Kategorie: Wszystkie | Excel dla idiotów | Na drutach | Podróże | Przeczytałam
RSS
czwartek, 14 czerwca 2018
Przeczytane 2018

dobra książka

Księga wyjścia Mikołaj Grynberg

Dwadzieścia kilka (z ponad 80 odbytych) rozmów z osobami pochodzenia żydowskiego, które w 1968 roku, zostały postawione w sytuacji „wyboru”, często ograniczonego do pytania brać to co dają, czyli Izrael, czy starać się o inną miejscówkę na mapie. Nie wszyscy mieli poczucie, że nawet gdyby mieli na to siły, mogą pozostać w Polsce. Pełne spektrum – z tymi co wyjechali, i z tymi co zostali. Ciekawi mnie klucz, jaki przyjął autor wybierając te, a nie inne wywiady. Ale to siłą rzeczy zachował dla siebie. Świetnie napisana gawęda o ludzkich losach. To, że potrafi zapisać wywiad tak, że potem czyta się z zaparty tchem Grynberg udowodnił w Oskarżam Auschwitz, tu jedynie potwierdza swoje mistrzostwo. Książkę zadedykował swojemu ojcu, który nie zdążył przeczytać tej książki. Pierwsze kilka stron to wywiad z nim. Wraca do niego na koniec tym dialogiem:

Tato, kiedy się skończył twój sześćdziesiąty ósmy rok?
Synku rok się kończy w grudniu, ale rozumiem, ze nie o to pytasz.
Dobrze wiesz o co pytam.
Kiedyś myślałem, że skończył się w połowie lat siedemdziesiątych.
A dzisiaj co myślisz?
Że się jeszcze nie skończył

 dobra książka

Młyny Boże Jacek Leociak

Kawał dobrej publicystyki.

Rzecz o stosunku polskiego kościoła katolickiego do Holocaustu. Od pierwszego zdania czuć, że autor ma bardzo emocjonalny stosunek do tego o czym pisze. Bo jak trafnie zauważa:

Mamy od wieków taką oto sytuację. Po upaństwowieniu Kościoła, po uczynieniu z chrześcijaństwa religii panującej, której - ortodoksyjne - wyznawanie było egzekwowane bezwzględnie, aż do kary śmierci, jesteśmy świadkami dwóch zjawisk. Po pierwsze - stałej kolizji między władzą świecką a władzą duchowną. Kościół nie może się wyrzec ani przywilejów doczesnych, ani majątku ziemskiego (mówi, że jest mu to niezbędne do sprawowania misji), ani wpływu na kształt prawnoustrojowy państwa, w którym działa. Po drugie - nieustannego kontredansu „błędów i wypaczeń". Od wieków są ci źli w Kościele, odchodzący od ducha Ewangelii, ci „nieprawdziwi" księża, biskupi, papieże - godni potępienia lub przynajmniej krytyki. I są ci „prawdziwi", działający w duchu Ewangelii. Najczęściej ci dopuszczający się „błędów i wypaczeń" trzymają całą instytucję w garści, rządzą. Z kolei ci „prawdziwi" są na obrzeżach tej instytucji, w najlepszym razie tolerowani jako dziwacy, w najgorszym - poddawani ostracyzmowi, piętnowani, pozbawiani wpływu na nauczanie, suspendowani, choć (w dzisiejszych czasach) przemocy fizycznej już się wobec nich nie stosuje.

Świetnie napisana, błyskotliwa polemika z tym co teraz głoszą strażnicy narodowej tradycji historycznej. Były dwie możliwe reakcje na tę książkę: frontalny atak lub przemilczenie. Ponieważ przed pierwszym autor się ubezpieczył, bardzo wnikliwie dbając o podanie źródeł historycznych, wybrano drugie (plus pozbawienie wydawnictwa „Zagłada Żydów" dotacji Ministerstwa Kultury).

W czytaniu przeszkadza jedynie to, że autor chciałby podzielić się z czytelnikiem całą swoją wiedzą, a wie tak ogromnie za dużo, że nie ma takiej możliwości by można było to upchnąć w jednej książce. Stąd trochę chaosu, sporo skrótów myślowych, zamkniętych w kilku zdaniach tematów, wartych osobnych rozdziałów. Mało wiem na ten temat, bo mało się o tym pisze. Ale i tak wystarczająco dużo, by wiedzieć, że z taką wiedza jak ma Leociak trudno spokojnie spać, patrzeć na to co się wokół dzieje

Dziecko w śniegu Włodek Goldkorn.

Książka Włodka Goldkorna to nie tylko kolejne rozliczenie z polskością, tym razem kogoś kto po tym jak został 50 lat temu wyrzucony z Polski dobrze żył i dziś nie dyszy zemstą.

W książce jest takie zdanie, że autor chciałby by jego krzyk o reakcję rodzący się w Europie faszyzm był potraktowany tak jak śpiew kanarka w kopalni, który ostrzegał w te sposób górników, że wyczuł gaz. Na spotkaniu autor przyznał, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy nadchodziła katastrofa, pierwsze ginęły na posterunku te kanarki. A nie napisał o tym, bo to by zbyt złowrogo zabrzmiało.

Ale jest i zaduma nad Zagładą, dyskretna polemika z powoływaniem się na Zagładę przez tzw. drugie czy trzecie pokolenie, zdaniem autora pomniejsza to dramat tych, którzy bezpośrednio żyli w tamtym czasie i zaburza pamięć o nim.

Jest też i trochę cudownych anegdot, np.:

Na innym piętrze mieszkała kobieta, której nazwiska nie pamiętam. Mówiono, że w czasie wojny znalazła się w Związku Radzieckim. Zesłali ją do Uzbekistanu, do zapadłej mieściny. Spytali, co potrafi robić. Powiedziała, że może uczyć niemieckiego. W rzeczywistości słabo mówiła po niemiecku. Za to bardzo dobrze w jidysz, który wywodzi się ze średniowiecznego dialektu średnio-wysoko-niemieckiego i jest zakorzeniony w etymologii hebrajskiej i słowiańskiej, a jego gramatyka nie ma z niemieckim nic wspólnego. W Katowicach mówiło się, że w Uzbekistanie żyje całe pokolenie przekonane, że mówi po niemiecku, podczas gdy mówią w jidysz.

Tytułowe dziecko w śniegu, to dziecko Chajtełe, ciotki autora, która upuściła je uciekając przed Niemcami i pobiegła dalej już bez dziecka. Wojnę przeżyła. 

czwartek, 31 maja 2018
Przeczytane 2018

Cztery reportaże - idealne czytadła do komunikacji miejskiej. 

Zakonnice odchodzą po cichu Marta Abramowicz


Temat tabu. Nie ma prawie żadnej literatury na ten temat. W mediach są obecni byli księża/zakonnicy, o byłych zakonnicach cicho.

Czytając te książkę zastanawiałam się, z jak zrytym beretem trzeba wchodzić w dorosłe życie, by wyrzec się swojej godności i wolności i zgodzić się na warunki i układy panujące w żeńskich klasztorach. 

Irytują też i zakonnicy, którzy z politowaniem patrząc na świat żeńskich zakonów, nie tylko nie podejmują próby zmiany, ale często jako spowiednicy utrwalają tę sytuację. System potrzebuje niewolnic, a jego trwanie jest ważniejsze niż czyjeś człowieczeństwo. 

Koronkowa robota Cezary Łazarkiewicz


Z cyklu znacie to? To posłuchajcie, czyli jeszcze raz o procesie Gorgonowej.

Dobrze napisane, tyle że poza kilkoma, mało istotnymi szczegółami, dawno już opowiedziane. Ale jak ktoś mało o tym wie, to warto przeczytać, bo sprawa z tych pobudzających wyobraźnię. Historia jak u Agaty Christie, ale lepsza,  bo prawdziwa. W dodatku  można się wcielić w Herkulesa Poirota, we Lwowie go nie było i sprawa nie została do końca wyjaśniona.

Był sobie chłopczyk Ewa Winnicka


O tym jak odkryto kim byli rodzice Szymona z Będzina.

O Polsce, o której pisze się na pierwszych stronach gazet tylko jak dojdzie do spektakularnych zbrodni. Dzieci rodzi się w niej dużo, są własnością rodziców i dopóki żyją, nikomu nic do tego w jakich warunkach się chowają. Z kolei jak zginą, nie ma po co interweniować, bo problem "sam się rozwiązał".

Przerażający opis bezwładności naszego systemu opieki społecznej.    

Plaża za szafą. Polska kryminalna Marcin Kącki

Zbiór reportaży. Większość z nich znałam, były drukowane w Dużym Formacie, ale z przyjemnością sobie przypomniałam. Bo to o czym pisze Kącki ciekawe, a sposób w jaki pisze "zasysa". 

środa, 09 maja 2018
Przeczytane 2018

Cztery przygody z tzw. literaturą piękną. Dwie pierwsze przeczytałam bo były na listach "polecanych" 

Zero K Don DeLillo

 

Miała być to " najzabawniejsza, najbardziej erudycyjna i poruszająca powieść Dona DeLillo, jednego z największych amerykańskich pisarzy naszych czasów.

Była dość przewidywalna opowieść o tym, że w naszym życiu nie ma miejsca na śmierć. Na bezludnych stepach w głębi Azji jest ośrodek, gdzie jeszcze za życia można się zamrozić i w tym stanie czekać, aż wpadną na pomysł jak żyć wiecznie. Do tego ośrodka przyjeżdża małżeństwo: ona jest śmiertelne chora, on jej towarzyszy. Aby było rodzinnie, jest z nimi jego syn z pierwszego małżeństwa, typowy amerykański japiszon. To on jest narratorem.

Kosmiczny nastrój ośrodka, propagowana w nim filozofia podejścia do życia i śmierci zrobi na naszym narratorze spore wrażenie i gdy wróci do Ameryki, odciśnie piętno na dalszym jego życiu.  

Sprawnie napisana rozprawka, ale czasami dobry reportaż może czasami dać więcej do myślenia.

 

Podróżowanie z Beniaminem Martin Vopěnka

Dużo sobie po tej książce obiecywałam, Mariusz Szczygieł napisał, że to jedna z najpiękniejszych czeskich powieści... myślałam ze skoro jest to czeska powieść będzie lekko i z dystansem ... I na początku nawet tak było, chociaż sam temat do lekkich nie należał.

Umiera matka tytułowego Beniamina jego ojciec, zabiera go w podróż w Nieznane, jest dobrze sytuowany, więc pieniądze nie stanowią żadnego ograniczenia. Ale że tatuś Beniamina to typowy Piotruś Pan, to świat widziany jego oczami z każdą kartką staje się coraz bardziej nudny. Wprawdzie autor usiłuje temu zaradzić i w drugiej połowie książki nasi bohaterowie napotykają na szereg przeszkód, ale te "ubarwienia" nie czynią tej opowieści ciekawszej, tylko irytującą przez coraz większe oderwanie od rzeczywistości. 

 

Ulica ciemnych sklepików Patrick Modiano

 

Pierwsza przeczytana przeze mnie książka Patricka Modiano. Chyba nie należy do jego najlepszych, bo ja tak, to albo zawiódł tłumacz,  albo może rzeczywiście warto przemyśleć formułę literackiego Nobla?

Bohater stracił pamięć i krok po kroku próbuje ustalić kim był, kogo znał, co przeżył. Sama opowieść w miło klimatyczna, tyle że tego typu nastój dużo lepiej jak dla mnie tworzy inny noblista Nadżib Mahfuz.  Duża zaleta, to to, że książka nie jest przegadana. Inna sprawa, że na 160 stronach nie jest to trudne.

 

Żeby tak do końca nie narzekać, coś zupełnie nie w moim stylu, ale dające do myślenia

dobra książka

 

Wyspa Sigríður Hagalín Björnsdóttir


Nie przepadam za książkami katastroficznymi, ale ta ma coś w sobie. 

Współczesna Islandia nagle, bez żadnych ostrzegawczych znaków, traci kontakt ze światem.Wszystko działa, ale tylko w obrębie wyspy. Nagle świat wokół przestał istnieć. Wysyłane na zwiad samoloty i statki nie wracają ...

Powoli staje się jasne, że Islandia jest zdana sama na siebie. O tym jak sobie z tym radzi opowiada nam wzięty dziennikarz, jest dobrze zorientowany, zna osoby z rządu. 

Autorka niczym szczególnym nas nie epatuje, nie ma spektakularnych katastrof, nawet wulkany śpią mocnym snem. Najbardziej przerażające w tej książce jest to, że pomijając samo odcięcie od świata, wszystko co potem się w tej książce dzieje, jest wielce prawdopodobne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli