnie jak wcześniej na Zachodzie. Żydom nakazano mieszkać w osobnej dzielnicy, odgrodzonej od dzielnic chrześcijańskich murem, płotem lub rowem.W połowie XIV wieku do Polski napłynęła kolejna fala uchodźców z Zachodu; tym razem byli to ci, których nękano w czasie epidemii dżumy. Choroba pojawiła się także na ziemiach polskich – pogromach zabito wtedy około 10 tysięcy Żydów, oskarżanych o roznoszenie zarazy.

W XV wieku w statutach nieszawskich z roku 1454, Kazimierz Jagiellończyk ograniczył prawa Żydów. Działo się to przy gorącej agitacji Jana Kapistrana, ówczesnego legata papieskiego, wielkiego przeciwnika Żydów i heretyków, przekonanego o tym, że jedynym, czego pragną Żydzi, to krew chrześcijańska. Ograniczono wówczas prawa Żydów do osiedlania się, choć i wcześniej nie wszędzie mogli zamieszkiwać. Poddano ich także władzy szlachty, na której ziemi mieszkali (wcześniej podlegali tylko królowi). Często Żydzi reagowali na to chętnie, ponieważ przenosząc się do dóbr szlachty, unikali konkurencji z chrześcijańskim mieszczaństwem, która stawała się coraz trudniejsza.Niemniej od XIII do XVII wieku Polska była europejskim centrum życia społecznego i kultury żydowskiej. W połowie XVI wieku na ziemiach polskich żyło już około 80% wszystkich Żydów.

W latach 1581-1764 działał w Polsce żydowski Sejm Czterech Ziem (Waad Arba Aracot), nazwany tak od czterech części Polski, z których pochodziło 30 żydowskich reprezentantów. Była to ustanowiona przez Batorego w roku 1580 instytucja żydowska, mająca na celu ściąganie podatków, która z czasem przybrała formę prawdziwego sejmu. Reprezentanci poszczególnych ziem stanowili wierzchołek reprezentacji samorządu żydowskiego. Na poziomie lokalnym funkcjonowały kahały, czyli gminy żydowskie. Rządzili nimi najbogatsi, tzw. starsi kahalni lub burmistrzowie kahalni. Jak wszędzie, ponieważ byt Żydów zależał od pieniędzy, bogaci członkowie gminy odgrywali bardzo znaczącą rolę, i niejednokrotnie jej nadużywali. Żydzi mieli swoje własne sądownictwo, administrację, zarządzanie podatkami, które potem płacono szlachcie lub do skarbca królewskiego, a także edukację, czyli szkoły i jesziwy, uczelnie religijne dla chłopców. Kahał wyznaczał rabina, który był jego urzędnikiem. Gmina najmowała także lekarza (dla zamożniejszych) i balwierza dla mniej zamożnych, byli też pielęgniarze i, bardzo rzadko, apteki. Do szkoły chodzili wszyscy chłopcy, bogaci i średnio bogaci, biedni i najbiedniejsi (ci na koszt gminy); uczyli się czytać i pisać od trzeciego roku życia.

Okres wojen z Chmielnickim w historiografii żydowskiej nazwano Gezerah - wielką katastrofą - i uważa się go za symboliczny koniec pomyślnego okresu w historii polskich Żydów.

Wiek XVIII i XIX. 

Monteskiusz Listy perskie:

Religia żydowska to stary pień, który wydał dwa konary chrystianizm i mahometanizm. Albo raczej to matka, która zrodziła dwie córki, te zaś zadały jej tysiące ran.

Pierwszy projekt emancypacji Żydów pojawił się w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w roku 1793. Potem idee emancypacji wcielał w życie spadkobierca rewolucji, Napoleon Bo­naparte. Zmieniał prawo zarówno we Francji, jak i w kolejno podbijanych krajach. Ponieważ w poszczególnych księstwach niemieckich prawa równające Żydów wprowadzili okupujący teren Niemiec Francuzi, przeciwnicy emancypacji twierdzili, że jest to „francuska" i narzucona idea. Kiedy Napoleon został pobity, niemieccy konserwatyści wracali w wielu wypadkach i na pewien czas do dawnych dyskryminujących Żydów praw.

W Polsce Sejm Wielki (1788-1792) zajmował się głównie sprawą mieszczan. Stanisław Staszic i Hugo Kołłątaj, którzy byli zwolennikami reform na rzecz mieszczan, zdecydowanie przeciwstawiali się włączaniu do praw miejskich tych Żydów, którzy już mieszkali w miastach lub chcieli w nich osiąść.

Oddanym i bliskim przyjacielem Mickiewicza w ostatnim okresie życia był Armand Levy, francuski Żyd, wcześniej uczestnik Wiosny Ludów, po śmierci Mickiewicza uczestnik Komuny Paryskiej. Legion, który Mickiewicz chciał sformować w roku 1855 miał być legionem żydowskim czy polsko-żydowskim. Miało to swoje realne podstawy, Żydzi w obrębie imperium carskiego byli bowiem wcielani do wojska od lat 12 lub nawet czasem od 7. roku życia i służyli, jak wszyscy, przez 25 lat. Kandydaci do legionu Mickiewicza byli jeńcami lub zbiegami z armii rosyjskiej, którzy mogliby przystać do legionu polskiego.Ogromna większość Żydów na dawnych terenach Rzeczypospolitej żyła w biedzie, często w nędzy. Część tych ziem przypadła Prusom.

Tak Heine widział polskich Żydów, kiedy odwiedził region, który dawniej wchodził w skład terytorium Polski:

Między chłopem a szlachcicem stoją w Polsce Żydzi. Tworzą oni przeszło czwartą część ogółu ludności, uprawiają wszystkiego rodzaju rzemiosła i mogą być nazwani trzecim stanem Polski. (...) Każdy szlachcic ma Żyda na wsi lub w mieście, którego nazywa faktorem i który załatwia dla niego wszystkie zlecenia, zakupy, sprzedaże, zasięga informacji itd. Oryginalna instytucja, która jaskrawo wskazuje na zamiłowanie do wygody wśród polskiej szlachty. Zewnętrzny wygląd polskich Żydów jest okropny (...). Jednak wstręt ustąpił wkrótce miejsca współczuciu, gdym się przypatrzył bliżej położeniu tych ludzi i gdy ujrzałem nory podobne do chlewów, w których mieszkają, szwargoczą, modlą się, szachrują i klepią biedę.

W 1897 roku odbył się w Bazylei pierwszy kongres syjonistów. Rozwijano ideę niezależnego państwa żydowskiego, w którym zamieszkać mogliby wszyscy Żydzi, którzy by tego chcieli.

W 1973 Wilhelm Marr wydał Der Sleg des ]udenthums liber das Germandethum (Zwycięstwo żydostwa nad światem germań­skim), która "symbolizuje przyszłość". Marr wypowiada się w niej jako syn narodu niemieckiego podbitego i ujarzmionego przez Żydów, przez żydowski kapitał. Żydzi uderzają w świat nieżydowski, ograbiając go z zasobów ekonomicznych znanymi sobie od dawna sposobami, co zasila ich moc polityczną, a ta z kolei pozwoli im na przejęcie władzy. To Marr utworzył słowo „antysemityzm".

Ponad dwadzieścia lat po śmierci Wagnera młody filozof austriacki, Otto Weininger, obejrzał w Bayreuth  operę Wagnera Parńfal i napisał potem w swojej rozprawie Płeć i charakter, że opery tej żaden Żyd nie jest w stanie pojąć. Sam Weininger jednak pojął, choć był Żydem, gdyż, jak sam by zapewne powiedział, zwalczył w sobie Żyda na tyle, żeby móc podziwiać pewne duchowe treści aryj­skiego z natury chrześcijaństwa. Książka Weiningera jest często uważana za najskrajniejszy przejaw żydowskiej samonienawiści. Autor podzielił w zasadzie ludz­kość na dwie części: do prawdziwej ludzkości należą mężczyźni, Aryjczycy czy też Indo-Germanie, a do tworów ludzkopodobnych - Żydzi i kobiety. Zarówno Żydzi, jak i kobiety, opowiada Weininger czytelnikom, są tworami pozbawionymi duchowości, aktywności, twórczości. Są jak puste skorupy. I Żydzi, i kobie­ty są, jak pisze młody autor, ze swojej istoty niewolnikami i nie potrafią być wolni. Są przeciwnikami wolności, indywidualizmu i twórczości. Nie mają nawet na tyle głębi duchowej, by w coś wierzyć, nie znają uczuć religijnych, choć kobiety, poza Żydów­kami, czasami wierzą w mężczyznę, którego pożądanie nadaje im jedyną wartość, jaką mogą uzyskać w swoim życiu. Kobiety, pisze Weininger, skoncentrowane są tylko na stosunkach seksualnych i na niczym innym nie chcą i nie potrafią skupić uwagi. Żydzi skoncentrowani są na konkretach, na towarach, na rzeczach. Za­równo kobiety, jak i Żydzi gardzą samymi sobą. Weininger, po­dobnie jak inni prawicowo zorientowani twórcy, przeciwstawiał życie czysto duchowe wartościom materialnym. Weininger był Żydem i prawdopodobnie nie był heterosek­sualny. Jego antysemityzm, homofobia i antyfeminizm uderzyły ze skrajną niszczącą psychicznie siłą w niego samego. Dwa lata po sukcesie swojej książki popełnił samobójstwo. Praca Weiningera, prostacka, dyletancka, nielicząca się ani z historią, ani ze znaczeniami kultury (pisał na przykład, że męż­czyźni Chińczycy są „kobiecy z natury", ponieważ noszą warko­cze), cieszyła się jednak wielkim powodzeniem w całej Europie. Zaspokajała potrzebę uzasadniania pogardy zarówno wobec ko­biet, które domagały się w tym okresie emancypacji i praw poli­tycznych, jak i wobec Żydów, coraz bardziej obecnych w społeczeństwach Europy na pozycjach, jakich dawniej nie zajmowali. Weininger stał się postacią emblematyczną, przykładem ży­dowskiego samopotępienia, przykładem nieszczęsnego Żyda antysemity.

W Rosji Żydzi stanowili najliczniejszą grupą wywrotową, ich odsetek wśród więźniów politycznych podwajał się z dekady na dekadę, dochodząc do 29% w latach 1902-1904

 

XX wiek

O XX wieku dowiedziałam się niewiele nowego. Chociaż nie zdawałam sobie sprawy, ze „nawrócenie” Kossak-Szczuckiej wcale nie było aż jednoznaczne. Protestowała przeciwko fizycznej eksterminacji narodu żydowskiego. Zdania na temat samych Żydów nie zmieniła. W drugiej części swojej odezwy pisała: 

Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie - to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

piątek, 14 lipca 2017
Przeczytane 2017

Moja walka 3 Karl Ove Knausgård

 

Gdybym nie miała za sobą Mojej walki 1 i Mojej walki 2, pewnie bym po kolejny tom nie sięgnęła. Ale skoro przeczytałam poprzednie, przeczytałam ten i pewnie przeczytam i następne.

W Mojej walce 3 … Knausgård wraca do dzieciństwa spędzonego na norweskiej prowincji. Tak jak i w poprzednich tomach, tak i w tym, czasami i na kilkadziesiąt stron zatrzymuje się na opisie jakiegoś konkretnego momentu, delektując się każdym detalem i starając się odtworzyć przeżywane emocje. Czytając o kolejnych, tak szczegółowo opisywanych przeżyciach,  zastanawiało mnie jakim cudem on to wszystko pamięta? A może tylko konfabuluje?

Przez to zamiłowanie do koncentrowania się na szczególe, łatwo się tej książki nie czyta. Może nie tak, że jest z półki „dla koneserów”, ale do czytadła jej daleko.  Z drugiej strony, jest to bardzo przejmująca, napisana z pozycji dziecka, opowieść o dorastaniu. Z tym nieuchwytnym, trudnym do nazwania „czymś” co powoduje, że tę perspektywę dziecka, odbiera się jako bardzo wiarygodną. 

Nabrałam ochoty na przeczytanie jego książki Wszystko ma swój czas - nie ma jej na Allegro, ani w żadnej ze śródmiejskich bibliotek (z warszawskich, jest jedynie w katalogu biblioteki w Ursusie). Trochę dziwna sytuacja, zważywszy na popularność tego autora.   

 

Ukryte godziny Delphine de Vigan

 

Przemiłe czytadło, z tym nieuchwytnym czymś, (w 2009 roku książka otrzymała nawet polską wersję nagrody Goncourtów). Opowieść o dwóch mieszkańcach współczesnego Paryża: 

Mathilde, wdowie, matce trójki dzieci, kobiecie na stanowisku, która dawała sobie świetnie radę do dnia, gdy jej szef postanawia ją zniszczyć i dzień po dniu, z sukcesem ten plan realizuje. 

I Thibaulcie, wrażliwym na cierpienie, wypalonym zawodowo lekarzu pogotowia, który przeżywa miłosny zawód.

Wciągająca opowieść o tzw. zwykłym życiu, w którym pozornie nic się nie dzieje, a tak naprawdę dzieje się bardzo dużo.

 

Ślady Jakub Małecki


Zbiór opowiadań, krótkich historii o tym co wydarzyło się w życiu mieszkańców małego Kwilna i ich potomków. W pierwszym opowiadaniu z Kwilna wyrusza na wojnę młody chłopak, który niedługo potem ginie w okolicach Łomianek w kampanii wrześniowej  i który - poza żołnierskim grobem - niewiele więcej zostawia po sobie śladów.

Kolejne opowiadania, kolejni bohaterowie i do czasu, kiedy opowieść wije się wokół śladów jakie po sobie zostawili, przeżywając tzw. „zwykłe” życie, czyta się to bajecznie. Bonus, to zarysowany w tle delikatny rysunek powiatowego PRL-u i osób, które wywodząc się z małego miasteczka robią w wielkim karierę. 

Niestety pod koniec książki autor postanowił nadać temu wszystkiemu głębszy sens i robi się mocno bełkotliwie.

czwartek, 22 czerwca 2017
Przeczytane 2017

dobra książka 

 Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk Paweł SmoleńskiBartłomiej Kuraś 

  

Bardzo ciekawy reportaż o jeszcze jednej, ukrytej pod dywanem, karcie historii. Trudno wpasować Goralenvolk (Kenkarty z literą „G” przyjęło około 20 procent ludności Podhala) do obowiązującej układanki, w myśl której Podhale to matecznik arcypolskości. 

Na Podhalu też obowiązuje zmowa milczenia. Nie jest to trudne: świadkowie tamtych zdarzeń już nie żyją a i tak, ci co mieli najwięcej do powiedzenia zniknęli zaraz po wojnie, lub zostali zabici. Autorzy stawiają pytanie na ile wykonanie natychmiast po wojnie, bez sądu, wyroku na Wacławie Krzeptowskim, nie było po części uciszeniem niewygodnego świadka.

Historię Goralenvolk można próbować odtworzyć  jedynie na podstawie dokumentów – tak zrobili autorzy i trzeba przyznać, ze zrobili to umiejętnie, bo książkę się dobrze czyta, nie jest „przeładowana” źródłami. Fajny przykład na pogmatwanie polskiej historii, w której często, jak mówi jeden z bohaterów: "wszystko jest pioruńsko trudne". 

W tle opowieść o góralskim znaku szczęścia, krzyżyku niespodzianym, który po wojnie był już tylko kojarzony ze swastyką i jako taki znienawidzony. Usunęli, czy ukryli go prawie ze wszystkich miejsc, ale np. został na kamiennym grobie Karłowicza. To nic, że zmarł w 1909 roku – sądząc z wygłaszanych przez turystów uwag, są przekonani, że mijają grób jakiegoś nazisty.


Wtedy. O powojennym Krakowie Joanna Olczak-Ronikier

 

W pewnym sensie kontynuacja książki W ogrodzie pamięci.

Po wojnie, matka i babką dostają pokój w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Cały dom zamieszkują literaci, nad nimi mieszka Gałczyński, przychodzi w odwiedziny Staff. Babka – wdowa po Jakubie Mortkowiczu wznawia działalność wydawnicza. Matka para się dziennikarstwem. Autorka, usiłuje, po wojennych przejściach (ostatnie dwa lata okupacji autorka spędziła oddzielona od rodziny w klasztorze) nadrobić stracone lata dzieciństwa.

Nostalgiczna opowieść o pierwszych latach powojennego Krakowa, która kończy się w momencie gdy nadciąga noc stalinizmu.

Ale też aż takiego wrażenia, jak W ogrodzie pamięci, ta książka na mnie nie zrobiła. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli